Mimo dobrej koniunktury gospodarczej, wysokiego popytu na towary i usługi, rosnącego PKB, zakładania nowych spółek i biznesów polska gospodarka ma też drugie, ciemniejsze oblicze. To przedsiębiorcy, którzy nie radzą sobie na rynku i muszą się z nim pożegnać. Zazwyczaj jest to skutek utraty płynności finansowej i pogrążenia się w stanie niewypłacalności. Bardzo często jedynym wyjściem pozostaje złożenie wniosku o upadłość (prawo nakłada taki obowiązek na zarządy spółek).

W ubiegłym roku sądy ogłosiły upadłość 586 firm. Oznacza to niewielki, prawie 5-procentowy, ale jednak spadek w porównaniu z 2018 r. (615), a także 2017 r. (591). Co zaskakujące, w tamtym roku liczba ogłoszonych upadłości była wyraźnie mniejsza niż liczba firm, którym sądy odmówiły formalnego bankructwa (759 — o 35 proc. więcej niż w 2018 r.). Taka sytuacja zdarzyła się w Polsce po raz pierwszy.
— Mimo spadku liczby ogłoszonych bankructw zwiększyła się liczba firm, które są niewypłacalne. Wnioski o ogłoszenie upadłości zostały oddalone, gdyż majątek firm nie wystarczał nawet na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego. Łącznie więc w ubiegłym roku 1345 firm zgłosiło niewypłacalność, ale tylko w stosunku do 586 ją ogłoszono — mówi Jarosław Nowrotek, prezes Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej.
W rozkładzie miesięcznym najwięcej postępowań upadłościowych było na początku roku — w styczniu 67 , w marcu 57. Najwięcej przeprowadzono ich w woj.: mazowieckim (25 proc.) i śląskim (13,3 proc.). Niewypłacalność dotyczy głównie firm z branż: handlowej (30 proc.), przetwórczej (20 proc.) oraz budowlanej (16,5 proc.). 56 proc. postępowań zmierzających do bankructwa dotyczyło spółek z o.o., a 22,3 proc. indywidualnych działalności gospodarczych.