Jak zawsze pod koniec lipca w porządku obrad Sejmu znajduje się rozpatrzenie wielu sprawozdań z działalności różnych organów państwa w roku poprzednim. Lista ocenianych obejmuje instytucje zarówno bardzo ważne – Narodowy Bank Polski (NBP), Krajową Radę Sądownictwa (KRS), Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT) – jak też jedną całkowicie Polsce zbędną i z definicji szkodliwą, czyli Radę Mediów Narodowych (RMN). Wszystkie wymienione naturalnie doczekają się od rządzącego tzw. konsorcjum 15 października oceny negatywnej, albowiem nadal są kierowane przez nominatów poprzedniej władzy. Paradoks polega na tym, że zdyskwalifikowanie przez Sejm ich ubiegłorocznej działalności nie będzie miało żadnych konsekwencji prawnych. Jedynym wyjątkiem jest los KRRiT, albowiem w razie odrzucenia jej sprawozdania przez Sejm oraz przez Senat kadencja wszystkich członków wygasa. Musi to jednak potwierdzić trzeci organ, czyli prezydent RP, tymczasem Andrzej Duda oczywiście radę pod wodzą Macieja Świrskiego obroni. Notabene uczyni to jeszcze raz w 2025 r., jako że jego kadencja kończy się 6 sierpnia, zatem zdąży ocenić pozytywnie sprawozdanie KRRiT za obecny rok.
W pakiecie ocen najważniejsza jest jeszcze jedna, powyżej niewymieniona. Właśnie na posiedzeniu pod koniec lipca Sejm standardowo rozpatruje wykonanie ustawy budżetowej z poprzedniego roku oraz kwestię absolutorium dla Rady Ministrów z tytułu jej wykonania. Od początku III RP ekipy trzymające władzę się tasują i zamieniają w izbie miejscami, ale rozliczeniowy schemat to konstans: opozycja z definicji jest krytyczna, zaś rządowa większość zawsze ocenne głosowanie wygrywa. Co cztery, a ostatnio co osiem lat schemat jednak się sypie – w sytuacji zmiany rządu, gdy nowa ekipa za stary budżet już odpowiada formalnie, ale merytorycznie realnie nie. Tegoroczna sytuacja jest kuriozalna do potęgi entej – ocenie Sejmu podlega rząd Donalda Tuska, działający 31 grudnia 2023 r., czyli w dniu zamknięcia budżetu. Został jednak zaprzysiężony 13 grudnia, zatem realnie wydawał pieniądze tylko przez 5,2 proc. roku, natomiast przez wcześniejsze 94,8 proc. wszystko – zwłaszcza kasę państwa – trzymała w ręku ekipa Mateusza Morawieckiego. Paradoksalna zagadka zatem brzmi – jak na obecnym posiedzeniu Sejmu ustosunkują się do rozliczanego budżetu zarówno większościowe konsorcjum pod przewodem PO/KO, jak też opozycyjne PiS? Zdanie Konfederacji pomijam, zawsze jest przeciwna wszystkim.
Decyzyjna kwadratura koła w projekcie uchwały została jednak rozwiązana. W pierwszych dwóch jej punktach Sejm przyjmie sprawozdanie z wykonania budżetu państwa od 1 stycznia do 31 grudnia 2023 r. i w związku z tym udzieli Radzie Ministrów absolutorium za ten okres – oczywiście bez jego dzielenia w proporcji 94,8 do 5,2. W trzecim punkcie projektu Sejm zwraca jednak uwagę na istotne nieprawidłowości w wykonaniu budżetu państwa, wskazane przez Najwyższą Izbę Kontroli oraz przedstawione w opiniach komisji sejmowych. Taki krytyczny zapis znajdował się w uchwałach absolutoryjnych dość często, ale dotyczył najwyżej jednego czy dwóch resortów lub instytucji. Tym razem jednak lista negatywnie ocenionych przez NIK oraz większość sejmową części budżetowych obejmuje aż… 43 pozycje. Źle gospodarowano w 2023 r. właściwie wszędzie, pozycja pierwsza to Trybunał Konstytucyjny, zaś listę zamyka Instytut Rozwoju Języka Polskiego im. świętego Maksymiliana Marii Kolbego. Szokuje już sama ogromna liczba najrozmaitszych beneficjentów budżetu państwa. Czarna lista budżetowa 2023 obejmuje dość naturalnie Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, natomiast ciekawe, że w obecnej sytuacji politycznej nie znalazły się na niej trzy inne kancelarie: Sejmu, Senatu oraz prezydenta RP.
