Brytyjczycy podzieleni, a brexitowy zegar tyka

opublikowano: 16-01-2019, 22:00

Kryzys procedury wychodzenia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej na pewno będzie tematem doktoratów prawniczych i politologicznych.

Zwłaszcza że ogarnął najstarszy na świecie ustrój parlamentarno-gabinetowy, który stopniowo przekształcił się w gabinetowo-parlamentarny. We wtorek jego kanony obaliło wyindywidualizowanie się w bardzo ważnym głosowaniu wielu posłów partii rządowej. Rekordowa porażka premier Theresy May stosunkiem 202:432 spowodowana była zagłosowaniem przeciwko rozwodowej umowie unijno-brytyjskiej przez aż 118 posłów Partii Konserwatywnej, tj. 37,2 proc. klubu. Przy czym trzeba pamiętać, że wcześniej pękł sam gabinet, z którego na znak protestu odeszło kilku ważnych ministrów.

Zobacz więcej

Fot. Bloomberg

Paradoksalnie jednak nie ma sprzeczności między brexitową woltą a wspieraniem przez konserwatystów Theresy May w głosowaniu nad wotum nieufności. Wniosek opozycyjnej Partii Pracy był oczywistością, Jeremy Corbyn, jej lider, w naturalny sposób postanowił wykorzystać okazję i doprowadzić do przedterminowych wyborów. Absolutnie nie leżą one w interesie konserwatystów, którzy stawiają na rozstrzygnięcie we własnym gronie ewentualnej zmiany premiera po dopełnieniu się brexitu. Niepewność zwiększa okoliczność, że w nieszczęsnym referendum z 23 czerwca 2016 r. podzieleni byli zwolennicy obu głównych partii. Ba, także przeciwnicy umowy rozwodowej w Izbie Gmin głosowali ze sprzecznych pozycji — jedni uważali, że w ogóle jest niepotrzebna, inni natomiast, że trzeba wywalczyć korzystniejszą. Największą kością niezgody pozostaje los Irlandii Północnej, ponieważ umowa pachnie realnym wyjęciem jej ze Zjednoczonego Królestwa i zbliżeniem z Republiką Irlandii.

Prawdziwym zwrotem sytuacji byłby powrót do art. 50 traktatu o UE. Procedury brexitu nie rozpoczęło przecież referendum, lecz dopiero będące jego następstwem notyfikowanie w Radzie Europejskiej przez rząd Jej Królewskiej Mości zamiaru wystąpienia państwa, co nastąpiło 29 marca 2017 r. Traktat absolutnie nic nie mówi o możliwości… wycofania notyfikacji, natychmiast kończącego temat brexitu. Inna ratunkowa szalupa zawieszona jest po stronie unijnej. Data bezumownego rozwodu 29 marca 2019 r. — dwa lata po notyfikacji — może zostać odsunięta w czasie, jeśli „Rada Europejska w porozumieniu z danym państwem członkowskim podejmie jednomyślnie decyzję o przedłużeniu tego okresu”. Zapewne to tylko dziennikarskie fantazjowanie, ale równie uprawnione, jak prowadzenie procedury brexitu od dwóch lat przez klasę polityczną — i brytyjską, i unijną. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy