Budżet otwarty pomysłem na ekonomicznego Nobla

Kazimierz Krupa
26-07-2001, 00:00

Budżet otwarty pomysłem na ekonomicznego Nobla

Wydawało się, że minister Bauc nie jest już nas w stanie niczym zaskoczyć. Przecież wniósł on tak istotny wkład w tworzenie „nowej ekonomii” poprzez wprowadzenie absolutnie nowatorskiej metody konstruowania budżetu od tyłu. To znaczy najpierw wiemy, ile musimy wydać, a później zastanawiamy się, skąd na to weźmiemy pieniądze. A jak wpływy nie zgadzają się z wydatkami, tym gorzej dla... wpływów (tu tkwi nowatorstwo metody) — trzeba je po prostu zwiększyć drogą np. papierowych zapisów. Niestety patent ministra Bauca okazał się w praktyce trudny, by nie powiedzieć niemożliwy do zrealizowania i w połowie roku został wykorzystany deficyt budżetowy planowany na cały rok.

Problem polega na tym, że minister Bauc od samego początku nie może oszacować wpływów budżetowych i cały czas nie wie, ile mu w tym budżecie zabraknie. Najpierw mówił (luty), że wszystko jest w porządku, później (maj), że w budżecie zabraknie 4 mld złotych, po miesiącu, że niedobór dochodów wyniesie 7 mld zł, a w czerwcu wpadł w czarnowidztwo i stwierdził, że gdzieś się zagubiło 17 mld złotych. Wie w dalszym ciągu jedno: ile musi wydać, bo zgodnie z naszymi przewidywaniami sprzed kilku tygodni, przewidując zdecydowany opór, nie zaryzykował zaproponowania cięć wydatków poszczególnych resortów.

W ten oto sposób, doprowadzając finanse państwa na skraj katastrofy, liczy na spokojne przegłosowanie nowelizacji zakładającej zwiększenie deficytu budżetowego z 20,5 do 29,1 mln złotych. I zapewne się doczeka, bo alternatywą może być kryzys finansowy i walutowy, chociaż:

- deficyt zwiększa się o 8,6 mld zł, podczas gdy kilka tygodni temu minister mówił, że w kasie państwa zabraknie około 17 mld zł.

- po rezolucji Sejmu rząd zadeklarował, że zmniejszy dotacje do FUS o 1,15 mld zł (to już wiedzieliśmy), 250 mln „oszczędzi w sposób naturalny”, a 3 mld zabierze — jak będzie trzeba — z rezerw celowych. Te oszczędności, łącznie z powiększonym deficytem, dają około 13mld zł. Dalej brakuje około czterech.

- jak to wszystko nie wystarczy rząd, w porozumieniu z Komisją Finansów, rozważy cięcia w wydatkach bieżących i inwestycyjnych.

Pytanie tylko, który rząd? Mamy bowiem klasyczny budżet otwarty. Po stronie wpływów on od początku był otwarty — bo ich realizacja na zakładanym poziomie od początku była nierealna. Teraz stał się otwarty również po stronie wydatków. Tak naprawdę nie wiadomo bowiem już nic: ani o ile (o tyle, o ile będzie trzeba), ani gdzie, ani kiedy? Wyklucza to jakiekolwiek planowanie w horyzoncie dłuższym niż miesiąc. Stawia pod znakiem zapytania płynność finansów państwa. Zapewnienie, że wydatki będą redukowane „na bieżąco, gdy zajdzie taka potrzeba”, musi wzbudzić jedynie uśmiech zażenowania. Tak można zaplanować budżet domowy, ale nie państwa.

Ale cel został osiągnięty. Deficyt, który na poziomie 2,6 proc. PKB budził poważne obawy analityków i sprzeciwy polityków — nie wywołuje żadnych emocji. Nie ma kolejnego konfliktu w rządzie: komu i ile zabrać? Co byłoby szczególnie bolesne w roku przedwyborczym. Zamknięcie otwartego z obydwu stron budżetu spadnie już na nową ekipę i to ona będzie musiała uzyskać od Sejmu absolutorium za jego niewykonanie.

Wiele wariantów: Sparzony wcześniejszymi doświadczeniami minister Bauc dmuchał na zimne i przeszacował niedobory budżetu. Ale przygotowany jest na każdą ewentualność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Budżet otwarty pomysłem na ekonomicznego Nobla