BRE musi ocenić jakość inwestycji

Anonimowy Inwestor
opublikowano: 2003-01-13 00:00

Na początku minionego tygodnia kupiłem 13 akcji BRE Banku po kursie 82,5 zł. Zrobiłem tak, bo zachodnie domy maklerskie zgodnie zalecają sprzedawać lub redukować pozycje na walorach tej instytucji. Żeby nie być gołosłownym — HSBC wycenia akcje na 75 zł i radzi inwestorom redukować zaangażowanie, natomiast ING Securities wycenia papiery na 74,1 zł i zaleca sprzedaż walorów.

Spójny front antyBREbankowy to dla mnie jasny sygnał do... kupna papierów spółki. Podejrzewam, że już wkrótce duzi inwestorzy ruszą do zakupów akcji banku. A im taniej kupią papiery od małych graczy, którzy zawierzą ostatnim rekomendacjom, tym wyższe osiągną zyski później, gdy ci sami mali gracze dostrzegą swój błąd i zaczną w pośpiechu odkupować walory. Myślę, że tani BRE Bank będzie łakomym kąskiem, gdy efekt stycznia wreszcie da o sobie znać.

Ale nawet gdyby efektu stycznia miało w tym roku nie być, to i tak nie powinienem być poszkodowany wchodząc do akcjonariatu BRE Banku. Nie wierzę, żeby charyzmatyczny prezes pogodził się bez walki ze spadającym „bez powodu” kursem akcji spółki. Sądzę, że zrobi coś, żeby notowania banku nie spadły poniżej 80 zł. Tylko co? Nie wiem, ale w gruncie rzeczy jest to mało ważne. Jedno jest pewne — jeśli BRE Bank chce wyjść na prostą w tym roku, to musi pozbyć się wszelkich śmieci, czyli nietrafionych inwestycji z lat poprzednich. A uzbierało się tego sporo. Między innymi Szeptel, Optimus oraz ITI.

Być może porządki w stajni Augiasza już się zaczęły. W miniony czwartek BRE Bank sprzedał 2,326 mln akcji Szeptela. Po transakcji bank posiada zaledwie 0,46 proc. kapitału spółki, czyli tyle co nic. Pierwszy śmieć trafił więc do kosza. Tak trzymać!