Były szef KGHM za związkami

GRA
opublikowano: 2011-07-26 00:00

Krzysztof Skóra wystąpił do sądu, bo skarb państwa nie powołał związkowców do rady nadzorczej.

Krzysztof Skóra wystąpił do sądu, bo skarb państwa nie powołał związkowców do rady nadzorczej.

Konflikt pomiędzy załogą Polskiej Miedzi a skarbem państwa przechodzi do sądu. Do gry włączył się były prezes — Krzysztof Skóra (w latach 2006-2008, kiedy ministrem był Wojciech Jasiński z Prawa i Sprawiedliwości). Dawny szef, teraz jako akcjonariusz, opowiedział się po stronie… związkowców.

Na czerwcowym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w wyniku głosowań, w których główną rolę odegrał skarb, do rady nadzorczej nie zostali powołani przedstawiciele pracowników. Wcześniej mieli trzech reprezentantów w dziewięcioosobowym nadzorze.

— To niezgodne z prawem. Minister skarbu Aleksander Grad złamał ustawę o komercjalizacji i prywatyzacji, która daje załodze KGHM prawo do wybrania trzech członków rady — mówi Krzysztof Skóra.

Były prezes zaskarżył tylko jedną uchwałę — tę dotyczącą odwołania z rady Józefa Czyczerskiego, przewodniczącego miedziowej "Solidarności". Zdaniem Skóry, walne w ogóle nie jest upoważnione do głosowania nad obsadą miejsc przydzielonych załodze.

— Zaskarżyłem uchwałę symbolicznie. Przy trzech uchwałach rosną bowiem koszty postępowania — tłumaczy Krzysztof Skóra.

To drugi wniosek do sądu, w którym akcjonariusz KGHM zaskarża uchwały . Kilka dni temu z podobnym wystąpił Ryszard Zbrzyzny, poseł SLD i szef Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego.

Resort skarbu przed walnym zapowiadał, że nie zamierza powoływać do rady związkowych liderów. Minister Aleksander Grad argumentował, że kierowali demonstracjami wymierzonymi w zarząd, a to wyklucza ich zasiadanie w radzie.

Tymczasem związkowcy zwracali uwagę, że krótko po walnym zgromadzeniu doszło do porozumienia w sprawie sprzedaży Polkomtela Zygmuntowi Solorzowi-Żakowi.

— Kiedy rada nadzorcza zapoznawała się z warunkami tej transakcji, przedstawiciele załogi nie byli już jej członkami — zauważa Józef Czyczerski.