Budżet według Bauca jest nie do ruszenia

Lesław Kretowicz, Wiktor Krzyżanowski
opublikowano: 2001-08-30 00:00

Budżet według Bauca jest nie do ruszenia

Minister finansów Halina Wasilewska-Trenkner będzie kontynuować pracę nad budżetem 2002 roku na podstawie założeń przyjętych przez jej poprzednika, Jarosława Bauca. Wynika to jednak nie z woli nowej minister, ile z możliwości czasowych oraz poprawności przyjętych założeń.

Ekonomiści są zgodni: nowa minister finansów nie będzie w stanie zmienić założeń makroekonomicznych, przyjętych przez odwołanego we wtorek Jarosława Bauca. Nie ma już na to czasu — zgodnie z konstytucją rząd ma obowiązek do końca września przesłać do Sejmu projekt ustawy.

Bez dyskusji

Tymczasem gabinet Jerzego Buzka nie zaczął nawet dyskusji nad projektem, gdyż po prostu takiego dokumentu nie ma. Pracował nad nim Jarosław Bauc, ale premier odwołał go, gdyż — jak twierdzi Jerzy Buzek — w niewłaściwy sposób informował Radę Ministrów o stanie finansów państwa. Obecnie prace prowadzić będzie nowa minister, Halina Wasilewska-Trenkner.

— Projekt Jarosława Bauca był projektem autorskim. Obecna minister nie będzie mieć czasu na zmianę założeń. Wszystko wskazuje na to, że są one właściwe — uważa Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG BG.

Zgadza się z tym Rafał Zagórny, wiceminister finansów, który podał się do dymisji po odwołaniu Jarosława Bauca.

— Nie ma sporu co do wielkości makroekonomicznych determinujących budżet. Pani minister będzie więc miała za zadanie szukać dodatkowych źródeł dochodu lub oszczędności, tak by deficyt był jak najmniejszy — mówi Rafał Zagórny.

Klucz to deficyt

Kluczowa jest obecnie wielkość deficytu budżetowego. Z czarnego scenariusza Jarosława Bauca wynikało, że może on sięgnąć nawet 90 mld zł. Tymczasem ekonomiści są zdania, że polska gospodarka jest w stanie udźwignąć najwyżej 40 mld zł.

— Deficyt na poziomie do 40 mld zł nie zaszkodzi stabilności gospodarczej Polski, będzie także możliwe znalezienie źródeł jego finansowania. Powyżej tej kwoty byłoby to jednak trudne — uważa Oliver Weeks, analityk banku inwestycyjnego Morgan Stanley Dean Witter.

— Każdy dodatkowy miliard ponad 40 mld zł to poważne koszty dla budżetu. Dlatego należy sprowadzić deficyt jak najbliżej bezpiecznej kwoty 35 mld zł — dodaje Rafał Zagórny.

Tymczasem na wczorajszej konferencji prasowej Halina Wasilewska-Trenkner oświadczyła, że zamierza przedłożyć rządowi projekt budżetu w podobnym kształcie jak poprzedni, zmieniając jedynie styl prezentacji oraz argumentację swoich de- cyzji.

— Rada Ministrów zdaje sobie sprawę z trudnej sytuacji, deficyt budżetowy nie może przekroczyć 40 mld zł. Ministrowie podzielają zdanie MF o konieczności cięć i oszczędności, problemem są szczegółowe ustalenia — tłumaczy minister finansów.

Jej zdaniem, MF chce zdążyć z przesłaniem projektu ustawy w konstytucyjnym terminie, czyli do końca września.

— Najwcześniejszy możliwy termin to 20 września — mówi Halina Wasilewska-Trenkner.

