Jednym z głównych czynników wywołujących duży niepokój na rynkach finansowych, a co za tym idzie pogłębiające się spadki indeksów giełdowych, jest niepewność i wzajemna nieufność, jaka zapanowała po upadku Lehman Brothers. Doprowadziło to do gwałtownego rozwoju rynku instrumentów typy CDS, zabezpieczających przed niespodziewanymi bankructwami, i ograniczyło tanią akcję kredytową banków, obawiających się o potencjalną niewypłacalność partnerów biznesowych i klientów. Nieufność wobec deklaracji rządzących europejskimi krajami niejednokrotnie doprowadziła do gwałtownego wzrostu rentowności obligacji, co obserwujemy teraz choćby na przykładzie Włoch i Hiszpanii. Premier tego drugiego kraju nadal zapowiada, że nie potrzebuje pomocy unijnej, a strefa euro powinna wzmocnić swoją architekturę i doprowadzić do większej integracji, kosztem suwerenności w dziedzinie fiskalnej. Sądząc po zeszłotygodniowej przecenie na tamtejszej giełdzie i ucieczce depozytów od Bankii, którą ratuje hiszpański rząd, na rynku nadal panuje duża nieufność, a inwestorzy zaczynają mieć wątpliwości co do instytucji i państw „zbyt dużych, by upaść”.

Podobna sytuacja ma teraz miejsce na warszawskiej giełdzie, gdzie PBG oraz jej dwie zależne spółki Aprivia i Hydrobudowa złożyły w poniedziałek w sądzie wniosek o upadłość z możliwością zawarcia układu. Problemy polskiego sektora budowlanego, wywołane otwarciem ogólnokrajowego placu budowy pod EURO 2012, były znane od dawna. Trudno było jednak zakładać, że spółka PBG, która miała przed rokiem 170 mln zł zysku netto i która realizuje np. wielomilionowe kontrakty autostradowe, budowę Gazportu czy magazynu gazu dla PGNiG będzie zmuszona do tak radykalnych kroków. Podobnie Hydrobudowa, która postawiła aż trzy stadiony pod rozpoczynające się na dniach mistrzostwa w piłce nożnej, została zmuszona do spotkania się ze swoimi wierzycielami w sądzie. Analogicznie jak w przypadku światowych instytucji finansowych, także
te polskie spółki wydawały się być zbyt duże, by upaść.
Prawdziwy problem leży w tym, że spółka PBG, podobnie jak europejskie państwa, jest zbyt powiązana, by upaść bez wywoływania lawiny strat w gospodarce. Budownictwo jest silnie powiązane z bankami, które finansują wielomilionowe projekty. I teraz od tych banków zależy, czy zgodzą się zmienić zasady kredytowania, a co za tym idzie, czy giganci budownictwa będą w stanie zapłacić licznym podwykonawcom. Przecena kursu PBG, wyhamowana przez zawieszenie notowań, odbije się echem nie tylko w kieszeniach inwestorów, ale również w wynikach funduszy inwestycyjnych. Stratne z tego powodu będzie także państwo polskie, a Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która kierowała się przede wszystkim jak najniższą ceną przy rozdawaniu kontraktów, jest teraz obwiniana o krytyczną sytuację polskiego sektora budownictwa infrastrukturalnego.
Wzajemna nieufność to wspólny mianownik kryzysu w Europie i problemów polskiego budownictwa. I podobnie jak Euroland jest zmuszony sięgać po finansowanie poza granice państw członkowskich, tak możliwe jest, że infrastrukturę w Polsce w przyszłości będą musiały budować spółki spoza naszego kraju.
Przemysław Gerschmann
Deutsche Bank PBC