Bumar inwestuje i sprząta

Piotr Nisztor
opublikowano: 2012-10-31 00:00

W ciągu pięciu lat nowy zarząd zbrojeniowego giganta chce wydać miliard złotych na badania naukowe.

— Trzeba być jak snajper, a nie strzelać z karabinu maszynowego. Wolę sprzedać nasze produkty do mniejszej liczby krajów, ale zbudować tam silną pozycję i stać się czołowym graczem — deklaruje Krzysztof Krystowski, prezes Bumaru, zbrojeniowej grupy należącej do skarbu państwa. Każdy snajper musi mieć jednak dobrą broń.

Dlatego jednym z głównych założeń strategii będzie stworzenie własnych, unikatowych technologii. W tym celu w ciągu pięciu lat zarząd Bumaru zamierza przeznaczyć na badania i rozwój około 200 mln zł rocznie, czyli 50 mln zł więcej niż dotychczas. Fundusze mają pochodzić zarówno z kasy spółki, jak i pieniędzy publicznych.

— Nie będzie jednego ośrodka badawczego Bumaru, jak chcieli moi poprzednicy — mówi prezes. Wzmocnione zostaną ośrodki badawcze znajdujące się w grupie. Powstanie ponadto Centralny Fundusz Badawczo- -Rozwojowy podległy centrali.

— Będą na niego łożyć spółki z grupy. Potem pieniądze będą wydawane na prace badawcze poszczególnych podmiotów — tłumaczy Krzysztof Krystowski. Część wpływów może pochodzić ze sprzedaży nieruchomości (dotychczasowe doświadczenia Bumaru na tym polu są mizerne). Prezes zapowiada, że grupa będzie się zajmować tylko działalnością przemysłową.

— Nie będziemy funduszem venture capital zajmującym się obrotem ziemią, bo się na tym nie znamy — podkreśla Krzysztof Krystowski. Zaznaczył jednak, że nieruchomości koncernu, których wartość wycenia się na 800 mln zł, będą stopniowo sprzedawane.

— Będziemy to robić z rozsądkiem, w zależności od sytuacji na rynku — mówi prezes. Wdrożenie nowych pomysłów wymaga zmian — zarówno personalnych, jak i strukturalnych. Rozpoczęły się one zaraz po objęciu przez Krzysztofa Krystowskiego funkcji szefa Bumaru.

Zdymisjonowani zostali m.in. dyrektorzy handlowi w centrali odpowiedzialni za eksport. Zrezygnowano z usług niektórych doradców, których miesięczna umowa opiewała na kilkadziesiąt tysięcy złotych, co nie przekładało się na ich efektywność. Zwolnienia obejmą też szeregowych pracowników.

— Chcemy pomagać pracownikom w znalezieniu nowego zatrudnienia — zaznacza prezes. Wielkość zwolnień złagodzi rozszerzenie produkcji dedykowanej sektorowi cywilnemu. Zajmie się tym zakład w Łabędach, który już wytwarza elementy dla tramwajów i kolejnictwa.