Potrzebne 40 mld zł

Głównym problemem pozostaje jednak znalezienie 40 mld zł oszczędności oraz zwiększenie wpływów do skarbu państwa, tak by deficyt budżetu zamknął się kwotą nie więcej niż 40 mld zł. Jednak minister finansów nie zamierza wprowadzać kolejnych obciążeń podatkowych, tym bardziej że na zadowalającym poziomie jest ściągalność już istniejących. Możliwa jest nawet rezygnacja z podatku importowego, w takim przypadku niezbędne jest jednak znalezienie alternatywnego źródła dochodów.

— Podatek importowy jest bronią obosieczną. To prosty sposób zdobywania pieniędzy, problemem są umowy międzynarodowe i skuteczność egzekwowania. Taki podatek wprowadza się łatwo, trudniej potem z niego zrezygnować. Dodatkowo nadmiernie obciąża on podmioty gospodarcze oraz zwykłych obywateli. Podatek importowy to rozwiązanie przejściowe, a nie systemowe — ocenia Halina Wasilewska-Trenkner.

Nowa szefowa resortu finansów oszczędności chce szukać w innych urzędach centralnych Przykład to Urząd Regulacji Energetyki, który dysponuje ogromnymi wpływami z tytułu koncesji. Mimo wymogów ustawowych nie trafiają one jednak do budżetu. Znacznym źródłem dochodów może być również opodatkowanie odsetek od lokat bankowych oraz zysków kapitałowych z giełdy.

— Wprowadzenie podatków od lokat i zysków z giełdy w 2004 roku stanie się koniecznością. Taki wymóg nakłada na nas prawo Unii Europejskiej — mówi minister finansów.

Problem roku 2001

Minister Halina Wasilewska- -Trenkner zwraca uwagę, że kłopoty budżetowe dotyczą nie tylko przyszłego roku. Nadal skomplikowana jest bieżąca sytuacja finansów państwa. Mało realne jest osiągnięcie dochodów na poziomie 152 mld zł, założonym w znowelizowanej ustawie.

— Sądzę, że wzrost PKB w tym roku może być wyższy, niż prognozowne wcześniej 2,0 proc. i wyniesie 2,1-2,2 proc., choć to nie będzie miało większego znaczenia dla dochodów budżetu — ostrzega Halina Wasilewska-Trenkner.

W pesymistycznej wersji będzie to około 143 mld zł, jednak ostatnie miesiące wykazały lekki wzrost koniunktury i możliwe wydają się wpływy rzędu 146-147 mld zł. W 2001 dodatkowo trzeba więc znaleźć brakujące 5 mld zł.

— Emisja euroobligacji nie jest dobrym rozwiązaniem. Jesień jest najmniej korzystnym okresem na lokowanie papierów dłużnych — mówi minister finansów.

Złoty dość stabilny

Dla rynków kapitałowych konferencja nowej minister finansów była najważniejszym wydarzeniem. Jednak również jej zapowiedź kontynuowania prac nad budżetem 2002 r. według pierwotnych założeń nie spowodowała rewolucji na rynku. Po południu dolara wyceniano na 4,241 zł wobec 4,2325 przed konferencją, ale wobec euro złoty nieco wzrósł do 3,8585 z 3,8615. Po znacznej dziennej amplitudzie kursu naszej waluty na koniec dnia złoty powrócił do poziomu z otwarcia. Rano za dolara płacono 4,2445 zł, a za euro zaś 3,8742 zł.

Dealerzy są mocno zdziwieni zachowaniem złotego po dymisji Jarosława Bauca. Nikt się nie spodziewał, że tak poważna decyzja premiera przejdzie niemal bez echa. W tej sytuacji można spodziewać się, że złoty powinien być stabilny przez dłuższy czas. Analitycy oczekują tej stabilizacji na poziomie 4,22-4,26 zł za dolara, przynajmniej do wyborów.

— Spokój rynku walutowego po dymisji ministra finansów powoduje, że nie sposób teraz prognozować zachowania naszej waluty. Nie wiem, jakie wydarzenie może obecnie mocno zawirować kursem złotego — dziwi się Paweł Kowalski, dealer walutowy PBK.