Bruksela ostro tnie limity emisji dwutlenku węgla

Mira Wszelaka
opublikowano: 27-03-2007, 00:00

Polska i Czechy znalazły się na celowniku Komisji Europejskiej w sprawie limitów CO2. Tylko ekolodzy zacierają ręce.

Resort środowiska bierze w obronę... działające w Polsce firmy

Polska i Czechy znalazły się na celowniku Komisji Europejskiej w sprawie limitów CO2. Tylko ekolodzy zacierają ręce.

Bruksela niczym gilotyna z rewolucji francuskiej tnie równo limity emisji CO2, nie patrząc na detale. Tym razem jej ostrze dotknęło Polskę i Czechy. Wedle planu Komisji Europejskiej (KE) w latach 2008- -12 nasz kraj będzie musiał ograniczyć emisję o 26,7 proc. w stosunku do wcześniej zgłoszonej propozycji. To oznacza, że zamiast 284,6 mln ton będzie nam przysługiwało 208,5 mln ton. Czechy muszą się pogodzić z dodatkową redukcją o 14,8 proc. (do 86,8 mln ton).

Takiego obrotu sprawy polskie władze nie zakładały nawet w najczarniejszych scenariuszach. Już wcześniej, kiedy Bruksela zapowiadała ograniczenie emisji do 210 tys. ton, Warszawa mówiła o odwołaniu się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Zaskoczenia nie kryje Jan Szyszko, minister środowiska.

— Polsce potrzebny jest wyższy limit emisji CO2 niż ten, który przyznała nam Bruksela — komentuje minister.

Dodaje, że wzięła ona m.in. pod uwagę rzeczywiste emisje w 2005 r., które wyniosły tylko 203,1 mln ton.

— To był ciepły rok, w związku z tym emisje były mniejsze — konkluduje Jan Szyszko.

Jego zdaniem, drastyczna redukcja uprawnień do emisji może negatywnie wpłynąć na rozwój gospodarczy, może doprowadzić do wycofania wielu inwestorów, a to spowoduje wzrost bezrobocia, wpłynie na inflację i wzrost cen.

„Popieramy działania zmierzające do dalszego ograniczania emisji. Należy jednak mieć świadomość, że liczba uprawnień zadeklarowana przez Polskę jest kompromisem między obowiązkiem i wolą dalszego ograniczania emisji, a dążeniem do zapewnienia jak największych możliwości rozwojowych gospodarce. Polska jest przecież światowym liderem pod względem redukcji gazów cieplarnianych. W stosunku do roku bazowego protokołu z Kioto ograniczyliśmy emisję o ponad 32 proc., podczas gdy stare kraje Unii o zaledwie 0,9 proc. Naszym zdaniem, potraktowanie naszej gospodarki na równi z rozwiniętymi gospodarkami Unii nie jest sprawiedliwe” — czytamy w oświadczeniu KASHUE, czyli krajowego administratora systemu handlu uprawnieniami do emisji.

Z zapowiedzi Brukseli cieszą się jedynie organizacje ekologicze. Greenpeace przypomina, że zadaniem ministra środowiska jest ochrona środowiska, a nie gospodarki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mira Wszelaka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu