Bruksela upomina się o wsparcie dla MSP

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 06-10-2014, 00:00

Przedsiębiorczość: Polski rząd niewystarczająco pomaga w rozwoju drobnego biznesu — twierdzi Komisja Europejska. Jest gorzej, niż było

W czerwcu minęło sześć lat, odkąd Komisja Europejska prowadzi odrębną politykę poświęconą trosce o europejskie małe i średnie firmy. Od niedawna, realizując ją, szczegółowo też bada, jakie warunki rozwoju ma drobny biznes w poszczególnych krajach członkowskich i jak one się zmieniają. Niestety, najnowsze badania przynoszą niezbyt radosne wnioski dla polskich przedsiębiorców. Według analityków KE, w Polsce drobne firmy muszą mierzyć się z większymi barierami niż w większości pozostałych krajów wspólnoty, przez co trudniej im rozwinąć skrzydła.

My drepczemy, inni biegną

Komisja w tegorocznym badaniu wzięła pod uwagę 66 mierników, które w wymierny sposób pokazują, jak przyjazne w różnych krajach są warunki prowadzenia małych i średnich firm, np. jak skomplikowane są procedury ich zakładania, przenoszenia własności, handlowania z zagranicą. Na te 66 monitorowanych mierników w 42 przypadkach Polska wypada gorzej niż średnia unijna — wygrywamy tylko w 22 przypadkach, a w dwóch jesteśmy na równi. Co gorsze, zrobiliśmy spory krok wstecz w porównaniu z zeszłorocznym badaniem. Wtedy na 70 mierników przegrywaliśmy w 36 przypadkach, a w 34 byliśmy lepsi.

„Prace polskiego rządu na rzecz poprawy warunków działalności MSP przyniosły od 2008 r. niewielkie postępy. Polityka władz w zakresie drobnej przedsiębiorczości nie doprowadziła jak dotąd w Polsce do zapewnienia firmom otoczenia biznesowego, które odpowiadałoby przeciętnym warunkom panującym w UE” — ubolewają analitycy KE.

Jest jednak kilka dziedzin, w których to reszta Unii może brać z Polski przykład. Analitycy KE wskazują przede wszystkim na reformę „jednego okienka” sprzed kilku lat. Sprawiła ona, że zakładanie firmy rzeczywiście jest już dziecinnie proste, a przynajmniej zakładanie jednoosobowej działalności, nadal gorzej wygląda rejestrowanie spółek z o.o. Aby zostać przedsiębiorcą, nie trzeba nawet wstawać z kanapy, wystarczy mieć komputer, dostęp do internetu i wprowadzić nieco danych do elektronicznego formularza. Sporo dała też deregulacja zawodów, prowadzona od dwóch lat przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Komisja oceniła nasz system licencji i pozwoleń jako wyraźnie mniej uciążliwy niż średnia unijna — w skali od 1 do 26 pkt (gdzie 1 to zupełnie nie uciążliwy, a 26 to bardzo uciążliwy) otrzymaliśmy 12 pkt, przy średniej dla UE równej 16 pkt. Badanie KE potwierdziło też, że czynnikiem sprzyjającym rozwojowi MSP w Polsce jest naturalna przedsiębiorczość Polaków, w naszym kraju planuje założyć firmę 17,3 proc. obywateli, a średnio w UE to 13,5 proc. Ten duch przedsiębiorczości w społeczeństwie to spory atut naszej gospodarki.

W dżungli przepisów

Reszta spraw badanych przez KE to właściwie tylko litania porażek naszego kraju w konfrontacji z resztą Unii. Według raportu Komisji, polskie małe i średnie firmy muszą znacznie więcej mierzyć się z biurokracją. Mamy nieprzejrzyste i skomplikowane procedury eksportowe i importowe, drobny przedsiębiorca musi poświęcić 17 dni na procedury administracyjne, jeśli chce wywieźć towar do zagranicznego klienta. Średnio w UE to o pięć dni mniej, a są kraje, w których trwa to tydzień. To samo dotyczy importu — w Polsce procedury przywozu trwają 14 dni, w UE — 11. — Handel wewnątrz UE jest dość mocno uproszczony i formalności są niewielkie, ale eksport czy import z krajów spoza Unii to już naprawdę trudna przeprawa. Procedury w różnych państwach są bardzo niespójne i trzeba długo walczyć z papierami, żeby formalności się zgadzały — mówi Paweł Misiurewicz, prezes firmy informatycznej Passus. Na skomplikowanych procedurach tracą nie tylko firmy, ale i polskie porty.

