Branża czeka na nowe prawo

Maria Czudowska
opublikowano: 2004-09-14 00:00

Rozwój produkcji energii odnawialnej w Polsce zależy przede wszystkim od polityków.

Gdy posłowie, rząd i instytucje państwowe zaczną utożsamiać się z celami, które wytycza nam Unia Europejska, będziemy produkować więcej zielonej energii.

Producenci energii ze źródeł odnawialnych skarżą się na źle sformułowane, a co za tym idzie po prostu martwe prawo regulujące zasady wytwarzania i dystrybucji. Szansą na zmianę tego stanu jest planowana nowelizacja Prawa energetycznego i Prawa ochrony środowiska. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2005 r., ale już dziś spekuluje się, czy coś się faktycznie zmieni.

Co zrobi Sejm

Planowane jest m.in. wdrożenie tzw. świadectw pochodzenia energii, które mają spełniać dwojaką funkcję. Po pierwsze, na ich podstawie będzie można jasno określić, czy energia produkowana w danym źródle jest energią odnawialną, a po drugie stwierdzać, czy dane przedsiębiorstwo obrotu wypełniło obowiązek zakupu zielonej energii.

— W ramach nowelizacji przepisów Sejm na uchwalić sposób funkcjonowania systemu świadectw opracowany wcześniej przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki (URE). Tu rodzą się jednak poważne obawy, czy URE zdąży przed pierwszym stycznia 2005 r. i czy system nie będzie zbyt złożony i skomplikowany — mówi Jarosław Mroczek, prezes spółki EPA.

Oprócz wprowadzenia świadectw pochodzenia, zmianie ulec mają również przepisy dotyczące umów przyłączeniowych i przesyłowych.

— Są to bardzo istotne elementy, brane pod uwagę podczas badania przez potencjalnych inwestorów możliwości realizacji inwestycji. Jednak propozycje zmian na razie znajdują się w Sejmie i nie wiadomo, co z nich zostanie po zaopiniowaniu przez posłów — dodaje Jarosław Mroczek.

Wątpliwości i atuty

Nowa ustawa i projekt rozporządzenia określają zasady produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Jednak i tu pojawiają się wątpliwości. Niejasna jest np. kwestia konieczności certyfikowania źródła w trybie bieżącym.

— Produkcja energii wykorzystująca wodę, wiatr lub słońce ewidentnie nie generuje zanieczyszczeń. Przy jej wytwarzaniu na drodze spalania biomasy również bilans wychodzi na zero, ale nie do końca. Szczególnie w przypadku tzw. współspalania, przy którym koszty środowiskowe są związane zarówno z pozyskaniem biomasy, jak i jej transportem, często na znaczne odległości, a następnie obróbką przed dodaniem do paliwa węglowego. Na wszystkich tych etapach emitowane są spore ilości dwutlenku węgla. Mimo to, nie ma rzetelnych opracowań, jak sprawa naprawdę wygląda — rozważa Jarosław Mroczek.

W projekcie nowelizacji prawa znajduje się także zapis o wielkości udziału ekoenergii w całej produkcji energii dostarczanej do odbiorców końcowych. Ma to pomóc w osiągnięciu do 2010 r. zadeklarowanego poziomu 7,5 proc.

— To niewątpliwy plus nowych zapisów — ocenia Jarosław Mroczek.

Wszyscy zainteresowani jednogłośnie twierdzą, że zmiany idą w dobrym kierunku. Pojawiają się jednak wątpliwości.

— Racjonalna ocena nowych przepisów możliwa będzie dopiero po upływie pewnego czasu. Najlepiej zresztą zweryfikuje je rynek. O sukcesie projektodawców nowych rozwiązań będzie można mówić wtedy, gdy liczba faktycznie realizowanych inwestycji w ekologiczne źródła energii zacznie znacząco wzrastać — przekonuje Aleksander Stawicki, radca prawny z kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr.

Jarosław Mroczek podkreśla, że rozwój źródeł odnawialnych zależy przede wszystkim od woli polityków i od tego, czy zrozumieją oni, iż energetyka ekologiczna jest potrzebna krajowi.