Brzydka czy urodziwa - ważne, aby chciana

Jacek Zalewski
20-07-2007, 00:00

Tłem urodzinowego garden party (ale żeby ktoś sobie nie myślał — jedynym cateringiem była woda mineralna), na które premier Jarosław Kaczyński zaprosił wczoraj media do ogrodu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, były sielskie obrazki dziecięce pod hasłem „jak sobie mali Jasiowie i Małgosie wyobrażają Unię Europejska”. W tych pięknych okolicznościach przyrody atmosfera konferencji musiała być anielska, a jedynie gdzieś z daleka dochodził chichot szatanów czyhających na IV Rzeczpospolitą.

Podsumowując swój chwalebny rok szef rządu nie potrafił wskazać chociażby jednej sprawy, czegokolwiek przykładowego, symbolicznego, wręcz tyciego, co mu nie wyszło. Filozofia walki nie dopuszcza słabości, dlatego na owych nielicznych odcinkach budownictwa IV RP, gdzie zauważalne są przejściowe trudności, następuje dalsza systematyczna poprawa. Lwia część konferencji poświęcona była kwestiom gospodarczym. Ponieważ na sąsiedniej stronie odnoszą się do tych wątków szefowie najważniejszych organizacji biznesowych, dlatego w tym komentarzu czuję się zwolniony od generaliów.

Przez szacunek dla urodzin rządu nie planowałem zabierania głosu, ale nagle poderwała mnie do mikrofonu odkrywcza teza premiera, który perspektywę zbudowania w Polsce centralnego portu lotniczego (ale nie chodzi o żaden Modlin, lecz o całkiem nowe lotnisko między Warszawą a Łodzią) uzależnił od rozwiązania problemów PLL LOT. Ponieważ to logika zdumiewająca, zadałem pytanie uściślające — ale dowiedziałem się od szefa rządu, że skoro jestem z „Pulsu Biznesu”, to sam powinienem wiedzieć o co chodzi.

Jeśli nadążam za rozumowaniem Jarosława Kaczyńskiego, to premier najprawdopodobniej nie może się pogodzić ze stłamszeniem PLL LOT przez Lufthansę w ramach Star Alliance i zakłada, że takie same feudalne relacje wystąpią kiedyś między Frankfurtem nad Menem a owym hipotetycznym, bardzo kosztownym portem w Polsce. Wraży niemiecki kolos miałby nigdy nie dopuścić, aby centralne lotnisko naszego kraju osiągnęło pozycję kontynentalnego hubu — czyli rowerowej piasty, od której rozchodzą się szprychy połączeń lokalnych. Dla każdego znającego realia transportu lotniczego to teoria zdumiewająco, ponieważ Frankfurt nie musi podkładać nikomu żadnej świni — jest i pozostanie głównym europejskim hubem, notabene duszącym się już od liczby połączeń.

Ten lotniczy epizod wczorajszej konferencji jest kapitalną ilustracją przekładania się na wątki biznesowe nowej filozofii polityki zagranicznej ekipy PiS, według której Polska nie jest już panną brzydką, lecz urodziwą. Tymczasem naprawdę chodzi o to, aby była chciana — a z tym jest obecnie w Unii Europejskiej znacznie gorzej...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Brzydka czy urodziwa - ważne, aby chciana