Brak ulgi może zachwiać rynkiem

Górecki Radosław, Markiewicz Tadeusz
opublikowano: 1999-11-05 00:00

Brak ulgi może zachwiać rynkiem

Trudno przewidzieć, jak wpłyną na ceny mieszkań zmiany w prawie

MOŻE NIE WARTO: Budownictwo jest jednym z najważniejszych motorów gospodarki. Nie wiem, czy warto likwidować ulgę budowlaną w imię zasad podatkowych — zastanawia się Maria Obrębska, rzeczoznawca majątkowy i właścicielka firmy Iber-dom. fot. Grzegorz Kawecki

Przedsiębiorcy z branży nieruchomości zastanawiają się, czy zniesienie ulgi budowlanej spowoduje krach na rynku budownictwa mieszkaniowego. Zdania na ten temat są podzielone.

W gazetach pojawia się dużo ogłoszeń developerów, którzy podkreślają, że to już ostatnia chwila, aby wykorzystać ulgę budowlaną. Klienci nie pozostają niewrażliwi na taką argumentację.

— Obecne ożywienie może być związane z końcem obowiązywania ulgi. Z drugiej jednak strony, nie jest jeszcze przesądzone, czy zostanie ona zlikwidowana. Najwięcej zarabiają przecież na niej najbogatsi, czyli ci, którzy mają wpływ na sfery rządzące i być może zmiany nie będą im na rękę. Podejrzewam, że po 2000 r., jeśli ulga zostanie zlikwidowana, może nastąpić krach i developerzy będą musieli zastanowić się nad rentownością swoich inwestycji — zastanawia się Tomasz Błeszyński z Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Bez przesady

— Koniunktura jest dobra. Co prawda mieszkania nie sprzedają się jak świeże bułeczki, ale my jesteśmy zadowoleni. Trzeba zauważyć, że sprzedaż mieszkań rośnie zawsze jesienią. Uważam, że jeśli sytuacja gospodarstw domowych będzie dobra, to nie należy spodziewać się krachu. Wszystko zależy od wielkości dochodów społeczeństwa i inflacji. Nie lekceważę ulgi budowlanej, ale ludzie kupują mieszkania nie tylko z tego powodu — opowiada Zygmunt Chyla, dyrektor ds. marketingu Glob Trade Center.

Trochę mniej optymizmu wykazuje Maria Obrębska, rzeczoznawca majątkowy i właścicielka firmy Iber-dom.

— Oczywiście zniesienie ulgi będzie miało jakiś wpływ na rynek. Likwidacja ulgi będzie kłopotem dla średnio zamożnych, którzy zaczęli kupować mieszkania, idąc w ślady najbogatszych. Spadek zainteresowania mieszkaniami nie będzie długotrwały. W pierwszym kwartale ceny lokali i tak stoją w miejscu, a notariusze jadą na wakacje. Gdy ludzie zobaczą, że ceny się nie zmienią, bądź niewiele spadną, znów przystąpią do zakupów. Wtedy ponownie nastąpi eskalacja popytu. Z tego też powodu nie spodziewam się jakieś rewolucji na rynku — zauważa Maria Obrębska.

Ucierpią banki

Zniesienie ulgi budowlanej może dotknąć banki, które oferują kredyty na budowę mieszkań.

— Popyt na takie produkty może się zmniejszyć nawet o 80 proc. Aby móc je sprzedać, będziemy musieli je modyfikować. Jedną z możliwości może być znaczne odłożenie spłaty w czasie, nawet na okres pięciu lat — przewiduje Marcin Olkowicz z Kredyt Banku.

— Wszystko zależy od najbliższych posunięć władz. Jeśli w 1999 roku zapadnie decyzja o likwidacji ulgi, nastąpi krótkotrwała hossa i wzrost cen mieszkań. Można spodziewać się, że w niektórych miastach w dłuższej perspektywie ustabilizują się one na wysokim poziomie. W Warszawie natomiast ceny nieruchomości będą rosły do poziomu w Unii Europejskiej — zauważa pragnący zachować anonimowość przedstawiciel jednego z banków.

Zauważa on także, że w rozwoju rynku przeszkadza wysokie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych.

— Część osób, mimo ulgi, nie decyduje się na zakup mieszkania, właśnie z tego powodu — twierdzi nasz rozmówca.

Radosław Górecki

Tadeusz Markiewicz