Służby chcą sprawdzić przetargi informatyczne rozstrzygnięte w 2008 r.
CBA zażądało od
największego polskiego
banku wglądu
do dokumentacji przetargów
z 2008 r. na zakup
sprzętu informatycznego.
Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA) jest na tropie dużej korupcji w światku informatycznym — twierdzą nasi informatorzy. Sprawdzamy te doniesienia od kilku tygodni. Według naszych informacji, agenci CBA badają, czy firmy informatyczne ustawiały przetargi, płacąc "haracze" dostawcom technologii za oferowanie najlepszych cen (opis procederu w ramce). CBA odmówiło komentarza na ten temat.
"Służby specjalne, w tym Centralne Biuro Antykorupcyjne, nie informują, jakie sprawy, osoby, firmy i instytucje pozostają lub też nie pozostają w zainteresowaniu CBA" — napisał do nas Temistokles Brodowski z CBA.
Na celowniku PKO BP
— Do CBA i innych służb trafiło kilka doniesień w tej sprawie. Wynika z nich, że w kilku dużych korporacjach informatycznych są "bardziej lubiani" partnerzy, dla których rezerwuje się poszczególne "tematy". W zamian za kasę na boku — mówi nasz informator.
Częściowo przedstawiciele "oskarżanych" firm (nie podajemy nazw, gdyż nie mamy dowodów na ich uczestnictwo w nielegalnych działaniach) potwierdzają, że w poszczególnych instytucjach preferowani są określeni partnerzy. Część z nich zdecydowanie zaprzecza jednak, że to proceder korupcyjny.
— Jeśli partner wypracuje sobie pozycję w jakiejś instytucji, to jest normalne, że otrzymuje od nas preferencyjne warunki. Ale nie ma mowy o tym, żeby za to płacił czy też był wykorzystywany jako pośrednik do korumpowania pracowników instytucji — mówi przedstawiciel jednej z korporacji.
Według naszych informatorów, w kilku dużych instytucjach publicznych szykują się kontrole CBA. W piątek dostaliśmy sensacyjną informację od jednego z informatorów, że w ubiegły poniedziałek CBA miało wkroczyć do PKO BP.
— Nic takiego nie miało miejsca — informuje Izabela Świderek-Kowalczyk, rzecznik PKO BP.
Przyznaje jednak, że CBA interesuje się przetargami informatycznymi w banku. Udało nam się ustalić, że służby wystąpiły o wgląd do dokumentacji przetargowej w PKO BP już w końcu lutego — zażądano dokumentów dotyczących wszystkich przetargów na sprzęt informatyczny (od serwerów, komputerów, do urządzeń peryferyjnych) z 2008 r. To zakupy za co najmniej kilkadziesiąt milionów złotych.
— Ale to nie znaczy, że jest jakakolwiek kontrola w banku. CBA wystąpiło o wgląd do dokumentacji na podstawie ogólnego artykułu, nie powołując się na żadne konkretne śledztwo. Zażądano wglądu do bardzo obszernej dokumentacji, dlatego poprosiliśmy o uszczegółowienie oczekiwań — mówi rzecznik banku.
Awantury korporacyjne
Zdaniem kilku naszych informatorów, cała awan- tura wynika z roszad personalnych w branży informatycznej i przejmowaniem całych działów handlowych przez konkurencję.
— Oni potem budują sobie relacje z klientami w innych firmach, co oczywiście nie podoba się poprzednim pracodawcom. W czasach kryzysu zaś wszyscy starają się pilnować biznesu — mówi jeden z naszych rozmówców.
— Ale żeby od razu posuwać się do donosów do Centralnego Biura Antykorupcyjnego, i to kosztem klientów. Jestem zniesmaczony całą tą sprawą — mówi prezes jednej z dużych firm informatycznych.
Między nami partnerami
Instytucja publiczna kupiła sprzęt producenta X. Po jakimś czasie musi dokonać modernizacji sprzętu lub dodatkowych zakupów uzupełniających. Producent X (albo jego partner) zrobi wszystko, żeby już na etapie przygotowania specyfikacji wykluczyć konkurencyjnych dostawców technologii. Wytłumaczenie czasem jest proste: sprzęt musi być jednorodny. Czasem jest to decyzja w pełni uzasadniona.
Ogłoszony zostaje przetarg, w którym faworyzowana jest technologia X.
Jeśli "ustawienie" przetargu załatwiał konkretny partner, to on ma zapewnione u producenta X najlepsze ceny na technologię (serwery, komputery, sprzęt sieciowy czy oprogramowanie). Żeby przetarg nie był podejrzany ze względu na jedną ofertę, staje do niego kilku innych partnerów z gorszymi cenami (albo z cenami niższymi, ale z błędami w ofercie, tak żeby oficjalna oferta podlegała odrzuceniu).
Jeśli przetarg "ustawiał" bezpośrednio producent X, to on decyduje, który partner w przetargu otrzymuje najlepszą cenę. Jeśli producent X w wielu miejscach preferuje określonego partnera, pojawiają się podejrzenia, że dochodzi do korupcji na styku partner — producent. Wszyscy producenci zapewniają, że do takich procederów nie dochodzi. Ich pracownicy już nie są tego tacy pewni.
Na całym procederze traci instytucja publiczna, bo musi zapłacić więcej za sprzęt ze względu na wielu pośredników. Nierzadko się zdarza, że wszyscy uczestnicy przetargu na nim zarabiają (a nie tylko zwycięzca), przez tworzenie tzw. łańcuszków. Polegają one na tym, że producent X sprzedaje sprzęt najdroższemu w przetargu partnerowi, ten odsprzedaje kolejnemu z niewielką marżą i tak aż do zwycięzcy przetargu.
Łańcuszki sprawiają, że np. inwestorów giełdowych czeka miła niespodzianka, bo okazuje się, że firma, która przegrała dany przetarg, potem komunikuje, że na nim zarabia. Jak to się dzieje, że sprzedaje sprzęt partnerowi znacznie taniej niż wcześniej oferowała w przetargu? Pewnie wyjaśnia to CBA.
Mariusz
Zielke