CBA istnieje i tropi

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-02-15 00:00

Nagłośniona wczoraj afera w Centralnym Szpitalu Klinicznym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ma oprócz wątku korupcyjnego głębsze dno, przy czym nie chodzi tylko o publicznie dołożony ordynatorowi oddziału chirurgii zarzut… zabójstwa. Nie wolno pomijać okoliczności, że szpital MSWiA przy ulicy Wołoskiej jest placówką opiekującą się kierowniczymi kadrami państwa. To właśnie tam trafił premier Leszek Miller prosto z katastrofy śmigłowca etc. Jedynym wyjątkiem jest prezydent RP, który od reaktywowania tego urzędu pozostaje, jako zwierzchnik sił zbrojnych, pod opieką lekarzy wojskowych z ulicy Szaserów.

W powszechnym odbiorze społecznym najmniej zaskakujący jest wątek stricte korupcyjny. Co najwyżej może dziwić, że zarzuty dokonywania operacji płatnych „dodatkowo” dotyczą zabiegów objętych proceduralnymi rygorami jak transplantacje serca. Samo zjawisko „prywatyzacji” oddziałów chirurgicznych jest przecież znane pacjentom jak Polska długa i szeroka. Taryfa opłat zależy od rodzaju zabiegu, dostępności szpitala, opinii, jaką cieszy się specjalista etc. Na łamach „PB” od wielu lat stawia- my tezę — i dzisiaj ją powtórzę — że to właśnie świetnie sobie żyjące w drugim obiegu lobby profesorsko-ordynatorskie jest skorupą skutecznie blokującą autentyczną reformę służby zdrowia i oparcie jej na zdrowych zasadach finansowych.

A zatem kwestia korzyści majątkowych ordynatora G. to jedno, natomiast uczynienie z tego bomby propagandowej — to drugie. Zszokowanie opinii publicznej akurat w tych dniach było zabiegiem socjotechnicznym, osłaniającym i PR-owsko rozpraszającym kryzys polityczny na szczytach władzy, związany z odejściem z rządu Ludwika Dorna. Nigdzie nie padło to wprost, ale w tle odkrycia „moralnego bagna” w szpitalu MSWiA snuje się oczywisty wątek, iż jest to fragment większej całości — generalnie słabego nadzoru poprzedniego kierownictwa nad resortem. Aferę nagłośnił przecież zwycięzca w starciu z Dornem — Zbigniew Ziobro. Z tego samego pnia wyrasta demonstracyjne podkreślanie przez niego znakomitej współpracy prokuratury z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym, kontrastujące z niskimi ocenami dokonań policyj-nego Centralnego Biura Śledczego.

Ministrowie Zbigniew Ziobro i Mariusz Kamiński (wczoraj dowiedzieliśmy się, że to również minister…) mogą na konferencji prasowej stawiać każdą tezę, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności za słowo. Przypomnijmy, jak to Kamiński na samym starcie ogłosił wierchuszkę listy korupcyjnych przestępców: na czele umieścił Jana Kulczyka (ani chybi to as pikowy), za nim Aleksandra Gudzowatego (kierowy) i Ryszarda Krauzego (karowy). Zbesztany przez politycznych szefów za rzucanie oskarżeń bez dowodów, natychmiast zaczął odkręcać własną wypowiedź, że tak naprawdę są to szacowni biznesmeni, a on miał coś innego na myśli...

Można postawić każde pieniądze, że szef CBA nie porzucił myśli dobrania się do asów swojej talii, tyle że na razie ma z tym pewne problemy, może dowodowe. „Cyniczny, bezwzględny łapówkarz” ze szpitala, nawet z Wołoskiej, co najwyżej może być, powiedzmy, siódemką treflową. Ale dobre i tyle, aby efektownie i w odpowiednim politycznie momencie przypomnieć, że CBA w ogóle istnieje.