Nie dojdzie do planowanej emisji akcji Banku Ochrony Środowiska. Akcjonariusze dali w ten sposób do zrozumienia, że bank nie znajdzie sposobu na wykorzystanie powierzonych im pieniędzy. A szkoda, bo ubiegły rok dawał nadzieję na dynamiczny rozwój BOŚ.
W tym roku kurs BOŚ stracił 5 proc., w czym nie odstaje od swych konkurentów. Średni obrót na sesję nieznacznie przekracza 12 tys. zł, co pozwala zakwalifikować papier do kategorii zapomnianych. Taką sytuację mogłyby zmienić jedynie radykalne decyzje państwowego NFOŚ (właściciel 44 proc. kapitału) lub szwedzkiego SEB (47 proc.). Radykalne, bo dotyczące wyjścia z inwestycji w BOŚ.
Czy taki scenariusz jest realny? Wydaje się, że tak. Jeszcze w maju NFOŚ deklarował, że obejmie część emisji, jeśli na to samo przystanie SEB. Nowych akcji nie będzie, co może oznaczać, że Szwedzi nie chcą już finansować banku. Akcjonariusze musieli dojść do wniosku, że BOŚ nie ma pomysłu na wykorzystanie nowych środków. Tego samego dowodzi też wypłata — wbrew deklaracjom — 0,25 zł dywidendy na akcję z niewielkiego zysku z 2002 r. Spółka chce zwiększyć kapitał, gdy współczynnik wypłacalności spadnie do 12 proc. Po wynikach I kwartału widać, że nie nastąpi to szybko.
Akcja kredytowa BOŚ w 2002 r. rosła w tempie czterokrotnie szybszym niż dynamika całego sektora. Tymczasem w ciągu pierwszych trzech miesięcy wartość kredytów rosła o 3,5 proc. wolniej niż u rywali. Ubiegłoroczny sukces to przede wszystkim efekt 52-proc. wzrostu pozaekologicznych kredytów inwestycyjnych. Gdy ich tempo znormalniało, widoczny stał się spadek nakładów na inwestycje związane z ochroną środowiska. Kurczą się one systematycznie od 1998 r. Bank próbuje ratować sytuację, wprowadzając kredytowanie programów w ramach unijnego SAPARD. Warto jednak pamiętać, że rolnictwo cechuje się wysokim ryzykiem.
Agencja ratingowa Fitch w ostatnim raporcie na temat polskich banków dostrzega konieczność wzmocnienia pozycji BOŚ w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, bo ekologia nie zapewnia wystarczających przychodów. Łatwiej jednak radzić niż działać. W przyjętej w grudniu trzyletniej strategii BOŚ kładzie wprawdzie nacisk na segment MSP, ale takie same plany ma większość konkurentów. Spółka musiałaby się więc wyróżniać produktami, wśród których na razie trudno doszukać się perełek.
W I kwartale wynik na działalności bankowej spadł w ujęciu rocznym o 22 proc. Spadek wyniku z tytułu odsetek można jeszcze wyjaśnić niższymi stopami procentowymi. Martwią za to mniejsze przychody z tytułu prowizji. Relacja kosztów do dochodów stale rośnie. Ta tendencja będzie się nasilać, bo dochody maleją, a bank czeka informatyzacja. Do końca czerwca mieliśmy poznać szczegóły inwestycji, która będzie kosztować BOŚ kilkadziesiąt milionów USD. Bank chce w tym roku zarobić netto 45 mln zł. To możliwe, ale poprawa rentowności wynika prawie wyłącznie z coraz niższych odpisów na rezerwy. W I kwartale obarczyły one wynik kwotą 3 mln zł wobec 171 mln zł w 2001 r. i 51 mln zł przed rokiem.
Plany połączenia BOŚ z BGŻ, które w praktyce oznaczałyby renacjonalizację giełdowej spółki, ucichły wraz z odejściem Wiesława Kaczmarka z rządu. Ewentualne wyjście z akcjonariatu NFOŚ pozbawiłoby bank kilkunastu procent kredytów oraz jeszcze więcej depozytów. Uzależnienie od funduszy ekologicznych jest już jednak mniejsze niż przed dwoma laty, gdy znacznie przekraczało 20 proc. należności. Odejście SEB też byłoby porażką i utratą cennego know-how. Z drugiej strony zwiększyłaby się liczba wolnych akcji w obrocie, które skupiliby inwestorzy finansowi. Żaden przedstawiciel sektora nie zgodzi się na odgrywanie „drugich skrzypiec” w firmie po zainwestowaniu kilkuset milionów złotych.
Styk pieniędzy prywatnych i publicznych zawsze rodzi problemy. Lepiej więc unikać papierów BOŚ, dopóki któraś ze stron nie zniknie z akcjonariatu.


