Cam Media, czyli jak żyć po Nowaku

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2013-12-30 00:00

Spółka przekonuje, że przetargi publiczne to ledwie ułamek jej biznesu. Wciąż liże rany i liczy na kontrakty, m.in. w Katarze

Prive Warsaw — ekskluzywny klub w Pałacu Kultury i Nauki działający podczas EURO 2012. To od Prive zaczynają się często zarzuty wobec firmy Cam Media, właściciela klubu. Bywał w nim eksminister Sławomir Nowak, tu spotykał się ze znajomym — Adamem Michalewiczem, współtwórcą i wiceprezesem Cam Mediów. Jednak Prive nie był po to, by miał się gdzie bawić polityk PO, ale po to, by swoje miejsce mieli także goście z za granicy, m.in. przedstawiciele katarskiej telewizji Al-Dżazira. Bliskowschodni dziennikarze relacjonowali EURO 2012 nie bez powodu — to Katar gościć będzie piłkarski mundial w 2022 r. Od słowa do słowa i Adam Michalewicz zaczął regularnie latać do Dohy, negocjując zawiązanie katarskiej spółki Cam Mediów. To miał być marketingowy przyczółek do regionalnej ekspansji i lukratywny biznes wart miliony euro. Miał, bo Katarczycy czytają polskie media. Loty do Doha się skończyły, projekt zawieszono.

— Przez ostatnie miesiące zaniedbaliśmy nieco nowy biznes w Polsce, musieliśmy niemal codziennie mierzyć się z medialnym szturmem na spółkę. To odwracało naszą uwagę od bieżących spraw w firmie — przyznaje Adam Michalewicz, trzymając w ręku wykres notowań giełdowych Cam Mediów w tym roku.

Od października wykres przypomina profilem strome trasy na alpejskich zboczach. I wciąż nie wiadomo, czy kurs już dojechał do dolnej stacji: spółka dziś wyceniana jest na zaledwie 13 mln zł, w czasach świetności atakowała poziom 100 mln zł.

Święty urzędnik

Niedawne podpisanie przez władze Warszawy umowy z AMS na postawienie 1,6 tys. wiat przystankowych, wbrew sądowej batalii Cam Mediów, to tylko jedna z wielu porażek reklamowego holdingu. W 2013 r. spółka obrywała cios za ciosem, nie tylko od dziennikarzy „Wprost”, którzy za teksty o Nowaku i Cam Media dostali niedawno nagrodę Grand Press. Wyniki finansowe spółki nie powalają na kolana: przychody skurczyły się o 40 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Co wzrosło? Marża brutto, ale też strata netto, i to o jedną trzecią, do 0,75 mln zł. Rynek reklamy niestandardowej, w którym m.in. specjalizują się Cam Media, od trzech lat konsekwentnie dołuje. Dla części branży, mocarstwowe ambicje Cam Mediów to już

niemal historia, tak jak historią jest dominacja spółki na rynku reklam na środkach komunikacji miejskiej.

— Oceniam kompetencje Cam Mediów wysoko, jednak urzędnik zastanowi się teraz trzy razy, jeśli w przetargu miałby wskazać jako zwycięzcę Cam Media. Będzie się bał, a urzędnik woli święty spokój. Prywatny biznes też woli spółki bez politycznego tła — uważa Paweł Trochimuk, właściciel Partners of Promotion, największej agencji public relations w Polsce, wygrywającej sporo państwowych przetargów. Jednak Adam Michalewicz zastrzega, że nie składa broni. Przecież nie ma przeciwko jego spółce żadnych prawnych zarzutów i postępowań. Jego zdaniem, polityczna łatka to mit.

— Walczymy dalej o rynek. Wbrew medialnym echom, jedynie niecałe 10 proc. naszych przychodów pochodziła z obsługi wygranych przetargów publicznych. Pozostaje kilkaset innych projektów dla prywatnych firm. Mam nadzieję, że nie napisze pan, że zdobywamy te zlecenia ze względu na znajomości — zżyma się Adam Michalewicz i wyciąga plik papierów mających pokazywać, że reklamowa spółka to nie marketingowa wydmuszka do wygrywania państwowych przetargów.

Procent bez PR

Z wyliczeń Cam Mediów wynika, że w latach 2010-12 spółka wygrała kilka przetargów w sektorze publicznym i ministerstwach na łączną kwotę ponad 26 mln zł (nie 52 mln zł, jak pisały media). Jednak odsetek wygranych i przegranych przetargówpo awansie Nowaka na ministra się nie zmienił: był na poziomie poniżej 40 proc.

— Te 26 mln zł to zaledwie 7 proc. udziału w wartości wszystkich przetargów, do których startowała spółka — mówi Adam Michalewicz, korzystający z prawniczych usług Janusza Kaczmarka. To za pośrednictwem byłego szefa MSWiA Cam Media kilkakrotnie (na razie bezskutecznie) próbowały w sądach ścigać wydawcę i dziennikarzy „Wprost”. Od początku medialnego kryzysu spółka nie korzysta natomiast z usług żadnej agencji public relations. Dlaczego?

— Nie czuliśmy się winni, nie widzieliśmy potrzeby medialnej wojny — zastrzega Adam Michalewicz. — Spółka była i jest w wizerunkowej defensywie, pozostaje oblężoną twierdzą. Jednak jej image da się postawić na nogi, o ile nie będzie znów jakichś negatywnych informacji. Potrzeba na to rozumnych ludzi i co najmniej pół roku — ocenia Jerzy Ciszewski, szef rady nadzorczej MSL Group.

Dziękuję, nie piję

Paweł Trochimiuk, który przez konkurencję traktowany jest nieraz jako „załatwiacz” w ministerstwach, nigdy nie doświadczył wizerunkowego kryzysu zbliżonego do przypadku Michalewicza i Cam Mediów. Dlaczego? Tłumaczy to tym, że z politykami się nie kumpluje i nie pokazuje publicznie.

— Jeśli pracowałem dla polityków to w dyskretny sposób. Moja strategia jest długofalowa: zero wódki z decydentami, sto procent profesjonalizmu. W innym przypadku przy każdej zmianie władzy musiałbym przewracać biznes o 180 stopni. A więc żadnych dróg na skróty — mówi Paweł Trochimiuk.

Siłą rzeczy Cam Media muszą teraz nadać nowy ton w biznesie, by nie dać się wepchnąć na margines branży. Stopniowo ewoluują zatem w stronę nowych technologii (rozwijając w Indonezji i USA Brand24 monitorujący sieci społecznościowe), jak i nisz powiązanych z reklamą miejską (sieć rowerów miejskich Next Bike). Oprócz Kataru Cam Media upatrują szansy także w Senegalu, liczą także na spodziewane w 2014 r. odbicie na rynku reklamy. Jednak zdaniem Jerzego Ciszewskiego, najbardziej pomocny okaże się czas i krótka pamięć biznesowej widowni. Jak długo jeszcze Adam Michalewicz i spółka będą musieli czekać choćby na kolejne zaproszenie z Dohy?