Budowlanka dobrze płaci za straty

  • Emil Górecki
opublikowano: 10-05-2013, 00:00

Branża ledwo zipie, ale pensje prezesów mają się świetnie. Doskonale zarabiają nawet menedżerowie bankrutów

Aż 19 menedżerów i członków rad nadzorczych spółek budowlanych notowanych na GPW zarobiło w ubiegłym roku powyżej 1 mln zł, a czterech z nich to sektorowa ekstraklasa z minimum dwumilionowym wynagrodzeniem. Zapaść w budowlance wprowadziła spore zmiany kadrowe, jednak na razie na liście najlepiej opłacanych pojawiają się dobrze znane nazwiska. Próżno doszukiwać się w niej odbicia kondycji spółek — wątpliwości rozwiewają już pierwsze nazwisko. Najwięcej zarobił Przemysław Szkudlarczyk, do połowy ubiegłego roku wiceprezes, a potem członek rady nadzorczej PBG. Drugie miejsce zajął Maciej Radziwiłł, prezes, a potem szef rady nadzorczej Trakcji, a czołówkę zamyka Jerzy Wiśniewski, były prezes, a obecnie szef nadzoru PBG, regularnie pojawiający się wśród najlepiej opłacanych. Do budowlanych milionerów należą m.in. Jan Mikołuszko, prezes Unibepu (1,2 mln zł), Piotr Juszczyk, prezes Instalu Kraków (1,9 mln zł), i Andrzej Kozłowski, prezes Ulma Construction (1,7 mln zł). Żadna z tych spółek nie zaliczyła w zeszłym roku większych wpadek, jednak są to wyjątki.Aż 19 menedżerów i członków rad nadzorczych spółek budowlanych notowanych na GPW zarobiło w ubiegłym roku powyżej 1 mln zł.

Za dawne sukcesy

Gdzie najlepiej pracować? Na pierwszy rzut oka — w PBG. W połowie roku budowlany gigant ogłosił upadłość, ale nie zapomniał o zasługach zarządzających. Za przejęcie Rafako pod koniec 2011 r. prezes Jerzy Wiśniewski dostał 1 mln zł nagrody, a jego zastępca — Przemysław Szkudlarek — 2,5 mln zł, co pozwoliło mu przebojem wkroczyć na podium najlepiej zarabiających w sektorze. W gronie milionowych prezesów znalazł się też Wiesław Różacki, który zarobił w grupie 1,1 mln zł. Wkrótce jednak menedżerom PBG może się pogorszyć. Spółka próbuje wypracować porozumienie z wierzycielami, którzy raczej nie będą przychylni wysokim pensjom prezesów — zwłaszcza że grupa straciła w 2012 r. 3,7 mld zł na czysto. Już w ubiegłym roku po kieszeni dostał Konrad Jaskóła, do sierpnia ubiegłego roku prezes Polimeksu-Mostostalu, który przed dwoma laty był w ścisłej czołówce. Za pracę i odejście ze stanowiska zainkasował niecałe 1,4 mln zł, prawie o 20 proc. mniej niż w 2011 r. Robert Oppenheim, jego następca,za pół roku pracy dostał niecałe 300 tys. zł. Dla przypomnienia — strata netto grupy wyniosła w 2012 r. ponad 1,2 mld zł. Według nieoficjalnych informacji, nieźle ma zarabiać Gregor Sobisch, który od czerwca będzie szefował Polimeksowi. Dotychczasowa praca w Pol-Aquie takich możliwości nie dawała. Jako członek zarządu tej spółki zarobił w 2012 r. nieco ponad 500 tys. zł, a Piotr Chełkowski, prezes, zainkasował 810 tys. zł. Pol-Aqua najwyżej wyceniła pracę dwóch członków rady nadzorczej — Servanda Sierry Martiego i Marii Serrano Villatego. Pierwszy zarobił prawie 1,1 mln zł, drugi — ponad 1 mln zł. Strata netto przypadająca na jednostkę dominującą grupy wyniosła 175 mln zł.

Kosztowna karuzela

Dobrze płaci też Budimex, jeden z nielicznych przedstawicieli branży, który zakończył rok zyskiem (186 mln zł). Może dlatego aż sześciu z 19 wartych milion menedżerów jest związanych ze stołeczną spółką. Najwięcej, bo 1,76 mln zł (plus 356 tys. zł z programu motywacyjnego w formie akcji), zarobił prezes Dariusz Blocher. 1,4 mln zł przypadło Joannie Makowieckiej, która do maja 2012 r. pełniła funkcję członka zarządu. Lwią część stanowiło wynagrodzenie za roczny zakaz konkurencji. Od początku czerwca jej pracodawcą będzie Polimex. Odejście z zarządu nie zaszkodziło też zarobkom Macieja Radziwiłła — w każdym razie nie dość mocno, żeby zepchnąć go z drugiego miejsca na liście najlepiej opłacanych. Był prezesem Trakcji tylko do połowy roku, kiedy sąd ogłosił upadłość Poldimu, drogowej spółki zależnej. Za pracę w zarządzie zainkasował 2,5 mln zł, ale po przeniesieniu się na stanowisko szefa rady nadzorczej pracował w czynie społecznym. Spółka, która ubiegły rok zamknęła stratą na poziomie 15 mln zł, już przeszła restrukturyzację i szykuje się na lata hossy na rynku kolejowym. Roman Przybył, nowy prezes, w ubiegłym roku zarobił w grupie 865 tys. zł. Z grona trzech menedżerów, którzy w ubiegłym roku zarobili w Mostostalu Warszawa co najmniej 1 mln zł, dziś żaden nie pracuje w tej spółce. Jarosław Popiołek, który był prezesem do maja 2012 r., odszedł z 1,7 mln zł na koncie. Wiceprezes Andrzej Sitkiewicz do lipca zarobił 1,5 mln zł. Marek Józefiak, który niedawno zrezygnował ze stanowiska, za siedem miesięcy prezesowania Mostostalowi w 2012 r. dostał 1 mln zł. Hiszpanie znowu szukają szefa dla spółki, która w ubiegłym roku straciła 103 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy