Narciarze i snowboardziści oraz biznes, który świadczy im usługi, marzyli, że zimowy sezon potrwa w tym roku aż do Wielkanocy. Marzenia wydawały się zupełnie realistyczne, szczególnie że warunki atmosferyczne w górach były sprzyjające i leżało tam sporo śniegu. Ponowne odgórne zamknięcie stoków w połowie marca niespodziewanie zakończyło jednak sezon.

- To był najlepszy, a jednocześnie najgorszy sezon od bardzo wielu lat – ocenia minioną już zimę Arkadiusz Walus, przewodniczący Komitetu Narty Snowboard Outdoor (KNSO).
Wyśmienite warunki pogodowe wyjątkowo i długo sprzyjały narciarzom i obsługującym ich firmom. Jednak kolejne zamknięcia stoków i inne obostrzenia administracyjne mocno uderzyły w całą branżę.
Reprezentujący sklepy z odzieżą i sprzętem narciarskim oraz wypożyczalnie takiego sprzętu KNSO od dawna apeluje do rządu o pomoc.
- Do Polskiego Funduszu Rozwoju wystosowaliśmy dotychczas sześć próśb. Niektóre nawet odczytano, ale nie otrzymaliśmy ani jednej odpowiedzi. Kilkakrotnie pisaliśmy do KPRM i resortu rozwoju. Odpowiedzią były standardowe zapewnienia, że rząd robi wszystko, co tylko może, a wsparcie dociera do przedsiębiorców na czas – mówi Arkadiusz Walus.
Dodaje, że w branży, którą reprezentuje, tylko garstka firm faktycznie mogła liczyć na pomoc rządu.
- Jej warunki nie biorą pod uwagę specyfiki naszego sektora. Na wsparcie mogły liczyć podmioty, które utrzymały zatrudnienie na niezmienionym poziomie. Tymczasem zarówno specjalistyczne sklepy, jak i wypożyczalnie sprzętu narciarskiego działają sezonowo i zatrudniają pracowników tylko zimą. Ponadto o pomoc mogły się ubiegać firmy, które wykazały 70-procentowy spadek obrotów, przy czym za okres referencyjny przyjęto grudzień 2020 r. Stoki i wyciągi wtedy działały, więc jeszcze nie mieliśmy takich kłopotów jak teraz – wymienia szef KNSO.
Dodaje, że wie tylko o dwóch przedsiębiorstwach, które otrzymały rządową pomoc i to wyłącznie dlatego, że oprócz obsługi narciarzy zajmują się także innego rodzaju działalnością np. prowadzą restaurację.
W branży, którą reprezentuje Arkadiusz Walus, połowa obrotów przypada na ostatni kwartał roku, a około 40 proc. na okres od stycznia do marca, pozostałe sześć miesięcy to praktycznie martwy sezon. Tym razem zarówno końcówka 2020 r., jak i początek kolejnego roku były tylko namiastką wyników z ubiegłych lat. W listopadzie sprzedaż była o 50-80 proc. niższa niż w 2019 r., chwilowe otwarcie stoków w grudniu tylko nieznacznie poprawiło sytuację (przy czym wyniki sięgnęły 50 proc. poziomu z poprzedniego roku), ale styczeń ponownie przyniósł spadki sprzedaży sięgające nawet 80 proc.