Bryła z duszą

Agnieszka Janas
08-03-2007, 00:00

Stanisław Fiszer. Architekt rozdarty między Francją i Polską. Projektuje praskie lofty dla twórców i biznesmenów.

Mieszczańska kamienica trzy domy od gmachu Filharmonii Narodowej w Warszawie. Ciemne podwórko typu studnia. Otłuczone elementy elewacji i wystroju klatek schodowych. Nad budynkiem góruje nowoczesny szklany biurowiec. Na przedostatnim piętrze mieści się Fiszer Atelier 41 — polska pracownia profesora Stanisława Fiszera.

— Pan Stanisław będzie za kwadrans. Przeprasza i prosi o cierpliwość. Przylatuje do Polski na kilka dni. Zawsze ma dużo pracy i spotkań. Ustawiamy tak kalendarz, aby wszędzie zdążył, ale czasem zdarza się poślizg — tłumaczy szefa współpracowniczka architekta.

W pracowni uwija się dużo młodych ludzi. Dyskutują, stukają w klawiaturę komputera, przeglądają rysunki. W sali konferencyjnej przy długim stole stoją wygodne czerwone krzesła mrówki. Ich oparcia przypominają korpusy tego owada. Mebel kupuje się w częściach i skręca w całość jedną śrubą ukrytą pod siedziskiem. Wzór minimalizmu i funkcjonalizmu w projektowaniu mebli.

— Dzień dobry — po dziesięciu minutach wchodzi gospodarz.

Mieszkania dla bo-bo

Na planszach, stojących pod ścianami, rysunki projektowanych apartamentów: lofty na warszawskiej Pradze w pofabrycznym budynku Polskich Zakładów Optycznych (PZO), osiedle mieszkaniowe Młoda Praga, część zabudowy Miasteczka Wilanów.

Stanisław Fiszer zachwyca się industrialną budowlą z lat trzydziestych. Pokazuje zdjęcia i mówi, że przypomina mu gmach Bauhausu. Tego Bauhausu? Tak.

Zdziwienie się zwiększa, kiedy słyszę, że to tak samo rewolucyjna konstrukcja. Wprowadzono tu na przykład fasadę wentylowaną. Jej stosowanie na masową skalę zaczęło się dopiero niedawno. Budynek — wzór funkcjonalności i prostoty — jest do bólu praktyczny. Wykorzystano tutaj każdy metr. Dlatego modernistyczne obiekty postindustrialne wspaniale nadają się na lofty.

Stanisław Fiszer mówi, że w Polsce mieszkania kupujemy właściwie na podstawie planu. Loftów nie trzeba sobie wyobrażać. Wystarczy je obejrzeć i zaplanować własne lokum. W PZO nie powstaną standardowe lokale, lecz wysokie (najniższe to 3,5 m) i duże (od około 100 mkw. nawet do 700 mkw.). Światło wpadać będzie do wnętrza przez fabryczne okna ciągnące się od podłogi do sufitu. W pierwszym etapie powstanie 5 tys. mkw. powierzchni apartamentów.

Architekt lubi wyobrażać sobie ludzi, którzy w nich zamieszkają. Pobudza to jego wyobraźnię, pomaga w projektowaniu. Opowiada o wielbicielach budynku, którzy organizują tutaj happeningi i koncerty. Liczy się też dla niego duch miejsca. A tego gmachowi PZO nie brakuje. Legenda mówi, że ludzie, którzy zamieszkali w czasie II wojny światowej w zakładach, zrobili zrzutkę i przekupili Niemców, aby przed wycofaniem się z Pragi nie wysadzali obiektu.

Wie, że do inwestora już zgłaszają się chętni na zakup lokali. Liczy na to, że zamieszka tu grupa ludzi bo-bo (burżuazja i bohema). Tak jak na całym świecie, gdzie w loftach tworzą i mieszkają osoby nieprzeciętne — aktorzy, przedstawiciele wolnych zawodów, malarze. Dlatego właśnie inwestor chce zaproponować im zrealizowanie na terenie obiektu pracowni związanych z ich twórczością czy z działalnością zawodową. PZO Investment zapowiada także podjęcie prac przy stworzeniu przestrzeni wspólnych, które zintegrują mieszkańców.

Fiszer lubi w projektowaniu rozmach. Chciałby za każdym razem tworzyć fragment miasta. Nie jednakowe domki, ale założenia urbanistyczne, w których panuje pewien zamierzony bałagan. Podkreśla, że mało kto czuje się dobrze w bezosobowych pudełkach. Pragnie stworzyć takie osiedle, w którym po kilku latach jego mieszkaniec mógłby się zgubić lub odkryć coś dla siebie nowego.

