Był nam opoką i przewodnikiem

Jacek Zalewski
opublikowano: 2005-04-04 00:00

Ten czarny dzieńmusiał kiedyś nadejść, chociaż nie przyjmowaliśmy tej prawdy do wiadomości. Niby wszyscy wiedzieli, że Karol Wojtyła 18 maja skończy 85 lat, papieską posługę sprawuje zaś już ponad 26 lat — a jednak odejście Jana Pawła II wydawało się niewyobrażalne... Opatrzność dała nam czas na stopniowe oswajanie się z tą myślą i dlatego wiadomość o dotarciu Ojca Świętego, w sobotę 2 kwietnia o godz. 21.37, do kresu jego ziemskiej wędrówki nie wywołała w Polsce szoku — dominuje głęboki smutek i ogólnonarodowe przygnębienie.

Owe dnidramatycznego oczekiwania na wieści z Watykanu potwierdziły, że w naszym kraju wyrosły już ze dwa pokolenia, dla których fakt, iż na czele Kościoła rzymskokatolickiego stoi Polak — jest taką samą oczywistością jak to, że świeci słońce! Te roczniki coś chyba straciły, nie przeżywając eksplozji społecznej radości po komunikacie „Habemus Papam!” w pamiętny poniedziałek, 16 października 1978 r. Z drugiej jednak strony — lepiej, że nie znają czasów, w których dowiedziałyby się z komentarza jedynej telewizji, iż „wybór kardynała Karola Wojtyły na papieża jest dowodem uznania dla osiągnięć Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, dziesiątej potęgi gospodarczej świata”.

Wpływ Jana Pawła IIna przemiany polskiej rzeczywistości stał się kanwą wielu uczonych rozpraw. Najkrócej da się to zdefiniować tak, jak w tytule komentarza. Erozja niewydolnego ustroju tzw. realnego socjalizmu w Polsce i całym naszym regionie postępowała systematycznie i obiektywnie, ale to Ojciec Święty stał się duchowym patronem owych procesów. Wystarczy przypomnieć, czyje portrety wisiały podczas strajkowego przełomu w sierpniu 1980 r. Przez ćwierć wieku w naszej zbiorowej świadomości Jan Paweł II stał się prawdziwym Piotrem — opoką, skałą, najwyższym autorytetem moralnym, kimś na podobieństwo wzorca miary. I nagle tej opoki zabrakło…

Potęga umysłuJana Pawła II czasem ujawniała się w formach niespodziewanych. Oto kapitalny przykład, dzisiaj wyjątkowo aktualny. W roku 1996 Jan Paweł II szczegółowo uregulował na nowo watykańskie procedury związane z postępowaniem po śmierci papieża oraz z wyborem jego następcy. Orientując się w burzliwym rozwoju sektora IT, przewidująco wprowadził przepisy, mające uniemożliwić światu zewnętrznemu wpływ — za pośrednictwem nowoczesnych środków łączności — na przebieg konklawe! W roku 1978, czyli w epoce prekomórkowej, taki problem w ogóle nie istniał.

Ojca Świętegożegnamy milionami naszych indywidualnych pożegnań. Publicznie i prywatnie wspominane są spotkania z Papieżem podczas niezliczonych pielgrzymek, mszy, audiencji. I ja zakończę osobiście — ostatni raz Jana Pawła II widziałem króciutko w Rzymie 30 października ubiegłego roku, nazajutrz po podpisaniu przez państwa Unii Europejskiej traktatu ustanawiającego Konstytucję dla Europy. Z premierem Markiem Belką o tym dokumencie Papież rozmawiać nie chciał, lecz postawił wówczas problem, który widocznie bardzo mu doskwierał w ostatnim okresie życia, w oddaleniu od kraju: czym jest polskość…? Warto o tym pomyśleć, gdy Jego zabrakło. A nawet — zwłaszcza teraz...