Cała naprzód!

Tomasz Sańpruch
opublikowano: 2002-11-29 00:00

Kinga Stolarczyk od roku i 3 miesięcy zajmuje się w EBOiR udzielaniem pożyczek firmom, finansowaniem spó-łek i wyszukuje przedsiębiorstwa (telekomy, media i technologie), w które warto zainwestować. Transakcje zawiera głównie na polskim rynku, ale także — na przykład — rosyjskim czy czeskim. Wszędzie jej pełno. Wszyscy ją znają.

Warszawa-Londyn. Cały czas jest w podróżach lub na spotykaniach z klientami. Rzadko — z rodzicami. Kiedy była w Warszawie, właśnie przylecieli z Białorusi, by ją zobaczyć.

Podróże we krwi

Państwo Stolarczykowie wierzą, że Kinga zainteresowanie finansami przejęła od nich. Skończyli handel zagraniczny na SGPiS. Zajęli się energetyką, rozwojem technologii, wprowadzaniem ich w Polsce oraz na Wschodzie.

Nie dziwota, że mała Kinga musiała się przyzwyczaić, iż rodzice często podróżowali za granicę. Kiedy miała 9 lat, przeprowadzili się do Anglii. Kinga nie znała po angielsku ani słowa. Nauczyciele po trzech miesiącach uważali, że Kinga nic nie rozumie. Trzy miesiące później uznała, że będzie najlepsza z angielskiego. Kiedy kończyła szkołę była prymuską. Później tata zdecydował o uczelniach. Jednocześnie studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim i międzynarodowe zarządzanie w Manchesterze. Skończyła także Uniwersytet Roberta Schumana w Strasburgu.

Potem od razu znalazła pracę w Salomonie — banku inwestycyjnym. Zajęła się wprowadzeniem Telekomunikacji Polskiej na warszawską giełdę. Kiedy Salomon połączył się ze Schrodersem, jej szef odszedł do innego banku. Wtedy przeszła do EBOiR.

Młyn i trochę luzu

Do pracy wbiega przed godziną 9. Na biurku kładzie kawę z cofee-baru przy stacji metra. I banana. To całe śniadanie. Potem „Financial Times” oraz skróty artykułów, przysyłane przez ekonomiczny serwis internetowy. Przegląda e-maile. Czasem setki.

— Młyn robi się koło 10, kiedy zaczynam dzwonić do klientów — mówi Kinga. Uzgadniam transakcje warte nawet kilkadziesiąt milionów euro.

Lunch przed trzynastą. Z jej kolegów niewielu ma na to czas. Jeżeli znajdzie się chwila, bankierzy wolą iść na siłownię i basen. A panie — do fryzjera albo na ciuchy.

— Zapisałam się też na gym, ale nie wiem po co? Od kilku tygodni nie miałam czasu tam bywać — przyznaje samokrytycznie.

Około godziny 14 spotykają się zespoły robocze, przedstawiające projekty — także te z propozycjami inwestycji. Do dwudziestej.

— No nie, możemy pracować dłużej — dodaje Kinga — każdy ma laptopa... Sprawdzony system komputerowy umożliwia robotę w domu przez 24 godziny... Fakt, zazwyczaj nie ma takiej potrzeby — dodaje.

Po pracy Kinga idzie na lekcje tanga. Chce je zatańczyć podczas organizowanego przez siebie balu. Razem z rodakami z City założyła trzy lata temu stowarzyszenie Polaków tam pracujących — Polish Economic and Business Association (Polskie Stowarzyszenie Ekonomii i Biznesu). Prawie 200 młodych analityków i bankierów działa między innymi pod patronatem Jana Krzysztofa Bieleckiego. Co roku dochód z balu idzie na cele charytatywne. Tym razem chcą, by po Polsce jeździł autobus z lekarzami, którzy wykrywają raka piersi. Kinga ma już balową suknię. Malinowy strój uszyła polska krawcowa.

PEBA organizuje również konferencje naukowe i kulturalne. Co miesiąc spotykają się też przy piwie, by lepiej się poznać, pogadać, powspominać. Często wykorzystują swe kontakty, by sobie pomagać.

Trochę prywatności

Późnym wieczorem Kinga wraca do domu. Wynajmuje mieszkanie blisko Regent Park. Za dwie sypialnie płaci prawie 1300 funtów miesięcznie. Na ścianach fotografie rodziców, przyjaciół, niżej płyta Anny Marii Jopek. Inne polskie akcenty sprowadzają się do tego, co w lodówce: krakowska i kiszone.

W okolicy jest mnóstwo romantycznych francuskich kawiarenek. Niestety Kinga nie chodzi do nich z partnerem — bo go nie ma. Faceci z City są zbyt zajęci sobą i swoją karierą. A o poważnych związkach myślą za późno — dopiero koło 35. roku życia. Kinga chce wcześniej znaleźć „księcia z bajki”. Choćby po to — uśmiecha się — by chodzić z nim do kina, teatru i opery.

Uwielbia konie, tenis i narty. W sierpniu, gdy Anglicy obchodzą Święto Banków, Kinga jedzie na lodowiec, by poszaleć na deskach.

Rodzice są dumni: usamodzielniła się, daje sobie radę. Ale martwią się, że za dużo pracuje. Z Kingi jest też dumna jej nauczycielka z angielskiej szkoły podstawowej — zdjęcie Polki do tej pory stoi na jej biurku. Uważa, że to najmilsze dziecko, jakie kiedykolwiek uczyła.

To dziecko jest teraz w City. I świetnie daje sobie radę wśród dorosłych.