Brexit niestraszny, funt nabiera mocy

opublikowano: 25-03-2019, 22:00

Teoretyczny termin brexitu coraz bliższy, a chaosu z nim związanego coraz więcej. Wyspiarska waluta zamiast tracić — zyskuje i prawdopodobnie dalej będzie zyskiwać

Niemal trzy lata temu Brytyjczycy wybrali w referendum opuszczenie Unii Europejskiej (UE). W marcu 2017 r. datę brexitu ustalono na najbliższy piątek, 29 marca. Mimo że od tego czasu minęły dwa lata, wciąż nie wiadomo, na jakich zasadach się to odbędzie. Brytyjski parlament nad brexitem debatował dwukrotnie. Odrzucił porozumienie, jakie tamtejszy rząd wynegocjował z UE. Ale odrzucił też wersję brexitu bez umowy. Na tydzień przed znaną od dwóch lat datą brexitu za nieaktualną uznała ją też Bruksela.

Na wniosek brytyjskiej premier Theresy May Rada Europejska zgodziła się przesunąć termin rozwodu na 22 maja 2019 r. Postawiła jednak warunek, że brytyjska Izba Gmin do piątku zatwierdzi umowę brexitową. Nawet jeśli tego nie zrobi, termin bezumownego brexitu przesunięto do 12 kwietnia. W ostatni weekend pojawiły się zaś spekulacje dotyczące zmian na stanowisku premiera Zjednoczonego Królestwa. Potęgujący się chaos niespecjalnie jednak szkodzi funtowi. W ostatnich trzech miesiącach wyspiarska waluta zyskała ponad 4 proc. do euro i dolara oraz niemal 5 proc. do złotego. Wczoraj funt akurat trochę tracił, ale można odnieść wrażenie, że im bliżej do pierwotnej daty brexitu i więcej związanych z tym niewidomych, tym jest mocniejszy.

— Niewiadome to jedna sprawa. Druga to prawdopodobieństwo różnych scenariuszy. Ryzyko bezumownego brexitu jest obecnie wyceniane niżej niż w listopadzie i grudniu 2018 r. Panuje przekonanie, że cokolwiek by się stało, żadna ze stron — rząd Teresy May, jego przeciwnicy w parlamencie i Bruksela — nie będzie dążyć do tego, by Wielka Brytania opuściła unię w totalnym chaosie. Ktokolwiek by do tego doprowadził po stronie Londynu, będzie musiał tam ponieść odpowiedzialność polityczną. Bruksela zdaje zaś sobie zaś sprawę z tego, że gdyby chciała upokorzyć Brytyjczyków, to odbije się to na strefie euro, która i bez chaotycznego brexitu ma swoje problemy — tłumaczy Konrad Białas, strateg walutowy DM TMS Brokers.

Zła, czyli dobra wiadomość

— Generalnie rynek ma nadzieję na odroczenie brexitu, które skończy się tym, że zostanie on zaniechany. Paradoksalnie, jeśli w tym tygodniu nie dojdzie w Izbie Gmin do głosowania nad umową brexitową albo premier Theresa May to głosowanie przegra i będzie zmuszona wysłać do Brukseli wniosek o przedłużenie procesu wyjścia z UE przynajmniej o 9 miesięcy, to będzie to dla funta pozytywna informacja — komentuje Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM Banku Ochrony Środowiska.

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM, uważa, że na koniec 2019 r. za funta trzeba będzie zapłacić 5,10-5,15 zł, 1,41 dolara, euro będzie zaś wyceniane na mniej niż 0,84 funta. Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxii, prognozuje, że na koniec roku za funta przyjdzie zapłacić 5,08-5,25 zł. Generalnie jednak, podobnie jak inni nasi rozmówcy, uważa, że niepewność jest zbyt duża, by prognozować konkretne kursy, choć jak inni dostrzega większy potencjał do umocnienia niż osłabienia funta.

— Porozumienie w sprawie brexitu jest pozytywne dla funta, odłożenie brexitu też. Niewiadomych jest dosyć dużo, ale przeciwko funtowi jest tylko jedna opcja, czyli twardy brexit. To jednak czarny scenariusz nie tylko dla gospodarki brytyjskiej, ale również unijnej. Nie wydaje się więc, by ktokolwiek chciał do tego doprowadzić — zaznacza Daniel Kostecki.

— Brytyjski parlament nie zgodził się na rozstanie z Unią Europejską bez umowy, a to najgorszy scenariusz dla funta. Odrzucenie przez parlament brexitu bez umowy nie eliminuje ryzyka, że do niego dojdzie, ale zwłaszcza w połączeniu z krótkim, ale jednak przełożeniem daty brexitu zwiększa prawdopodobieństwo, że do niego w ogóle nie dojdzie. Funt pozostaje przy tym bardzo niedowartościowany w kontekście historycznym. Przecena zapoczątkowana w 2016 r. nie została skorygowana i w takiej sytuacji niewiele trzeba, by waluta się umocniła — uważa Przemysław Kwiecień.

Mimo ostatniego umocnienia od referendum z czerwca 2016 r., w którym mieszkańcy Wielkiej Brytanii opowiedzieli się za opuszczeniem UE, funt stracił 10 proc. do dolara i około 12 do euro i złotego.

— Na kurs waluty wpływa wiele czynników. Tej przeceny nie można przypisywaćwyłącznie brexitowi. Już w czasie referendum funt nie był szczególnie drogi. Przecena, która potem nastąpiła, wydaje się więc sporym dyskontem. Mówimy przecież o walucie kraju z rozwiniętą gospodarką, a nie Turcji czy RPA — tłumaczy Przemysław Kwiecień.

— Przecena funta od czasu referendum jest adekwatna do ryzyka. Gdybym miał prognozować, jaka będzie reakcja rynku na scenariusze twardego i miękkiego brexitu — nie definiując ich do końca — to uważam, że funt ma większe szanse na umocnienie w wyniku zawarcia jakiejś umowy niż osłabienie w wyniku twardego brexitu — mówi Kamil Maliszewski, wicedyrektor departamentu rynków nieregulowanych mBanku.

Podwyżki stóp w zanadrzu

Ekspert przypomina, że Bank Anglii wszedł już w cykl podnoszenia stóp procentowych. Inflacja i dane z brytyjskiej gospodarki nie przeszkadzają takiej polityce. Gdy więc scenariusz twardego brexitu został definitywnie wyeliminowany, można oczekiwać dalszych podwyżek.

— Wiemy, że w strefie euro na pewno się na to w tym roku nie zanosi. Amerykański Fed brzmiał też ostatnio bardzo gołębio — zaznacza Kamil Maliszewski.

— Gdyby nie pojawiła się kwestia brexitu, to stopy procentowe Banku Anglii byłyby o 0,5 pkt proc. wyżej. Gdybyśmy wiedzieli, że 29 marca rozpocznie się łagodny brexit, to rynek już by wyceniał podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii w maju — wtóruje mu Konrad Białas.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu