Bukmacherzy oferują rządowi miliony

Marcel ZatońskiMarcel Zatoński
opublikowano: 2014-03-04 00:00

Legalnie działające firmy twierdzą, że nawet niewielkie zmiany przepisów mogą przynieść budżetowi wielkie korzyści z hazardu online

Na całym świecie amatorzy papierosów, alkoholu czy hazardu — nałogów wątpliwych ze zdrowotnego i społecznego punktu widzenia — są filarami krajowych budżetów. Nie inaczej jest w Polsce — z jednym wyjątkiem: hazardziści do państwowej kasy dorzucają się skromnie, bo zamiast legalnie grać i obstawiać u płacących podatki bukmacherów, masowo korzystają z usług ich konkurentów zarejestrowanych za granicą. Magnesem są lepsze stawki i szersza oferta.

Według analityków firmy konsultingowej Roland Berger, którzy na zlecenie giełdowego operatora Fortuna przygotowali raport o sytuacji i przyszłości branży, na internetowy hazard Polacy wydają rocznie nawet 4,9 mld zł. Tylko 3 proc. tej sumy przechodzi przez legalnych operatorów, a jeszcze mniej trafia do budżetu. W efekcie wpływy podatkowe z e-hazardu, choć powinny być liczone w setkach milionów złotych, nie przekraczają… 20 mln zł rocznie. Zdaniem bukmacherów, państwo samo jest sobie winne.

Wiatr w oczy

Legalne firmy e-hazardowe twierdzą, że taka sytuacja to pokłosie regulacji wprowadzanych w pośpiechu po wybuchu tzw. afery hazardowej. Zgodnie z przepisami wprowadzonymi w 2011 r., zakazuje się tak organizacji, jak i uczestnictwa w grach w internecie. Jedynym wyjątkiem są zakłady wzajemne, polegające na typowaniu wyników zawodów sportowych. Te można przyjmować po uzyskaniu wydawanej na 6 lat licencji od Ministerstwa Finansów, której koszt zamyka się — wraz z zabezpieczeniem — w 810 tys. zł.

W wyniku tych zmian dziś tylko trzech operatorów legalnie prowadzi działalność bukmacherską w polskiej sieci. To Fortuna, STS i Milenium. Razem mają ok. 9 proc. rynku on-line pod względem tzw. GGR (gross gaming revenue, czyli przychodów pomniejszonych o wygrane). Reszta należy do kilkudziesięciu zarejestrowanych za granicą serwisów, z których największe przed zmianami w prawie były oficjalnie aktywne na polskim rynku, a nawet teraz ściągają tutejsze gwiazdy do reklamowania oferty w internecie (m.in. Zbigniew Boniek pojawiał się w reklamach Expectu).

Według szacunków Roland Berger, ponad jedna trzecia polskiego e-rynku bukmacherskiego należy dziś do Bet365, a 23 proc. — do Bet-at-Home, niegdyś sponsorującego Wisłę Kraków. Płacący w Polsce podatki operatorzy twierdzą, że kondycja branży — a za jej sprawą kondycja budżetu — mogłaby się poprawić dzięki wprowadzeniu kilku prostych rozwiązań. Na początek — blokowania stron ich zagranicznych konkurentów, ale także m.in. zniesienia obowiązku uzyskania zgody organizatora zawodów na wykorzystanie jego wyników czy rozszerzenia katalogu legalnych gier.

To wszystko, zdaniem firm, miałoby skłonić część zagranicznych operatorów do zarejestrowania się w Polsce, a lepsza kondycja rodzimej branży sprawiłaby, że klienci korzystający dziś z nielegalnych serwisów zaczęliby zaglądać na ich legalne odpowiedniki. Operatorzy narzekają też na stawki podatkowe — w Polsce muszą płacić 12-procentowy podatek od obrotów, tymczasem w większości krajów UE opodatkowane jest GGR. Podobna struktura jak w Polsce obowiązuje m.in. we Francji.

Tam stawka podatku obrotowego wynosi jednak 8,5 proc. — a operatorzy i tak twierdzą, że jest zbyt wysoka i ze względu na nią ograniczają działalność na tamtejszym rynku mimo wprowadzenia przez Francuzów blokad IP i rozszerzenia katalogu dozwolonych gier.

— Z pewnością będziemy wspierać inicjatywy obniżenia opodatkowania zakładów wzajemnych, którego stawka obowiązująca w Polsce jest jedną z najwyższych w Europie. Nie przybliży nas to jednak do równej konkurencji z nielegalnymi bukmacherami, którzy w ogóle nie płacą podatku w Polsce. Żadne rozwiązanie nie jest tak skuteczne jak blokowanie nielegalnych witryn — podkreśla Konrad Łabudek z Fortuny.

Zakład o przyszłość

Analitycy Roland Berger nakreślili scenariusze rozwoju polskiej branży po wprowadzeniu postulowanych przez bukmacherów zmian w przepisach. Pierwszy zakłada zastosowanie administracyjnych blokad IP bukmacherów zarejestrowanych za granicą, a także zablokowanie płatności na ich konta z polskich rachunków (w porozumieniu z instytucjami finansowymi). Podobne reguły obowiązują w 14 krajach Unii Europejskiej. Według analityków Roland Berger, wprowadzenie ich w Polsce spowoduje „umiarkowany spadek udziału offshore [szarej strefy — red.] w segmenciezakładów wzajemnych” i w niewielkim stopniu skłoni zagranicznych operatorów do rejestracji w Polsce.

Mimo to nawet przy najbardziej pesymistycznych założeniach (opartych na przykładzie Francji, gdzie opodatkowanie jest podobnie wysokie jak w Polsce) korzyści są nie do pogardzenia. Autorzy raportu szacują je na minimum 354 mln zł dodatkowych wpływów budżetowych do 2020 r. Jeszcze lepiej byłoby po wprowadzeniu dodatkowych ułatwień dla krajowych operatorów, przede wszystkim rozszerzeniu katalogu usług, które mogą świadczyć w internecie o pokera, bingo, gry kasyno i loterie.

Tu w pesymistycznym scenariuszu (opartym na dynamice we Francji) dodatkowe wpływy do 2020 r. wyniosą 1,3 mld zł, a w optymistycznym (opartym na dynamice we Włoszech, gdzie zdecydowano się na wprowadzenie kilku stawek podatkowych, by przyciągnąć operatorów) — aż 1,7 mld zł.

OKIEM WŁADZ

O blokadach nie ma mowy

JACEK KAPICA

wiceminister finansów i szef Służby Celnej

Spotykaliśmy się w ministerstwie z przedstawicielami branży bukmacherskiej i zapoznaliśmy się z ich uwagami do treści ustawy. Nasze stanowisko jest jasne: w Polsce nie ma akceptacji społecznej dla ograniczania dostępu do internetu w jakikolwiek sposób — traktowane jest to jako zamach na swobody obywatelskie — dlatego nie ma mowy o administracyjnym blokowaniu IP zagranicznych serwisów bukmacherskich. Podobnie jest np. w Szwecji, gdzie również nie blokuje się stron internetowych. Z drugiej strony, nie stworzymy w Polsce raju podatkowego dla działalności hazardowej.

Będziemy jednak zastanawiać się nad wprowadzeniem regulacji, które pozwolą zarejestrowanym w Polsce i płacącym tu podatki bukmacherom na skuteczniejsze konkurowanie z zagranicznymi serwisami i poprawią ich kondycję finansową. W katalogu regulacji są zmiany podatkowe i pozapodatkowe, ale jest za wcześnie, aby mówić, które z nich mogłyby podlegać modyfikacjom.

OKIEM BIZNESU

Łatwo, tanio i skutecznie

KONRAD ŁABUDEK

doradca prawny firmy Fortuna Zakłady Bukmacherskie

Niezrozumiała jest niekonsekwencja działania organów państwowych, które wykazują się niezwykłą stanowczością w stosunku do legalnie działających podmiotów, jednocześnie nie egzekwując istniejącego prawa, gdy chodzi o operatorów działających nielegalnie.

Od organów państwa można oczekiwać blokowania działalności operatorów offshore przy użyciu istniejących narzędzi, np. art. 180 Prawa telekomunikacyjnego, który wprowadza nakaz niezwłocznego blokowania połączeń telekomunikacyjnych, jeśli te mogą zagrażać porządkowi publicznemu. Podobnie niezrozumiałe są dla nas argumenty mówiące o braku akceptacji społecznej dla blokowania stron.

Przedstawiciele rządu nie podają żadnych źródeł, takich jak badania czy sondaże, które mogłyby potwierdzić takie przekonanie. Wiele krajów europejskich z powodzeniem stosuje blokowanie nielegalnych witryn hazardowych i bukmacherskich — nie tylko bez jakiegokolwiek sprzeciwu społecznego, ale również z korzyścią dla obywateli oraz budżetu. To rozwiązanie najprostsze, niewymagające nakładów finansowych — i jednocześnie najskuteczniejsze.