Budżet szybciej, niż był spodziewany

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-01-24 20:00

Wybory parlamentarne odbyły się już ponad trzy miesiące temu, przy czym pierwsze dwa zostały roztrwonione z powodu obstrukcji przegranego obozu władzy, który absolutnie nie wyobrażał sobie odpiłowania od stołków.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Nowy rząd działa już ponad miesiąc, dokładnie od 13 grudnia 2023 r., trudno jednak nie odnieść wrażenia, że centrum państwa na razie funkcjonuje na bardzo zwolnionych obrotach, żeby nie powiedzieć na jałowym biegu. Większość parlamentarna koalicji 15 października w obu izbach jest bardzo pewna, ale na końcu procesu legislacyjnego stoi na warcie interesów poprzednich władców Andrzej Duda. Oczywiście nie oznacza to, że z definicji wetuje wszystkie przedkładane ustawy – do Bożego Narodzenia arytmetycznie wygląda to 7:1. Owa jedyna zawetowana to ustawa okołobudżetowa, która w styczniu szybko procedowana jest w poprawionej wersji. Przy czym niektóre z ustaw bardzo szybko uchwalonych przez nowy parlament i podpisanych w grudniu były pożegnalnymi inicjatywami jeszcze rządu Mateusza Morawieckiego.

W styczniu jedynym, chociaż dużym sukcesem koalicji rządowej stało się błyskawiczne uchwalenie ustawy budżetowej na 2024 r. W środę Senat nie wniósł żadnych poprawek, oczywiście odrzucając cztery mniejszościowe wnioski PiS o przywrócenie obciętych przez Sejm pieniędzy dla czterech tzw. świętych krów budżetowych. To bardzo celne określenie centralnych instytucji państwa, które same planują swoje budżety, zaś Rada Ministrów musi włączyć zaproponowane kwoty do projektu. Ustawowo przycięte zostało rozpasanie finansowe czterech następujących urzędów, opanowanych w różnym kontekście i stopniu oczywiście przez stronę PiS: Kancelarii Prezydenta RP, Instytutu Pamięci Narodowej, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Sądu Najwyższego. Sejm przyjrzał się zaproponowanym przez wszystkie święte krowy wzrostom bardzo merytorycznie, czego dowodem jest nietknięcie np. budżetu na 2024 r. zaproponowanego przez Trybunał Konstytucyjny. Budżet wpłynął do prezydenta od razu w środę, czyli z wyprzedzeniem w stosunku do nieprzekraczalnego terminu upływającego w poniedziałek, 29 stycznia. Podpis Andrzeja Dudy będzie oczywistością i normalnością, natomiast hipotetyczne – bardzo oczekiwane przez PiS – skierowanie go do Trybunału Konstytucyjnego otworzyłoby kolejny front wojenny, nieznany od początku III Rzeczypospolitej. No cóż, w ekstremalnym przypadku gospodarka finansowa państwa prowadzona będzie przez cały rok 2024, aż do sylwestra, na podstawie projektu wniesionego formalnie 19 grudnia 2023 r. już przez rząd Donalda Tuska. Byłaby to ogromna korzyść dla wymienionych czterech instytucji wyjątkowo rozpasanych finansowo, ponieważ realizowałyby swoje wydatki w pierwotnej wysokości.

Na posiedzeniu Sejmu w czwartek i piątek niewątpliwie odciśnie się dualizm opinii w sprawie mandatów Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Prezydent przyjął ich znowu bardzo gościnnie w swoim pałacu – z którego zostali wyjęci przez policję – ale do parlamentu wstępu nie mają. Powinni sobie załatwić standardowe stałe wejściówki, które przysługują byłym posłom i senatorom ze wszystkich kadencji. Uprawniają one tylko do krążenia po holu oraz zajmowania kibicowskich miejsc na publicznej galerii sali obrad Sejmu, natomiast absolutnie nie w fotelach poselskich. Kamiński i Wąsik stałych legitymacji parlamentarnych emerytów oczywiście nie przyjmą, natomiast w dniach obrad plenarnych Sejmu nie będą mogli pobierać zwyczajnych wejściówek jednorazowych – marszałek Szymon Hołownia wymyślił taki sposób zabezpieczenia izby przed przepychankami. Trudno powiedzieć, jak długo to potrwa – być może aż do zdobycia 9 czerwca 2024 r. przez Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika oczywistych mandatów z listy PiS do Parlamentu Europejskiego. Taka nagroda finansowa od losu spadnie im na kadencję 2024-29 z partyjnego nieba.