Dla zagranicznych funduszy osłabienie złotówki powoduje realne zwiększenie atrakcyjności naszych akcji, ale póki polska waluta będzie obiektem ataków i narażona będzie na dalsze osłabianie, ich zaangażowanie na GPW nie wzrośnie. Losy warszawskich indeksów są więc obecnie w rękach OFE i TFI. Jeśli determinacji i konsekwencji im starczy, to wygranie batalii z inwestorami grającymi na zniżki może okazać się realne, bo dzisiejszy handel pokazał, że ich arsenał też jest ograniczony.
WIG20 nie mógł sobie początkowo znaleźć miejsca i wybrać koloru strefy dla handlu. Pozytywnym sygnałem była walka jaką popyt podjął na wczorajszych liderach wzrostów. Atak na Lotos, KGHM i PKN Orlen został odparty i na dodatek, w przypadku dwóch pierwszych firm, poparte było to bardzo wysokim wolumenem. Zwyżkom przeszkadzały jednak banki, które ponownie znajdowały się w niełasce i utrudniały podnoszenie indeksu.
Brak zdecydowania niedźwiedzi i niewielka poprawa w Europie dała asumpt do ataku bykom. Warszawscy inwestorzy już od dawna nie byli świadkami tak dużej liczby zleceń zakupu jakie pojawiły się w okolicy południa. Popytowi w błyskawicznym tempie udało się wynieść kurs Pekao i PKO BP nad kreskę, co zaowocowało wzrostem indeksu blue chipów o ponad 2 proc., powyżej 1500 pkt. Do realizacji dzisiejszych ambicji obozu optymistów brakowało jedynie wsparcia zewnętrznego.
Od rana przecenie poddawały się jednak najważniejsze indeksy europejskie. Po
dwóch dniach silnych wzrostów i znacznym odsunięciu się od minimów, taka reakcja
inwestorów była zrozumiała. Na rynki dotarły niejednoznaczne sygnały od
czołowych firm. Strata w wysokości 4,8 mld euro w IV kw. Deutsche Bank nie
wywołała jednak przerażenia, bo do słabych wyników banków gracze już się
przyzwyczajają. Dobrze rokował wyraźny wzrost zysku Unilever, poparty jeszcze
zwiększeniem przychodów przez tę firmę o 3 proc.
Zaskakująco neutralnie
inwestorzy przyjęli znaczne skurczenie się grudniowych zamówień fabrycznych w
Niemczech aż o 6,9 proc. Możliwe, że pierwszy od 11 miesięcy wzrost cen domów w
W. Brytanii o 1,9 proc. mdm podziałał nieco tonująco na parkiety.
Bank of
England nie zaskoczył i obniżył stopy o 50 pkt. bazowych do 1 proc. Niestety,
ale również EBC nie wyłamał się z przewidywalnego schematu i tym razem nie
dokonał cięć stóp w strefie euro. Taka decyzja J-C Tricheta i pozostałych
członków EBC była najbardziej realna, ale rynek po cichu liczył, że może do niej
nie dojdzie. To zgodnie z oczekiwaniem wychyliło barometr nastrojów na
południe.
Również liczba wniosków o zasiłek tzw. nowych bezrobotnych w USA okazała się większa od prognoz i wyniosła 626 tys. Słabo wypadły też grudniowe zamówienia w przemyśle amerykańskim, które zmalały o 3,9 proc. Rozczarował raport MasterCard, a na dobry jego rezultat liczono po wyniku spółki Visa.
Mimo tak niekorzystnych czynników zewnętrznych, siły popytu na GPW okazały się wystarczające na zneutralizowanie podaży i WIG20 zakończył notowania zwyżką o 0,5 proc. Liderem wzrostów wśród blue chipów pozostał Lotos. Zgodnie z oczekiwaniami bardzo dobrze zachowywały się też walory KGHM. Cena miedzi na londyńskiej LME wzrosła do 3390 USD/t. Zbliżająca się wiosna przynosi stabilizację cen tego metalu i zwiększa szanse na przyzwoity rezultat lubińskiego koncernu- po uwzględnieniu wzrostu wartości dolara- w tym kwartale, co zaczynają dostrzegać inwestorzy.
Na szerokim rynku dobrze zaprezentował się Ruch, który kontynuował odrabianie wcześniejszych strat. Bardzo solidne wzrosty były też udziałem Rainbow. Wzrastające obroty na tej firmie wróżą większe zainteresowanie ze strony inwestorów przed zbliżającym się sezonem w branży turystycznej.
Z przebiegu dzisiejszej sesji można być zadowolonym. Ponownie widać było
walkę dwóch stron rynku i to przy wysokich obrotach. Przełamanie wsparć, które
dokonane zostało na początku tygodnia nie musiało oznaczać automatycznego
posypania się indeksów. Czwartkowa sesja pokazała, że i popyt ma trochę do
powiedzenia na GPW i może kształtować rynek.