Spółka, która w ostatnich latach poprawiała wyniki, w 2016 r. odnotowała spadek marży detalicznej o prawie 2 pkt. proc. — To był rok poniżej naszych oczekiwań, ale lekcję odrobiliśmy. Naprawiliśmy błędy, skorygowaliśmy politykę cenową i będziemy dalej rosnąć — mówi Michał Wójcik, prezes Bytomia. W grudniu sprzedaż porównywalna wzrosła o 18,8 proc. r/r. Bytom od pewnego czasu sygnalizuje, że widzi sufit w oddali i chce się na niego przygotować. Docelowa liczba salonów marki, zdaniem Michała Wójcika — wysycająca rynek, to 120 placówek (dziś jest ich 107) na 15 tys. mkw. (obecnie ponad 12 tys. mkw.).

Cel zostanie osiągnięty najpóźniej na koniec 2018 r., gdy sieć ma generować ob roty na poziomie 230 mln zł. W ubiegłym roku przychody producenta garniturów przekroczyły 149 mln zł, czyli były o 17 proc. większe niż rok wcześniej.
— Właśnie rozpoczęliśmy prace nad drugą marką. Chcemy powielić sprawdzony model — czujemy się kompetentni w segmencie odzieży męskiej sprzedawanej we własnych salonach i sklepie internetowym, więc tego będziemy się trzymać. Bytom na tle rynku jest marką konserwatywną, teraz myślimy o bardziej modowej, skierowanej do młodszych klientów, którzy częściej wymieniają zawartość szafy. Dlatego będzie to marka tańsza — mówi Michał Wójcik. Jego zdaniem, realne jest, by w perspektywie kilku lat nowy brand wygenerował około 100 mln zł przychodów.
— Alternatywną opcją jest akwizycja. Na rynku jest około 700 sklepów wyspecjalizowanych w odzieży męskiej i rokrocznie ich liczba zwiększa się o około 20 proc. Na razie wyceny mniejszych, potencjalnie interesujących dla nas podmiotów, są zbyt wysokie. Wydatki Polaków nie rosną jednak tak szybko jak podaż. Kryzys w końcu nadejdzie i to będzie dla nas czas łowów. Jako spółka bez długu jesteśmy na niego przygotowani — mówi prezes Bytomia.
OKIEM EKSPERTA
Rynek dorasta
AGNIESZKA GÓRNICKA
prezes firmy badawczej Inquiry
Z jednej strony, rynek odzieży męskiej w Polsce jest dość ubogi — niewiele jest wyspecjalizowanych marek, brak też różnorodności. Z drugiej strony — typowy polski klient nowych marek nie potrzebuje, bo lubi te, które zna. W rezultacie w poszczególnych segmentach rynku odzieżowego działa po 4-5 ważnych graczy, a potem długo nic. W ostatnich miesiącach kilka zachodnich koncernów zrezygnowało z rozwoju w Polsce, co świadczy o tym, jak trudny jest u nas rynek odzieżowy. Nawet LPP nie poradziło sobie z nową marką i zdecydowało się zamknąć sklepy Tallinder. Trendy konsumenckie tworzą jednak dobry klimat dla nowych konceptów. Podejście mężczyzn do mody się zmienia: zaczynają eksperymentować z wyglądem, zapuszczają brodę czy zmieniają fryzurę, wymieniają też ubrania i bawią się modą, co tworzy miejsce dla producentów.