Car wykorzystuje promocyjną okazję

14-06-2018, 22:00

Pachnące na kilometr korupcją okoliczności podwójnej decyzji FIFA z 2010 r. o przyznaniu mundiali nigdy nie zostały do końca wyświetlone.

Rozpoczęty wczoraj w Rosji turniej nazywa się w obu oficjalnych wersjach językowych nieidentycznie — „FIFA World Cup” oraz „Czempionat mira po futbołu FIFA”. Miliardowe rzesze kibiców i tak jednak używają hiszpańskiego terminu „mundial”, czyli „światowy”. Nie jest to ukłon w stronę pierwszych mistrzostw z 1930 r. w Urugwaju, lecz tradycja od spopularyzowanego telewizyjnie turnieju z 1970 r. w Meksyku. Tak już zostało, bez względu na język gospodarzy kolejnych finałów.

Zobacz więcej

Władimir Putin oglądał mecz otwarcia wraz z księciem Muhammadem ibn Salmanem as-Saudem, saudyjskim następcą tronu, oraz Giannim Infantino, prezydentem FIFA. Fot. Bloomberg

Do miliardów przyjaciół na całym świecie ciepło przemówił prezydent Władimir Władimirowicz Putin, gospodarz mistrzostw. To już druga ogromna impreza sportowa, której organizację Rosja otrzymała po wykonaniu równie wielkiej pracy przez kremlowskiego cara — w 2014 r. zimową olimpiadę gościło Soczi. Mundial Putin wywalczył w 2010 r., zgłaszając kandydaturę Rosji alternatywnie na rok 2018 lub 2022. Komitet wykonawczy FIFA pierwszy raz w dziejach podjął wtedy decyzję pakietową, wybierając gospodarzy od razu dwóch turniejów — kolejny, w 2022 r., otrzymał Katar. Pachnące na kilometr korupcją okoliczności podwójnej decyzji nigdy nie zostały do końca naświetlone, niemniej spośród 22 głosujących ówczesnych decydentów FIFA niemal wszyscy zostali później w atmosferze skandalu usunięci — najbardziej znani to Joseph Blatter, Michel Platini i Franz Beckenbauer.

Igrzyska w Soczi oraz rozpoczęty mundial dzielą cztery lata. Jednak światowy wizerunek Rosji, czyli Władimira Putina, przez ten czas radykalnie się zmienił. Otwierając olimpiadę, pozycjonował się na gołąbka pokoju i generalnie tak był odbierany, uczestniczył jako współarchitekt ziemskiego ładu w szczytach G8. Wojna z 2008 r. w Gruzji oceniana była przecież niejednoznacznie, częściowo jako element rosyjskiej samoobrony. Dosłownie kilka dni po zgaszeniu w 2014 r. znicza w Soczi uruchomił jednak uderzenie na Ukrainę, nie tylko w Donbasie, lecz przede wszystkim zagarniając Krym, co społeczność międzynarodowa powszechnie uznała za akt agresji. Notabene wczoraj, kilka godzin przed otwarciem mundialu, Parlament Europejski w uchwalonej nieprzypadkowo w tym dniu rezolucji upomniał się o zapomnianą sprawę Gruzji i wezwał Rosję do zwrotu Abchazji i Osetii Południowej. Europosłowie przypomnieli, że inwazja sprzed dziesięciu lat stanowiła pierwszy tak otwarty atak na porządek europejski.

Ze względu na zainteresowanie kibiców, mundial jest promocyjnym samograjem. Władimir Putin doskonale to rozumie, dlatego budżet turnieju — podobnie zresztą jak zimowych igrzysk — był praktycznie nieograniczony. Sytuacja bardziej przypomina jednak letnie igrzyska w Moskwie z 1980 r., czyli schyłkowej epoki Leonida Breżniewa, gdy Związek Radziecki dokonał agresji na Afganistan. Wtedy z inicjatywy prezydenta Jimmy’ego Cartera część państw zbojkotowało igrzyska, inne zaś startowały pod flagą olimpijską. Ówczesny rozrzut opinii przypomina współczesny stosunek wolnego świata do sankcji na Rosję. Władimir Putin liczy, że może nawet podczas szczytu Rady Europejskiej 28-29 czerwca, czyli przed zakończeniem fazy grupowej, odniesie dzięki mundialowi korzyść. Wystarczy jeden głos sprzeciwu wobec przedłużenia sankcji, np. nowego premiera Włoch. Akurat piłkarze włoscy nie grają, ale kibice sympatyczny turniej oczywiście oglądają…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Car wykorzystuje promocyjną okazję