— Już kilkakrotnie sparzyłem się na polskiej granicy. Dlatego, kiedy zamawiam cokolwiek spoza UE, to zawsze robię to przez porty niemieckie. Tam odprawa jest zawsze prosta i szybka — wyjaśnia Przemysław Jastrzębski, prezes Viki Family, producenta opakowań. Mamy też wyjątkowo skomplikowany system podatkowy, zwłaszcza VAT, który jest oparty na gąszczu interpretacji podatkowych, często ze sobą sprzecznych. W Polsce czas potrzebny przedsiębiorcy do uregulowania zobowiązań podatkowych od strony formalnej to 286 godzin, w UE średnia wynosi 193 godzin.

— Nasz system podatkowy jest dramatycznie skomplikowany. Nawet najbardziej uczciwi przedsiębiorcy nie mogą być pewni, że w rozliczeniach podatkowych nie popełniają błędu i że nie zostaną oskarżeni o przestępstwa podatkowe — mówi Przemysław Jastrzębski. Eksperci komisji zwracają też uwagę, że Polska ma skomplikowane procedury związane z przenoszeniem własności, rząd słabo wspiera innowacyjność firm, a administracja rzadko dopuszcza małe i średnie firmy do zamówień publicznych.

Łapać złodzieja

Komisja jednak ma zastrzeżenia nie tylko do polskiego państwa, ale też do samych przedsiębiorców. Według badania, polskie firmy np. bardzo rzadko szkolą swoich pracowników. Regularnie robi to 22 proc., wobec 60 proc. średnio w Unii.

— Kilka lat temu kładliśmy duży nacisk na szkolenia, ale przyszedł kryzys i trzeba było zmniejszyć budżet szkoleniowy. Wolałem ograniczyć te wydatki, niż obciąć pensje pracownikom. Sytuacja jednak poprawia się i chciałbym wkrótce znowu znacząco zwiększyć nakłady na edukację — zapowiada Paweł Misiurewicz.

Ponadto polscy przedsiębiorcy wypadają w badaniu jako mało innowacyjni, np. rzadziej niż pozostali w UE korzystają z nowoczesnych technologii przy sprzedaży towarów.

— Przedsiębiorcy są tacy, jakie jest społeczeństwo. Wydaje mi się, że Polacy generalnie są dość mało innowacyjnym narodem, raczej boją się nowości i mając stosunkowo małe zasoby pieniężne, niechętnie biorą na siebie duże ryzyko. Prawdopodobnie ta sama charakterystyka dotyczy szefów firm — podkreśla Przemysław Jastrzębski. Prztyczka w nos od Komisji dostało też całe polskie społeczeństwo. Według badania, jesteśmy jako naród nieco bardziej zawistni i pogardliwie nastawieni do przedsiębiorców niż reszta Europejczyków. W Polsce 60 proc. obywateli deklaruje szacunek dla szefów firm, a w Unii ten wskaźnik to średnio 66 proc.

— Zdecydowanie zgadzam się, że społeczeństwo jest w Polsce generalnie nieprzychylne przedsiębiorcom. Nikt nie mówi mi tego wprost, ale widać to np. na forach internetowych. Trudno się zresztą dziwić, skoro politycy utrwalają publicznymi oskarżeniami stereotyp przedsiębiorcy złodzieja i oszusta— przyznaje Paweł Musiurewicz. Jak dodaje, takie podejście potrafi podciąć skrzydła bardziej niż rozbudowana biurokracja czy inne bariery.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane