Trwająca pół roku batalia o największy w historii Warszawy kontrakt dobiegła końca. Drugą nitkę stołecznego metra zbuduje konsorcjum włosko-tureckie Astaldi-Gulermak, które w kwietniu tego roku złożyło najtańszą, opiewającą na 4,17 mld zł, ofertę. Wczoraj Sąd Okręgowy w Warszawie zakończył procedurę odwoławczą. Uznał, że zachodzą formalne podstawy do odrzucenia skargi od rozstrzygnięcia Krajowej Izby Odwoławczej złożonej przez chińskie konsorcjum China Overseas Engineering Company (Covec).
— Argumentacja sądu nie uzasadnia odrzucenia skargi. Rozważamy złożenie zażalenia na to postanowienie — mówi mecenas Andrzej Olszewski z kancelarii Barylski Olszewski Brzozowski reprezentującej Covec.
Kilka tygodni wcześniej sąd odrzucił skargę giełdowego Mostostalu Warszawa, który w przetargu dał trzecią najniższą cenę.
— Do dziś nie otrzymaliśmy uzasadnienia sądu. Ponadto włoskie konsorcjum już wcześniej mogło podpisać umowę z zamawiającym. To wszystko traktujemy jako przyznanie nam racji. Konsorcjum sfałszowało dokumenty przetargowe, a to jest przestępstwo — uważa Jarosław Popiołek, prezes Mostostalu Warszawa.
Dodaje, że jego firma nie będzie uczestniczyć w roli podwykonawcy przy budowie metra.
— Nie możemy angażować się w przedsięwzięcie z góry skazane na klęskę. Przy tych cenach jest ono niewykonalne — mówi szef giełdowej spółki.
Zdaniem władz miasta, przetarg od początku był prowadzony zgodnie z prawem.
— Z powodu odwołań i protestów dwóch firm straciliśmy jako warszawiacy i miasto pół roku na procedury odwoławcze. Od początku mówiliśmy, że wszystkie rozstrzygnięcia były dokonane zgodnie z prawem — podkreśla Jacek Wojciechowicz, wiceprezydent Warszawy.
Umowa z wykonawcą ma być podpisana po siedmiu dniach od przesłania zawiadomienia przez sąd.
— Po wielomiesięcznej procedurze odnieśliśmy sukces. Nareszcie będziemy mogli zająć się tym, co od dawna powinniśmy zrobić, czyli budową metra. W pierwszej kolejności powstanie projekt. Zajmie to 10-12 miesięcy — mówi Demetrio Morabito, dyrektor zarządzający Astaldi.
Zdaniem Jarosława Kochaniaka, wiceprezydenta miasta, decyzja sądu jest istotna, bo pozwoli na wykorzystanie blisko 3 mld zł z unijnych dotacji. W przypadku nierozstrzygnięcia sprawy w tym roku dotacja mogłaby przepaść
