Byłem naukowcem, jestem ministrem

Wiktor Krzyżanowski
02-08-2002, 00:00

Dotąd byłem naukowcem, teraz jestem ministrem. Dlatego jakiekolwiek propozycje zmian reżimu kursowego będą ustalane z niezależnym NBP — mówi Grzegorz Kołodko.

W wywiadzie dla dziennika „Financial Times” Grzegorz Kołodko, minister finansów, mówi, że jego wcześniejsze propozycje dotyczące wprowadzenia zarządu walutą i dewaluacji złotego były koncepcjami pracownika naukowo-badawczego.

— Obecnie wróciłem do rzeczywistej polityki. Obowiązujący w Polsce reżim walutowy będzie wynikiem naszych prac z niezależnym bankiem centralnym. System jest, jaki jest. Różnimy się z moimi przyjaciółmi z NBP odnośnie do tego, jaki system jest najlepszy z punktu widzenia wzrostu gospodarczego — mówi Grzegorz Kołodko.

Dodaje, że w perspektywie członkostwa w europejskiej unii walutowej Polska i tak będzie musiała powiązać kurs złotego z euro. Otwarte jest pytanie kiedy, i na jakiej zasadzie. Grzegorz Kołodko uważa, że zakładając, iż Polska stanie się członkiem Unii Europejskiej w 2004 r., do końca 2006 r. powinniśmy wejść do unii monetarnej i zastąpić złotego euro.

— Jestem przekonany, że do 1 lipca 2004 r. będziemy w Unii, zaś do końca 2006 r. wprowadzimy euro. Nawet, jeśli stanie się to kilka dni później, czyli już w 2007 r., nie będzie wielkiej różnicy — twierdzi wicepremier.

Minister finansów podkreśla, że celem jego polityki jest powrót polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu, przy jednoczesnej sanacji finansów publicznych.

— Startuję z punktu, w którym deficyt ekonomiczny sięga 5,5 proc. PKB. Tymczasem nie powinien być większy od 3 proc. PKB. Do tego będę zmierzał, obcinając wydatki budżetu i jednocześnie zwiększając dyscyplinę fiskalną, absorbując szarą sferę i zwiększając tym samy podstawę podatkową. Nie stanie się to już w przyszłym roku, ale w 2005 r. możliwe że deficyt spadnie poniżej 3 proc. PKB — prognozuje wicepremier.

Dodaje, że w 2003 r. będzie chciał utrzymać deficyt ekonomiczny poniżej 5 proc. PKB. W pierwszej przymiarce do budżetu, której autorem był Marek Belka, rząd założył, że deficyt ekonomiczny wyniesie 5,5 proc. PKB w 2003 r.

Pytany przez gazetę o swój program antykryzysowy, którego głównym elementem jest projekt oddłużenia firm w zamian za opłatę restrukturyzacyjną i przedstawienie programu naprawczego, minister finansów twierdzi, że nie widzi tu zagrożeń dla budżetu.

— Moje propozycje będą miały pozytywny wpływ na budżet. Zawsze zostaje wątpliwość, czy ostatecznie uda się rozwiązać problem zadłużonych firm, ale czy mamy mechanizm, który by zagwarantował, że sytuacja się nie powtórzy? — pyta retorycznie Grzegorz Kołodko.

Minister nie obawia się też negatywnego psychologicznego wpływu programu na firmy, które do tej pory regularnie płaciły podatki. Dla nich wicepremier przygotował pakiet ulg podatkowych, pozwalający zaliczyć do kosztów wierzytelności posiadane w innych firmach, co zmniejszyć ma podstawę opodatkowania solidnych przedsiębiorstw.

Grzegorz Kołodko nie zgodził się też z tezą, że na stanowisku ministra finansów raczej trudno się utrzymać w dłuższej perspektywie.

— Mój poprzednik Marek Belka był ministrem dwa razy, w obu przypadkach po 8 miesięcy. Gdy ja byłem pierwszy raz ministrem finansów, piastowałem ten urząd przez 3 lata. To rekord na tym stanowisku od momentu transformacji. Mam nadzieję powtórzyć to osiągnięcie, horyzont, w jakim pracuję, to konstytucyjny czas funkcjonowania tego rządu, który wynosi trzy lata od teraz, a może i wiele więcej — konkluduje Grzegorz Kołodko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Byłem naukowcem, jestem ministrem