Początek 2003 r. przyniósł przewoźnikom drogowym niemiłą niespodziankę. Okazało się, że ci z nich, którzy w grudniu 2002 r. odebrali zezwolenia na wykonywanie transportu do Niemiec, z tzw. dodatkowej puli — jeżdżą nielegalnie. Sprawcą zamieszania jest Biuro Obsługi Transportu Międzynarodowego (BOTM).
Liczba zezwoleń na wykonywanie transportu do innego państwa jest wynikiem rozmów prowadzonych między BOTM i Ministerstwem Infrastruktury, a przedstawicielami innych państw. Zezwolenia wydawane są od stycznia do grudnia w ramach przyznanego Polsce limitu. Zazwyczaj już w listopadzie pula się wyczerpuje. Tak też było w 2002 r. z zezwoleniami na wykonywanie transportu do Niemiec. Często w takich przypadkach stronie polskiej udaje się wynegocjować dodatkowe zezwolenia.
W komunikacie nr 106/2002, BOTM ogłosił, że dysponuje dodatkową pulą 10 tys. (numery od 80001 do 90000) zezwoleń na wykonywanie transportu do Niemiec. Jednak pierwszy raz zdarzyło się, że we wspomnianym komunikacie nie została określona data ważności zezwoleń z dodatkowej puli.
— Zwykle zezwolenia z dodatkowych pul wydane w listopadzie czy grudniu zachowują ważność do końca stycznia lub marca roku następnego. Nawet najbardziej zapobiegliwi przewoźnicy zaczęliby się interesować terminem ważności zezwoleń w połowie stycznia — mówi Bogusław Danel, dyrektor handlowy Euroad.
Tymczasem już na początku stycznia, kierowcy dowiedzieli się, że zezwolenia na podstawie, których wykonują przewozy do Niemiec są nieważne. Szkopuł w tym, że dowiedzieli się tego od niemieckich służb kontrolnych.
Krzysztof Stahl z działu zezwoleń BOTM uważa, że niezamieszczenie daty ważności zezwoleń w informacji 106/2002 było wypadkiem przy pracy.
— Pracownicy BOTM robią wrażenie jakby nie zdawali sobie sprawy z zamieszania, jakie spowodowali. Niemieckie służby kontrolne znajdując jedno nieważne zezwolenie u polskiego przewoźnika od razu rozpoczęły kontrolę. Mandat za nieważne zezwolenie to 80 EUR, jednak na tym nie koniec, ponieważ cała kwota kary, którą przewoźnik musi uregulować już po powrocie jego ciężarówki do kraju, wynosi 650 EUR — opowiada Bogusław Danel.
Całe szczęście, że Urząd Federalny ds. Przewozów Towarowych w Niemczech wie o zaniedbaniu ze strony polskiej i nie zamierza egzekwować kar od polskich firm przewozowych. Jednak wszyscy, którym kary wymierzono, muszą je zapłacić, a dopiero potem korespondencyjnie wyjaśniać sytuację, aby odzyskać wpłacone pieniądze.
Wydaje się, że ukarani nie ze swojej winy kierowcy mogliby domagać się zwrotu pieniędzy w BOTM. Jednak według Krzysztofa Stahla, BOTM nie podejmuje się negocjacji w tej sprawie z niemieckimi instytucjami.
— Zaniedbanie BOTM powoduje stratę czasu — kierowcy, prawnika, naszego przedstawiciela na kraje UE, spedytorów — oto koszty niedopatrzenia — mówi dyrektor Bogusław Danel.
Dopiero na początku stycznia w komunikacie 3/2003 BOTM poinformował przewoźników, że zezwolenia niemieckie o numeracji 80001 do 90000 ważne były do 31 grudnia 2002 r., a niewykorzystane zezwolenia z tej puli będą wymieniane w BOTM do połowy lutego na zezwolenia ważne do 31 stycznia 2004 r.
Jazda bez ważnego zezwolenia nie dla wszystkich polskich przewoźników jest jednakowo dotkliwa i kłopotliwa. Kierowca dużej firmy ma do dyspozycji prawników, a często również rezydentów swojej firmy w innych krajach, natomiast mały przewoźnik może liczyć tylko na siebie. W przypadku, gdy jego kierowca nie będzie miał pieniędzy na zapłacenie mandatu w Niemczech, kontynuowanie jazdy będzie niemożliwe, a konsekwencją jest konieczność wypłaty odszkodowań za niewykonanie usługi.