Budowlanka wciąż nie może odbić się od dna

opublikowano: 04-06-2013, 00:00

Kondycja finansowa firm z branży jest nadal najgorsza spośród wszystkich sektorów gospodarki

Jak wynika z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów (KRD) wspólnie z Konferencją Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, w I kwartale 2013 r. aż 42 proc. firm budowlanych uskarżało się na pogorszenie kondycji finansowej, tymczasem w innych branżach było to od 23 do 30 proc.

Zobacz więcej

ZŁA PASSA TRWA: W I kwartale 2013 r. aż 42 proc. firm budowlanych uskarżało się na pogorszenie swojej sytuacji finansowej, tymczasem w innych branżach było to od 23 do 30 proc. — informuje Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów. [FOT. MP]

— To efekt działania dwóch czynników: niskiego wskaźnika moralności płatniczej w budownictwie, gdzie normą staje się przeciąganie terminów płatności lub niepłacenie w ogóle oraz spowolnienia gospodarczego — tłumaczy Adam Łącki, prezes KRD.

Czarne chmury

W pierwszych trzech miesiącach 2013 r. co trzecia firma budowlana nie otrzymała zapłaty na czas za ponad połowę wystawionych faktur. Średni czas oczekiwania na należności w tym sektorze wynosił aż 5 miesięcy i 12 dni.

— Prawie 70 proc. firm budowlanych przyznaje, że opóźnienia płatności klientów stanowią barierę dla rozwoju ich działalności — dodaje Adam Łącki. Potwierdzeniem trudnej sytuacji branży są także statystyki upadłościowe.

Jak wynika z danych Coface, liczba bankrutujących firm budowlanych rośnie nieprzerwanie od 2007 r. Tylko w pierwszych czterech miesiącach 2013 r. z rynku zniknęły 73 podmioty, a ich udział w ogólnej liczbie upadłości wynosi aż 23,8 proc. Jak informuje Marcin Siwa, dyrektor oceny ryzyka ubezpieczyciela należności Coface, bankrutują spółki deweloperskie, firmy budownictwa drogowego, ogólnego i komercyjnego, podmioty duże i małe.

— O głębokim i strukturalnym załamaniu w tym dziale gospodarki świadczy to, że w 2012 r. upadło blisko cztery razy więcej firm niż w 2008 r. Zbliżamy się do podobnej sytuacji, jak w czasie ostatniego, bardzo dużego załamania w budowlance w latach 2001-02 — dodaje Marcin Siwa.

Złudna nadzieja

Warto przypomnieć, że — paradoksalnie — na pogorszenie sytuacji finansowej sektora budowlanego wpłynęło EURO 2012.

— Miało być dla niego kołem zamachowym, tymczasem stało się źródłem kłopotów — mówi Remigiusz Brzeziński, prezes kancelarii prawnej Inkaso WEC. Problem polegał na tym, że w przetargach na budowę dróg, autostrad i infrastruktury stadionowej o atrakcyjności ofert decydowała głownie cena, która przy dużej konkurencji zmuszała firmy do tworzenia kosztorysów zakładających marże w granicach błędu statystycznego. Poza tym, w ofertach nie uwzględniano takich zagrożeń jak np. wzrost cen materiałów budowlanych.

Innym utrudnieniem, któremu musieli stawić czoła generalni wykonawcy, był długi czas oczekiwania na zapłatę od partnera publicznego (nawet do 6 miesięcy od dnia zakupu). Zmuszało to firmy do angażowania dużego kapitału własnego, co doprowadziło do niewypłacalności wielu z nich. Skutki tej sytuacji odczuli ich partnerzy biznesowi, zwłaszcza mniejsi podwykonawcy, którzy zaczęli masowo znikać z rynku. Jak się jednak okazuje, poważne problemy z utrzymaniem płynności finansowej mają także deweloperzy, którzy nie inwestują już tak chętnie w budownictwo mieszkaniowe oraz użytkowe.

— Coraz trudniej jest znaleźć chetnych do zakupu nieruchomości. To efekt m.in. zwiększenia przez instytucje finansowe tzw. reguł ostrożnościowych, takich jak np. rekomendacja S i wysokiego oprocentowania kredytów przy ich małej dostępności. Koniunkturze zaszkodziło także zakończenie programu Rodzina na swoim i typowa dla trudniejszych czasów awersja nabywców indywidualnych do zaciągania kredytów hipotecznych. Dodatkowo zamożniejsi rezygnują z inwestowania w zakup mieszkań i wolą oszczędzać pieniądze na lokatach bankowych. Deweloperzy natomiast mają kłopoty z planowanym wcześniej finansowaniem inwestycji z obligacji korporacyjnych — wymienia Remigiusz Brzeziński.

Czy będzie lepiej?

— Poprawy w sytuacji w budownictwie można się spodziewać po uruchomieniu inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z nowego budżetu unijnego. Dodatkowym impulsem mógłby być wzrastający popyt na mieszkania. To jednak bardziej odległa perspektywa, bo do zwiększenia zakupów potrzebny jest zarówno wzrost dochodów konsumentów, jak i zmiana polityki kredytowej banków — mówi Adam Łącki.

Jego zdaniem, istotna jest także zmiana nastrojów społecznych, ponieważ obecny pesymizm co do rozwoju sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie nie sprzyja podejmowaniu decyzji o zaciąganiu kredytów mieszkaniowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Gołasa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy