Rekompensaty dla zabużan mają być wypłacane w gotówce, w wysokości 15 proc. wartości utraconego mienia, ze środków funduszu reprywatyzacji - zakłada projekt ustawy regulujący sprawy tzw. mienia zabużańskiego, przedstawiony we wtorek podczas pierwszego czytania w Sejmie przez wiceministra infrastruktury Andrzeja Bratkowskiego. Projekt dotyczy mienia pozostawionego poza wschodnimi granicami Polski po II wojnie światowej, czyli tzw. mienia zabużańskiego.
"Ustawa ma umożliwić w ciągu najbliższych lat załatwienie sprawy rekompensat, która nie została skutecznie rozwiązana przez ostatnie 60 lat" - powiedział Bratkowski, przedstawiając projekt ustawy o realizacji prawa do rekompensaty z tytułu pozostawienia nieruchomości poza obecnymi granicami państwa polskiego. "Jest to ważny problem społeczny, polityczny i moralny" - podkreślił.
Według niego, zabużanie będą mieli do wyboru dwie formy rekompensaty. Jeżeli ktoś jest zdecydowany zakupić nieruchomość od Skarbu Państwa, to może swoim uprawnieniem do rekompensaty zaliczyć część opłaty za taki zakup. Natomiast osoby, które nie są tym zainteresowane, mogą ubiegać się o wypłacenie pieniędzy.
Kluby poselskie opowiedziały się za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisji, chociaż część posłów sceptycznie oceniła proponowane w nim rozwiązania. Posłowie zadeklarowali chęć udoskonalenia tych rozwiązań w trakcie dalszych prac.
"Ten projekt jest poprawą w stosunku do poprzedniej ustawy. Projekt jest wart przesłania go do komisji, bo może uda się poprawić jeszcze więcej w duchu korzyści rodaków pokrzywdzonych przez historię" - powiedział Bronisław Komorowski (PO).
Kazimierz Marcinkowski (PiS) wysunął zarzut, że rząd w niedostatecznym stopniu konsultował się ze środowiskami zabużan oraz że w dość niejasny sposób oszacowano kwotę przyszłych odszkodowań. "Środowiska zabużan chcą, aby prace parlamentu toczyły się przy otwartej kurtynie" - powiedział.
Edward Wojtalik (SdPl) powiedział, że 15 proc. nie będzie satysfakcjonujące dla poszkodowanych, ale jest to możliwe do zrealizowania przy obecnym stanie budżetu państwa. Zaś Jan Bury (PSL) wyrażając poparcie, powiedział, że "ustawa jest pewną sprawiedliwością, która się należy obywatelom Polski". Za skierowaniem projektu do dalszych prac w komisji opowiedzieli się też posłowie Samoobrony i LPR. Z kolei Janusz Lisak (Koło Stronnictwa Gospodarczego) zastanawiał się, czy 15 proc. odszkodowań to wszystko, na co stać obecnie państwo.
Wniosek o odrzucenie ustawy w pierwszym czytaniu zgłosił Antoni Stryjewski w imieniu koła Ruch Katolicko-Narodowy. Argumentował, że projekt znacznie ogranicza uprawnienia zabużan.
Bratkowski poinformował, że - według szacunków rządu - roszczenia zgłosi ok. 53 tys. osób. Rząd zakłada również, że postępowania wszczęte przed wejściem w życie ustawy mogą opiewać na kwotę do 2,5 mld złotych. Łącznie z tytułu tej ustawy oraz z tytułu postępowań, które zostały już wszczęte, rekompensaty mogą wynosić ok. 11,5 mld złotych.
Projekt przewiduje, że gdyby w jakimś okresie zabrakło funduszowi rekompensacyjnemu pieniędzy na wypłaty, to budżet będzie mógł udzielać temu funduszowi pożyczek.
Rządowy projekt ustawy w tej sprawie jest wynikiem orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z czerwca zeszłego roku i orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 15 grudnia w sprawie odszkodowań za utracone mienie zabużańskie. TK uznał za niezgodne z konstytucją ograniczenie do 50 tys. zł i 15 proc. wartości utraconego mienia zabużańskiego, które można zaliczyć na poczet kupowanej od Skarbu Państwa lub użytkowanej nieruchomości.
Jak podaje rząd w uzasadnieniu projektu, nowa propozycja realizuje orzeczenie Trybunału, ponieważ znosi górną kwotę rekompensat do 50 tys. zł, co zakwestionował TK. Zachowano natomiast 15 proc. odszkodowań, ponieważ według szacunków na takie rekompensaty stać państwo, a zgodnie z orzeczeniami TK - państwo nie może brać na siebie zobowiązań, których nie może udźwignąć.