Brokerzy chcą jeszcze bardziej zadbać o swoje interesy. Przy okazji powoływania izby brokerskiej wewnątrz środowiska ujawniły się jednak podziały.
Podczas zakończonego w niedzielę kongresu brokerów ubezpieczeniowych w Mikołajkach najwięcej emocji budziło tworzenie izby brokerskiej. Jej statut miał zostać podpisany pierwszego dnia kongresu, podczas spotkania członków założycieli, na które nie zaproszono przedstawicieli towarzystw ani dziennikarzy. Mimo kilkugodzinnych obrad w pierwszym podejściu nie udało się zatwierdzić statutu.
— Obawy części brokerów wzbudziły jego zapisy. Przewiduje on, że władze izby będą faktycznie tożsame z władzami stowarzyszenia brokerów. Dodatkowo do zmiany statutu mogłoby dojść tylko większością 2/3 głosujących. Władze stowarzyszenia miałyby więc pełną kontrolę nad izbą — twierdzi Leszek Niedałtowski, dyrektor w spółce STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.
Statut został przygotowany przez Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych (SPBUiR), na którego czele stoi Tomasz Mintoft-Czyż. To ono bowiem tworzy izbę.
— Ustaliliśmy, że statut w tym kształcie jest tymczasowy. Izbę tworzy stowarzyszenie i stąd wspólnota władz. Zależy nam bowiem na zachowaniu dorobku stowarzyszenia — twierdzi Tomasz Mintoft-Czyż.
W końcu podpisano statut, pod którym znalazły się podpisy 137 podmiotów założycielskich. Ostateczny kształt tego dokumentu zostanie ustalony podczas walnego zgromadzenia członków. Odbędzie się dopiero po zarejestrowaniu nowej organizacji, najwcześniej w styczniu 2003 r.
O powstaniu izby brokerzy zdecydowali już rok temu, uznając, że potrzebna jest instytucja pozwalająca korzystać z dobrodziejstw ustawy o izbach gospodarczych i mająca większe uprawnienia niż SPBUiR. Izba może uczestniczyć w pracach ustawodawczych, organizować sądy polubowne, przyjmować zadania administracyjne, a organy państwa mają obowiązek udzielania jej informacji niezbędnych do realizacji zadań statutowych.
— Stowarzyszenie nadal będzie zajmować się kongresami i edukacją brokerów. Do reprezentowania nas wobec władz i innych organizacji potrzebna jest izba — twierdzi Tomasz Mintoft-Czyż.
Stowarzyszenie, w którym dużą rolę odgrywają polskie spółki zależne międzynarodowych brokerów sieciowych, nie chciało jednak, by powstały konkurujące ze sobą ośrodki reprezentujące środowisko. Stąd pomysł o wspólnych władzach izby i stowarzyszenia. Tymczasem część — niekiedy bardzo dużych — firm brokerskich o krajowym rodowodzie czuje się niedostatecznie reprezentowana przez stowarzyszenie. Liczyli oni, że powstanie izby to zmieni.
— Członkami stowarzyszenia są również liczni pracownicy firm brokerskich o zagranicznym rodowodzie, co zapewnia im kontrolę nad stowarzyszeniem, a w przyszłości nad izbą — obawia się Leszek Niedałtowski.
Przewodnim wątkiem większości oficjalnych wystąpień podczas kongresu były prace nad nową ustawą o pośrednictwie ubezpieczeniowym.
Szef SPBUiR oraz przedstawiciele BIPAR, europejskiej federacji stowarzyszeń brokerskich, wyrażali ubolewanie, że rząd nie przyjął regulacji definiującej tylko czynności pośrednictwa, nie ograniczającej zaś katalogu podmiotów je realizujących.
Przyjętego w ustawie podziału na brokerów i agentów bronił Jerzy Wysocki, prezes PIU. Wspólnie z Tomaszem Mintoft-Czyżem ubolewali, że ustawa przewiduje likwidację multiagentów, czyli agentów obsługujących kilka firm.