Bruksela podcina skrzydła farmacji

Alina Treptow
opublikowano: 2013-08-29 00:00

Producenci leków uważają, że unijne przepisy hamują ich ekspansję na rynkach pozaunijnych.

Choć większość polskich przedsiębiorców chwali sobie Unię Europejską, która otworzyła przed nimi nie tylko nowe rynki, ale też pokaźny worek z pieniędzmi, część firm zaczyna narzekać na ograniczenia, które wprowadziły unijne regulacje. Do niezadowolonych należy m.in. branża farmaceutyczna.

Zdaniem producentów leków generycznych, unijne przepisy powodują, że są oni niekonkurencyjni na zagranicznych rynkach poza wspólnotą. Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego (PZPPF) twierdzi, że przepisy unijne ograniczają możliwości ekspansji na takich rynkach, jak Rosja, Ukraina, Kazachstan czy Gruzja. Nie mogą oni sprzedawać tam niektórych leków generycznych czy substancji czynnych w odróżnieniu od tamtejszych, lokalnych firm farmaceutycznych. Co blokuje ich sprzedaż?

— W UE obowiązuje ochrona patentowa. Producenci nie mogą ani produkować, ani sprzedawać żadnego leku, który jej podlega. Sęk w tym, że większość tych leków nie jest chroniona patentem w krajach trzecich, poza UE. Firmy spoza wspólnoty mogą więc je tam produkować i sprzedawać. My, jako że produkujemy w Polsce, nie — mówi Cezary Śledziewski, prezes PZPPF.

Nawet jeśli patent na lek w UE wygaśnie, to, zdaniem przedsiębiorców,będzie już za późno. Na tamtejszym rynku karty będą rozdane, a nie od dziś wiadomo, że największe szanse na udziały w rynku mają te generyki, które pojawią się na nim jako pierwsze. EGA, europejskie stowarzyszenie zrzeszające firmy generyczne, zwraca uwagę, że taka polityka Brukseli zamyka drogę europejskim firmom farmaceutycznym do najbardziej rozwojowych rynków. Przestrzega, że może się to źle skończyć dla całej europejskiej gospodarki. Chcąc sprzedawać na tych rynkach, firmy farmaceutyczne będą przenosiły produkcję poza Unię.

— W Europie przestaliśmy wierzyć w produkcję. Uznano, że ma się ona odbywać gdzie indziej — mówi Greg Perry, były prezes europejskiego stowarzyszenia. Cezary Śledziewski alarmuje, że takie podejście ogranicza polską ekspansję na światowych rynkach i ujemnie wpływa na bilans handlu zagranicznego.

Podkreśla, że Polska jest uważana za zagłębie farmaceutyczneregionu i warto zawalczyć, by ten przydomek utrzymać. PZPPF apeluje więc do Ministerstwa Gospodarki, aby zabiegało na forum europejskim o zmianę przepisów zlikwidowania barier rozwoju krajowej produkcji leków. Wśród polskich firm farmaceutycznych najbardziej odczuwa je Polpharma, która jest największym polskim eksporterem w sektorze. Za granicę sprzedaje zarówno leki, jak i substancje czynne.

— Przepisy dotyczące patentów dokuczają Polpharmie przede wszystkim w przypadku substancji czynnych. Mogłaby je sprzedawać na rynkach, gdzie np. patent wygasł wcześniej, ale nie może, ponieważ produkcja odbywa się w Polsce. Tym sposobem grupa musi znaleźć producenta kontraktowego spoza UE. Oczywiście trzeba mu zapłacić, co obniża naszą marżę. Traci również polska gospodarka, ponieważ produkcja nie odbywa się w kraju — mówi Jacek Glinka, doradca Polpharmy.

Stal i mleko

Farmacja nie jest jedyną branżą, która narzeka na regulacje unijne. Są one solą w oku również producentów stali. W całej UE, także w Polsce, ograniczają oni produkcję. Jednym z powodów są restrykcyjne normy środowiskowe, czyli konieczność ponoszenia wysokich kosztów w związku z ograniczaniem emisji CO2 oraz wciąż droższe nośniki energii niż w USA czy Chinach.

W efekcie europejskim hutom trudno jest sprzedawać wyroby poza UE. Dzisiaj mają szansę wygrywać jakością, choć i to już niedługo się skończy, ponieważ zakłady w USA, Rosji, Chinach czy Turcji też się modernizują. Na unijne restrykcje skarży się również sektor spożywczy. Producenci przetworów mlecznych uważają, że kwoty na mleko ograniczają ich ekspansję. Mogliby produkować więcej np. na rynki pozaunijne, gdzie popyt na produkowane przez nich produkty jest duży.