Rząd przyjął nowelizację ustawy budżetowej na 2013 r. Widząc spadki we wpływach podatkowych, obniżył planowane dochody budżetu o 23,7 mld zł, do 275,7 mld zł, czyli do poziomu niższego nawet niż w 2011 r. Żeby zasypać tę dziurę, rząd obciął wydatki o 7,7 mld zł (wcześniej zapowiadał cięcia głębsze o 0,8-0,9 mld zł). Największe oszczędności wprowadzono w limitach dla Ministerstwa Obrony Narodowej (3,1 mld zł), Ministerstwa Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej (1 mld zł) i Ministerstwa Finansów (0,9 mld zł). Pozostałe 16 mld zł ubytku w dochodach rząd zamierza zasypać dodatkowymi pożyczkami — głównie emisjami krajowymi obligacji skarbowych oraz pożyczkami w międzynarodowych instytucjach — Banku Światowym czy Europejskim Banku Inwestycyjnym. Oznacza to, że planowany na koniec roku deficyt w kasie państwa wyniesie 51,6 mld zł, a nie 35,6 mld zł, jak zakładała dotychczasowa ustawa.



— Ta nowela budżetowa jest działaniem, którego celem jest uniknięcie ewentualnych czarnych scenariuszy, bo one są w pewnym stopniu niezależne od sytuacji w polskiej gospodarce — przekonywał po posiedzeniu rządu premier Donald Tusk. Jacek Rostowski, wicepremier i minister finansów, przyznał, że prognozy rządu, na których opierał się budżet na 2013 r., okazały się zbyt optymistyczne (np. wzrost gospodarczy równy 2,2 proc.).
— Odbicie gospodarki strefy euro, a także światowej gospodarki rozpoczęło się kilka miesięcy później, niż rząd zakładał w swoich prognozach — stwierdził wicepremier. Zdaniem ekonomistów, nie powinno być kłopotów z wykonaniem zmodyfikowanego budżetu. Groźba nerwowych cięć wydatków w ostatnich tygodniach roku została więc zażegnana.
— Rząd był nadmiernym optymistą przy konstrukcji pierwotnego budżetu, ale tym razem dmucha na zimne.
Wprowadzane korekty są nieco większe, niż wymaga sytuacja. Dochody prawdopodobnie spadną wyraźnie mniej, niż zakłada nowelizacja. Rząd zostawia sobie kilka miliardów złotych buforu bezpieczeństwa — przekonuje Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale. Jak wynika z danych resortu finansów, po lipcu dochody budżetowe są o 7,5 mld zł niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
— To niedużo, biorąc pod uwagę fakt, że druga połowa roku powinna przynieść przyspieszenie wpływów podatkowych, bo gospodarka doznaje ożywienia — mówi Jarosław Janecki.