Budżet państwa wchodzi w szczyt kryzysu

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2010-04-16 00:00

Ogromny deficyt i słabe dochody — tak wygląda budżet po marcu. Analitycy widzą jednak też pozytywy.

Ogromny deficyt i słabe dochody — tak wygląda budżet po marcu. Analitycy widzą jednak też pozytywy.

Początek roku przyniósł szybki przyrost rządowego zadłużenia. Deficyt budżetowy na koniec marca wyniósł 22,7 mld zł. Tak dużych potrzeb pożyczkowych państwo nie miało od lat (nawet po uwzględnieniu wyłączenia od 2010 r. funduszy unijnych z budżetu).

Marne żniwa

Wysoki deficyt to przede wszystkim skutek słabych dochodów. W I kw. 2010 r. państwo zebrało z podatków i ceł 56,7 mld zł — to o 4 mld zł mniej niż rok temu (kiedy kryzys już był wyraźny) i o 6 mld zł mniej niż dwa lata temu.

— To skutek słabych dochodów podatkowych od firm. Z CIT zebrano w pierwszym kwartale 2010 r. o 2,5 mld zł mniej niż przed rokiem [spadek o 29 proc. — red.]. To dość zaskakujące, bo kondycja finansowa firm wydaje się niezła. Depozyty przedsiębiorstw rosną bardzo szybko — mówi Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Dochody z podatków również są słabe, ale nie aż tak — w porównaniu z poprzednim rokiem spadły o 260 mln zł, czyli o 4 proc. Nieźle wypadają też dochody z podatków pośrednich (głównie VAT i akcyza) — na koniec kwartału były o 3 proc. (1,3 mld zł) niższe niż przed rokiem.

— Cały czas widzimy spadki, ale i tak mogło być gorzej. Po styczniu ubytek niemal wszystkich ważniejszych kategorii dochodów były większy. Te spadki powoli się zmniejszają. Budżet nadrabia straty — mówi Rafał Benecki.

Kredyt na zapas

Dlatego, choć wyniki budżetu na tle poprzednich lat, wygląda fatalnie, analitycy wcale nie łapią się za głowy. O tym, że będzie to słaby rok dla finansów publicznych, wiadomo od dawna, zwłaszcza odkąd rząd poinformował, że deficyt zaplanowany w ustawie budżetowej wynosi 52,2 mld zł.

— Jeśli analizować same marcowe dane, to nie ma powodów do niepokoju. Nie widać tu nagłego pogorszenia w dochodach — mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

Pocieszające jest też porównanie wyników budżetu po marcu z rządowym harmonogramem opublikowanym przez Ministerstwo Finansów miesiąc temu. Wynika z niego, że na koniec marca deficyt powinien wynieść 25,4 mld zł. Czyli potrzeby pożyczkowe państwa są o prawie 3 mld zł mniejsze, niż wynikało to z harmonogramu.

— Dlatego można przypuszczać, że deficyt w całym 2010 r. będzie wyraźnie mniejszy, niż zakłada to ustawa. Na naszą korzyść działają konserwatywne założenia budżetowe — niższy od prognozowanego wzrost gospodarczy i niewielka inflacja. Dzięki temu deficyt może być nawet o 10 mld zł mniejszy od planu — mówi Piotr Bielski.

Ponadto, według analityków, nie powinno być problemów ze sfinansowaniem deficytu. Jak podał resort finansów, na koniec marca miał 8 mld zł nadwyżki płynnościowej, czyli o tyle więcej pieniędzy pożyczył, niż faktycznie w tym czasie potrzebował, żeby zaspokoić bieżące potrzeby pożyczkowe. Te 8 mld zł pójdzie na sfinansowanie deficytu w kolejnych miesiącach.