Tajemnicze szczegóły

Stanisław Fiszer, warszawianin, wyemigrował z kraju w 1961 r. Sławy doczekał się we Francji, gdzie w 1972 r. założył w Nancy biuro architektoniczne Fiszer Atelier 41. Zrealizował kilka ważnych zamówień publicznych, m.in. gmach Archiwów Narodowych w Paryżu (1988), Mediatekę i Teatr w Saint-Quentin (1993) czy gmach prefektury w BesancĢon (2003). Po czterdziestu latach od wyjazdu otworzył w Warszawie pracownię. Jest współautorem nowego gmachu warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych.

Dostrzega podobieństwa i różnice w pracy architekta w obu krajach. Podkreśla, że we Francji realizował zlecenia, w czasie których odpowiadał za wszystko. Tam na architekcie często ciąży obowiązek dopilnowania, aby zgadzały się podstawowe parametry budowy, czyli terminy i koszty. Niezbyt podoba mu się, że w Polsce rola projektanta kończy się właściwie na przedstawieniu projektu.

Zawsze zadaje sobie te same pytania: do czego ma służyć budynek, jakie skojarzenia u klienta wywołuje typ budowli, który zamówił (np. dom, archiwum, teatr), do czego ten obiekt ma być podobny? Chce, aby zleceniodawca zaczął myśleć, opowiadać mu o tym, co mu się podoba w architekturze, a czego nie lubi. Bo to przecież budynek za jego pieniądze.

Nowoczesne budynki Stanisława Fiszera, wznoszone z betonu, szkła i kamienia, często zawierają oryginalne szczegóły, które „odkrywane” są po latach patrzenia na budowlę. Jak w gmachu teatru w Saint-Quentin. Kiedy odlewano beton, wrzucił do niego muszelki. Chciał, aby nowe miasto uzyskało w ten sposób coś starego. Muszelki miały wypaść po zdjęciu szalunku i pozostawić odciski, zupełnie jak paleontologiczne wykopalisko. Tymczasem zostały w betonie i teraz budzą zdziwienie tych, którzy się ich dopatrzą.

Bo szczegóły są ważne. On je lubi. Może właśnie dlatego jednym z cenionych przez niego obiektów jest niespokojny budynek Muzeum Guggenheima w Bilbao. n

Grający cud z Bilbao

Gmach Muzeum Guggenheima w Bilbao, uznany za jedno z najwybitniejszych osiągnięć współczesnej architektury, zaprojektował Kanadyjczyk Frank Gehry. Prawie cały budynek pokrywają płyty z tytanu. Są tak cienkie, że uginają się pod ciężarem ręki. Kiedy uderza w nie wiatr — „grają”. W środku jest 55-metrowej wysokości atrium. Wieńczy je konstrukcja przypominająca kwiat. Atrium otacza 19 galerii na trzech piętrach (11 tys. mkw.). Łączy je system przejść, schodów i szklana winda. Jest tu 18 sal — 9 z nich ma tradycyjny, prostokątny kształt, pozostałe nieregularny. Wyjątkowo prezentuje się galeria Arcelor Gallery. Mieszczą się w niej dzieła wielkich rozmiarów. Ma 30 m szerokości i 130 długości oraz specjalnie wzmocniony dach.

Fasada wentylowana

Zostawienie wolnej przestrzeni między konstrukcją domu a pokryciem zapewnia budynkowi Polskich Zakładów Optycznych komfort. Dzięki różnicy temperatury w szczelinie powstaje naturalny ruch powietrza. Polepsza on izolację termiczną gmachu. Zwłaszcza latem gwarantuje skuteczne eliminowanie gorąca nagromadzonego w ścianie.

Kuźnia sztuki nowoczesnej

Walter Gropius w 1919 r. reaktywował w Weimarze szkołę budownictwa Bauhaus. Szkoła wpłynęła m.in. na kształtowanie się architektury modernistycznej i nurtu abstrakcyjnego w sztuce. W 1925 r. przeniesiono ją do Dessau. Gropius wzniósł tu budynki uczelni oraz osiedle dla mistrzów — nauczycieli.

Krzesło mrówka

Krzesła „Mrówka” i „Nr 7” duńskiego architekta i projektanta Arne Jacobsena (1902- -1971) należą do jego najbardziej znanych w świecie prac. Siedzenie i oparcie mrówki wykonano z jednego arkusza niełamliwej, formowanej sklejki. Osadzono je na ramie wspartej na nogach — metalowych rurkach. Dają się łatwo magazynować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Janas

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Bryła z duszą