Brygadzista w stajni

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2003-07-17 00:00

Grecki mit o stajni Augiasza jest jednym z najbardziej znanych i lubianych. Z zadaniem oczyszczenia tej zaniedbanej od wielu lat stajni Herkules uporał się w ciągu jednej doby, przepuszczając przez nią nurty rzek Alfejos i Penejos. Zadanie Cezarego Stypułkowskiego, od niedawna prezesa grupy PZU SA, wydaje się co najmniej tak samo złożone jak greckiego herosa. Tyle tylko, że nikt nie wymaga, by uprzątnął tę „stajnię” w ciągu jednej nocy, czasu ma nieco więcej — choć nie za dużo. No i herosem nie jest, co najwyżej brygadzistą — jak sam siebie określa.

Właśnie czas jest największym wrogiem prezesa Stypułkowskiego. Sposób zorganizowania grupy PZU urąga sensowi biznesowemu — twierdzi sam zainteresowany. Skutkuje to katastrofalnymi zjawiskami: otwarty, ostry spór pomiędzy akcjonariuszami: komercyjnym i państwowym, ciągła utrata rynku ubezpieczeniowego, brak przejrzystej organizacji wewnętrznej w grupie, brak systemu informatycznego, utrata zaufania klientów będąca skutkiem najgłośniejszych afer z udziałem ludzi związanych z PZU SA. W tej sytuacji zabawne wręcz byłoby konstruowanie dalekosiężnych planów, sny o potędze — tam zwyczajnie najpierw trzeba posprzątać.

Najistotniejszy wydaje się oczywiście konflikt pomiędzy akcjonariuszami, tym bardziej że jednym z nich jest nasze państwo. Państwo pozwane przez swojego biznesowego partnera przed sąd arbitrażowy. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że Eureko ze Skarbem Państwa, niezależnie od tego, kto będzie ministrem i kto będzie skarb reprezentował, już się nie porozumie. Za wiele było złych doświadczeń, padło zbyt wiele niepotrzebnych słów. Teraz chodzi więc jedynie o to, by ten rozwód przeprowadzić możliwie bezboleśnie, w kulturalnych warunkach. Osobiście nie wierzę w skuteczność i zbawienny wpływ decyzji arbitrażu, partnerzy — tak naprawdę — muszą sami uzgodnić możliwe do zaakceptowania warunki rozwodu. A wiadomo przecież, i tego nikt nie ukrywa, że chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Duże pieniądze — dodajmy. I tu niezaprzeczalnym atutem Stypułkowskiego jest jego bankowa przeszłość, poprzednie miejsce pracy.

Ot, pożyjemy, zobaczymy, ale chyba o lepszego brygadzistę z ekipą sprzątaczy dla tej stajni byłoby trudno. A jak jemu się nie uda? Strach myśleć. A on sam? Jak przyrównaliśmy już jego zadanie do greckiego mitu, niech pamięta, że Herkulesowi za usługę nie zapłacono. Co prawda rozgniewany zabił Augiasza, ale marna to satysfakcja. A i czasy inne.