Budżet podpisany, choć kwestionowany

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-01-31 20:21

Obejmująca rok kalendarzowy ustawa budżetowa jest jedną z nielicznych doprecyzowanych proceduralnie w Konstytucji RP.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Ustalono limit czasowy ukończenia budżetu przez parlament (cztery miesiące od planowego wpłynięcia rządowego projektu), zaś prezydent na decyzję podpisową ma tylko tydzień, a nie standardowe trzy. Co bardzo ważne – ustawy budżetowej nie może zawetować, chociaż nie jest wykluczone prewencyjne, czyli bezpodpisowe, skierowanie jej do Trybunału Konstytucyjnego (TK). Wypada wciąż uspokajająco przypominać, że wszelkie budżetowe zawirowania proceduralne wprost nie wpływają negatywnie na finanse publiczne, ponieważ jeśli 1 stycznia ustawa jeszcze nie istnieje w obiegu prawnym (w całych dziejach III RP udało się z budżetem zdążyć w Dzienniku Ustaw przed sylwestrem tylko… raz, dokonał tej sztuki rząd SLD-PSL w końcu grudnia 2002 r.), to Rada Ministrów prowadzi gospodarkę finansową na podstawie swojego projektu. Taki dokument 19 grudnia 2023 r. prawidłowo wniósł do Sejmu gabinet Donalda Tuska i funkcjonuje on jako proteza ustawy od 1 stycznia 2024 r., zaś w razie potrzeby mógłby bezproblemowo dotrwać w tej roli aż do… 31 grudnia 2024 r. Taki absurd finansowo-prawny jeszcze niedawno wydawał się wręcz niewyobrażalny, ale zaostrzająca się od ponad miesiąca wojna na szczytach państwa powoduje sytuacje, które się konstytucjonalistom nie śniły.

Andrzej Duda podjął w środę wobec budżetu podpisową decyzję racjonalną, ale zarazem skażoną wojennym absurdem. Ustawę podpisał, zatem wkrótce znajdzie się ona normalnie w Dzienniku Ustaw i wejdzie w życie, z mocą od 1 stycznia 2024 r. Jednocześnie postanowił skierować ją do oceny przez TK, ale w zwyczajnym trybie następczym. Różni się on radykalnie od wspomnianego w pierwszym akapicie trybu prewencyjnego, ponieważ organ Julii Przyłębskiej absolutnie nie jest już związany konstytucyjnym dwumiesięcznym terminem wydania wyroku. W trybie następczym prezydent ze swoim wnioskiem staje się zwyczajnym petentem czekającym w kolejce. Na gorąco trudno prognozować, kiedy przedziwny wniosek w ogóle zostanie rozpatrzony – może się to przeciągnąć nawet poza… 31 grudnia 2024 r., czyli horyzont czasowy obowiązywania zakwestionowanej ustawy budżetowej.

Podstawa wniosku do TK była spodziewana, chociaż wiązano ją na ogół z wariantem znacznie gorszym dla Polski. Powodem zakwestionowania przez Andrzeja Dudę procedury uchwalenia ustawy budżetowej oczywiście stała się nieobecność w Sejmie podczas głosowania Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Na szczęście prezydent nie wybrał wariantu odmowy podpisania z takiego powodu budżetu i skierowania do Julii Przyłębskiej wniosku prewencyjnego. Przyjęte rozwiązanie oczywiście wywołało wściekłość Jarosława Kaczyńskiego, który już od wielu dni otwarcie zarzuca wychowankowi PiS, że zdecydowanie za mało robi dla ratowania interesów matki partii, a przecież możliwości ma. Prezes rzecz jasna nie sprecyzował, jakie konstytucyjne armaty Andrzej Duda mógłby przeciwko Donaldowi Tuskowi wytoczyć, bo takowe po prostu nie istnieją.

Funkcjonowanie finansów publicznych na podstawie ustawy, a nie jedynie protezy projektu jest okolicznością bardzo sprzyjającą rządowi. Znajdą się pieniądze na programy społeczne oraz podwyżki, natomiast przycięte zostaną wydatki czterech tzw. świętych krów budżetowych. Przypomnę, że to bardzo celne określenie centralnych instytucji państwa, które same planują swoje budżety, zaś Rada Ministrów musi włączyć zaproponowane kwoty do projektu. Parlament ustawowo przyciął rozpasanie finansowe czterech następujących urzędów: Kancelarii Prezydenta RP, Instytutu Pamięci Narodowej, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Sądu Najwyższego. Podpisanie budżetu, z pożytkiem dla całego państwa, oznacza zatem konieczność nakazania przez Andrzeja Dudę oszczędności w jego kancelaryjnym Bizancjum…