Budynkom potrzebne są pilne remonty kapitalne

Aleksander Paszyński
opublikowano: 1999-11-04 00:00

Aleksander Paszyński: Budynkom potrzebne są pilne remonty kapitalne

KRZYWA W DÓŁ: Jeśli w 1980 r. remontowano 6 tys. budynków, to w 1997 r. tylko 300 — twierdzi Aleksander Paszyński. fot. Małgorzata Pstrągowska

Lektura raportów o technicznym stanie budynków mieszkalnych, które regularnie przedstawia Instytut Gospodarki Mieszkaniowej, budzi przerażenie. Z ostatniego wynika np., że prawie 800 tys. lokali powinno zostać natychmiast wyburzonych, a następne 600 tys. — poddane pilnym remontom.

POWÓD sześćdziesięcioletnich zaniedbań, naukowo zwanych luką remontową, jest oczywisty. Są to następstwa powojennego zaboru prywatnego mienia, konsekwencje publicznej gospodarki lokalowej (czyli kwaterunku) i całkowitego oderwania wymiaru stawki czynszowej od rzeczywistych kosztów utrzymania budynku. Rezultat splotu tych okoliczności powodował stały brak środków na remonty i pospieszną dewastację zasobów.

PÓKI PAŃSTWO budowało sporo nowych lokali, póty luka remontowa, acz z roku na rok większa, nie tworzyła tak groźnego bilansu ujemnego. Po prostu przyrost nowych mieszkań był wyższy niż ubytki starych. Od pewnego czasu jest jednak inaczej. W miastach mamy około 8 mln mieszkań, więc roczny przyrost nowych na poziomie 50 tys. odpowiada ledwie 0,7 proc. stanu posiadania. Tymczasem w tym roku spośród 2 mln budynków komunalnych aż 5 proc. wymaga natychmiastowego remontu kapitalnego. Do całkowitej rozbiórki należałoby przeznaczyć 2 proc. tych obiektów.

MOŻNA OCZYWIŚCIE komentować istniejącą sytuację za pomocą najróżniejszych argumentów skrywających prawdę o braku środków na remonty. Zapewne np. sprawniejszy zarząd nad zasobem nie doprowadziłby do takiej katastrofy, ale nie przypuszczam, aby całkowicie zmienił ten ponury obraz rzeczywistości. Dziury w dachu nie da się załatać bez pieniędzy, można jedynie uczynić to taniej lub drożej. Wydawało się natomiast, że dość przecież masowy wykup lokali kwaterunkowych i powstanie wspólnot mieszkaniowych stworzy lepsze perspektywy. Był to zresztą częsty argument „za” sprzedażą. Z danych IGM wynika jednak, że jest odwrotnie: wydatki na remonty w budynkach wspólnot były o około 37 proc. mniejsze od tych, które poniosły gminy. Cóż w tej sytuacji można zrobić? Może moje sugestie będą mało realne, ale zaryzykuję.

PO PIERWSZE należy jak najszybciej uwolnić czynsze, doprowadzając je do racjonalnego poziomu z eksploatacyjnego punktu widzenia. Jak wiadomo, nasi parlamentarzyści, zatroskani o los najemców i wspierani silnym lobby tychże, myślą raczej o wydłużeniu okresu ochronnego niż o jego skróceniu. Proszę bardzo, zliberalizujmy więc jednocześnie kryteria upoważniające do uzyskania dodatków mieszkaniowych. Celem proponowanej operacji powinno być przesunięcie środków, a nie ich zaoszczędzenie. Czynsz musi być kategorią ekonomiczną, a nie socjalną — socjal to właśnie dodatek mieszkaniowy płacony z innej kasy.

PO DRUGIE należy wprowadzić zasadę, że gmina może ubiegać się o preferencyjne kredyty z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego tylko wówczas, gdy ma zatwierdzoną strategię rozwiązywania problemów mieszkaniowych swych mieszkańców. To znaczy, że ma wyznaczone tereny budowlane, wie jak je uzbroić i co na nich powinno być budowane, wie też dokładnie, jaką część istniejącego zasobu można i powinno się sprzedawać, a jaką zostawić w swej dyspozycji z przeznaczeniem na lokale socjalne, zastępcze czy rotacyjne, jakie budynki wyremontować i później sprzedać po cenach komercyjnych lub je po takich wynajmować etc. A także — jakie domy wyeksploatowane, ale atrakcyjnie położone, może właśnie wyburzyć i coś sensownego zrobić z placem.

PO TRZECIE warto też wprowadzić zasadę, że kredyty udzielane przez KFM (może — ostrożniej — tylko jakaś ich część) ma charakter zbliżony do gruntów przyznawanych tym gminom, które przedstawią najbardziej atrakcyjną (i oczywiście realną) strategię mieszkaniową.

Aleksander Paszyński jest prezesem Korporacji Przedsiębiorstw Budowlanych UNI BUD, byłym ministrem budownictwa.