Cała nadzieja w Szwajcarach

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2011-07-13 00:00

Strefa euro pogrąża się w chaosie — bankructwo Grecji staje się coraz bardziej prawdopodobne.

Frank bije rekordy. Helweckiemu bankowi centralnemu kończy się cierpliwość

Strefa euro pogrąża się w chaosie — bankructwo Grecji staje się coraz bardziej prawdopodobne.

Pojawienie się problemów z włoskimi finansami publicznymi sprawiło, że przywódcy strefy euro zaczęli odpuszczać sobie ratowanie Grecji za wszelką cenę.

— Nie można już wykluczyć częściowego bankructwa Grecji — przyznał Jan Kees de Jager, minister finansów Holandii.

To pierwsza taka oficjalna deklaracja europejskiego polityka. Dotąd pojawiały się tylko anonimowe, sondujące wypowiedzi w niemieckich i brytyjskich mediach. W obliczu ewentualnej potrzeby ratowania Włoch problem Grecji zaczyna być mało istotny — obu krajów strefa euro nie jest w stanie uratować.

— Bankructwo jest już dyskutowane otwarcie. Wydaje się, że przekroczyliśmy moment, w którym zaczyna spełniać się teoria chaosu i wchodzimy na zupełnie nieznany teren — mówi Bill Blain, strateg inwestycyjny Newedge Group cytowany przez Bloomberga.

Na ratunek

Frank, jak zwykle w obliczu nowych negatywnych informacji, rośnie w siłę i przełamuje wszelkie bariery. Wczoraj w kulminacyjnym momencie kosztował 3,51 zł. Jeżeli sytuacja w strefie euro wkrótce się nie poprawi, jedynym, co będzie mogło pomóc polskim kredytobiorcom zadłużonym we franku będzie interwencja walutowa Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Mocny frank, to bowiem potencjalne zagrożenie dla tamtejszej gospodarki — odbiera konkurencyjność helweckim eksporterom i może doprowadzić do deflacji, czyli spadku cen w sklepach, która dla gospodarki również jest niebezpieczna, bo m.in. zmniejsza opłacalność produkcji. Jest szansa, że taka pomoc w końcu nadejdzie.

— Interwencja jest niewykluczona. Frank jest przewartościowany i stwarza nierównowagę makroekonomiczną w Szwajcarii — mówi Michael Saunders, ekonomista Citi Group.

Władze SNB już tydzień temu — kiedy frank nie był jeszcze tak silny jak obecnie — groziły rynkowi, że będą starały się osłabiać franka. W komunikacie zapowiedział interwencję, "jeśli okaże się, że mocny frank pogarsza perspektywy dla gospodarki".

Obawa przed falstartem

Analitycy chłodzą jednak entuzjazm — jeżeli bank będzie chciał wkroczyć na rynek, to raczej nie zrobi tego w najbliższych dniach. Najpierw pozwoli inwestorom się "wyszumieć" — poczeka, aż sytuacja się uspokoi.

— Pęd inwestorów do kupowania franka jest tak silny, że interwencja mogłaby okazać się nieskuteczna. Najlepiej interweniuje się wtedy, kiedy rynek jest napięty, czyli inwestorzy grają na różne scenariusze — tłumaczy Michael Saunders.

Szwajcarski bank centralny najlepiej wie, jak bardzo bolesna potrafi być nieumiejętna gra przeciwko rynkowi. W 2010 r. starał się licznymi interwencjami przełamać zapał inwestorów do umacniania franka. Po kilku miesiącach zrezygnował, bo były to operacje kosztowne, a efekt — żaden. Na koniec roku SNB zanotował stratę wynoszącą 21 mld CHF, czyli 4 proc. szwajcarskiego PKB. Dla władz Szwajcarii to poważny problem, bo bank centralny zwykle notował zyski i wspierał nimi tamtejsze samorządy.

— Władze SNB będą się bały powtórki porażki. W ubiegłym roku dużo zaryzykowały i dużo straciły — mówi Michael Saunders.

Ponadto, SNB — przynajmniej dotąd — nie miał noża na gardle. Szwajcarska gospodarka zaskakująco dobrze znosiła silnego franka. Jak szacuje bank HSBC, w drugim kwartale 2011 r. wzrost gospodarczy obniżył się tylko nieznacznie w porównaniu z poprzednim kwartałem (do 2,4 proc. z 2,5 proc. r/r).

— W Szwajcarii inwestycje nieco wyhamowały, ale eksport cały czas trzyma się mocno — twierdzi Astrid Schilo, analityk HSBC.

Mocny frank ma jednak dla polskich kredytobiorców też dobre strony. Osłabia presję inflacyjną w Szwajcarii (w maju inflacja wyniosła tylko 0,3 proc. r/r), a więc opóźnia moment, w którym SNB zacznie podnosić stopy procentowe.

— Pierwszej podwyżki spodziewamy się dopiero w pierwszym kwartale 2012 r., a nie — jak dotychczas — w trzecim kwartale 2011 r. — mówi Astrid Schilo.