Czechy, Słowacja, Rosja czy Rumunia — na tych rynkach CCC, największa polska firma obuwnicza, czuje się jak ryba w wodzie. Nie tylko ona, pokaźna grupa polskich detalistów spróbowała sił w regionie. Okazuje się, że CCC ma większy apetyt.

— Zdecydowaliśmy o utworzeniu spółki zależnej w Austrii. Czujemy się na tyle dojrzałą, silną finansowo, produktowo i koncepcyjnie organizacją, że decyzja o rozpoczęciu ekspansji na rynki Europy Zachodniej była kwestią czasu. To, co nas popchnęło do zdecydowanych działań, to coraz bardziej odczuwalny kryzys i zmniejszanie się realnych dochodów w wielu krajach tzw. starej Europy.
Sukces naszego modelu biznesowego w Austrii z pewnością zaowocuje rozszerzeniem zainteresowań o inne kraje — mówi Piotr Nowjalis, dyrektor finansowy CCC.
Niedawno spółka zapowiadała, że w tym roku otworzy 120 sklepów. — Wiemy już, że będzie ich nie mniej niż 150 i co najmniej 65 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej, z czego dwie trzecie przypadnie na rynki zagraniczne — dodaje Piotr Nowjalis.
Przewaga cenowa
Doświadczenie na Zachodzie zdobył obuwniczy Gino Rossi, który ma w Niemczech pięć sklepów. Ale do tej pory nie zawsze były to miłe doświadczenia. — Sklepy zyskują na rentowności. Liczę, że w tym roku wyjdą na zero, a w przyszłym będą dochodowe — mówi Tomasz Malicki, prezes Gino Rossi. Głównym kierunkiem ekspansji zagranicznej dla Gino Rossi ma być jednak Wschód. W tym roku zagraniczna sieć powiększy się o dwa sklepy: na Łotwie i Litwie.
— W sumie liczymy na 10-11 nowych sklepów w kraju i za granicą w tym roku, przy czym kilka nierentownych zamkniemy — zapowiada Tomasz Malicki. Wschód skusił też obuwniczego Wojasa, którego sieć w zeszłym roku liczyła 140 sklepów.
— Na Ukrainie szykuje się trzeci i czwarty sklep franczyzowy. Dwa sklepy otworzymy w Kaliningradzie i jesteśmy blisko podpisania umowy na jeden-dwa w Mińsku. Rozmawiamy też z klientami z Niemiec i innych krajów. Być może u zachodnich sąsiadów uruchomimy sklep partnerski — mówi Wiesław Wojas, prezes Wojasa. Jest przekonany, że Europa Zachodnia jest trudniejsza, głównie ze względu na silną konkurencję i przyzwyczajenia konsumentów. Ale również w Europie Wschodniej nie jest łatwo.
— Bardziej cywilizowany handel na Wschodzie dopiero powstaje. Do tej pory odbywał się na bazarach i w małych sklepach — zauważa Wiesław Wojas. Do granic rozwoju w Polsce doszedł także odzieżowy Solar, który ma 74 sklepy własne i siedem franczyzowych. Zerka za obie granice Polski.
— Za granicą nastawiamy się przede wszystkim na Niemcy i Rosję — mówi Stanisław Bogacki, prezes Solara.
Jego zdaniem, ten pierwszy kraj wydaje się bardziej perspektywiczny, bo ceny Solara w relacji do jakości produktów są uznawane za atrakcyjne. — W 2012 r. za granicą otworzyliśmy cztery sklepy franczyzowe. W tym roku zamierzamy uruchomić do ośmiu — mówi Stanisław Bogacki.
Łatwiej i rozsądniej
Analitykom strategia wychodzenia poza Polskę się podoba, ale przychylniej patrzą na kierunek wschodni.
— Polscy detaliści w ramach ogólnego rynku europejskiego mają do wyboru dwa zasadnicze kierunki. Zachodni, z istotnie większą konkurencją oraz poniekąd wyższymi cenami, ale już niekoniecznie marżami, bo koszty prowadzenia biznesu są wyższe. Na Zachodzie trudniej także pozyskać atrakcyjne powierzchnie w odpowiedniej ilości, aby ekspansja miała sens. Należy pamiętać, że silną pozycję mają tam znane marki, w wyniku czego ekspansja będzie mocno utrudniona — mówi Bartosz Arenin, zarządzający Copernicus Capital TFI.
Drugi kierunek — Europa Wschodnia i Południowo-Wschodnia, według niego, są dużo bardziej atrakcyjne, bo są na ścieżce wzrostu.
— A przy braku tak silnej konkurencji możliwe jest w średnim terminie uzyskanie dobrych lokalizacji oraz atrakcyjnych marż. Biorąc pod uwagę segment cenowy, w którym działają takie spółki jak LPP i CCC, i stan rozwoju i zamożności społeczeństw, odpowiedź na pytanie, który kierunek wybrać, wydaje się jednoznaczna — mówi Bartosz Arenin. Apetyt na zagraniczne rynki ma obuwniczy Kazar.
— Uruchomiliśmy proces wyjścia za granicę. Obieramy kierunek na Wschód, czyli Rosja i Ukraina, ale nie tylko. Mamy wiele propozycji z krajów europejskich — mówi Artur Kazienko, prezes Kazara.
Docelowo Kazar chce mieć w Polsce 55-60 sklepów (w 2012 r. miał 43), w tym roku planuje otwarcie sześciu-siedmiu. Szef i założyciel ma nadzieję, że w ciągu roku- -półtora pojawi się pierwszy zagraniczny sklep firmy. A to otworzy mu drogę do wejścia na giełdę. — Gdy zwiększymy skalę działania, wejście na parkiet będzie wydawać się bardziej uzasadnione — mówi Artur Kazienko.
OKIEM PRZEDSIĘBIORCY
Na Wschodzie widzimy wielką szansę
DARIUSZ PACHLA
wiceprezes LPP
W tym roku otworzymy około 100 sklepów poza granicami Polski, których łączna powierzchnia wyniesie 70 tys. mkw. Będziemy mieć więc 440 zagranicznych placówek, w tym połowę w Rosji. Nie ma planów dotyczących rozwoju w krajach innych niż obecnie. Nie chodzi o to, że sytuacja na innych rynkach wstrzymuje nas w rozwoju, ale chcemy wykorzystania olbrzymich możliwości pojawiających się na Wschodzie. Tu możemy uczestniczyć w budowie nowoczesnego handlu, który w Europie Zachodniej już jest. Jeśli tego nie wykorzystamy, to bezpowrotnie stracimy przewagę w myśl zasady „kto pierwszy, ten lepszy”. Warto być tam, gdzie się dopiero buduje handel, nawet kosztem odrzucenia szans w Europie Zachodniej. Jeżeli za parę lat zdecydujemy się jednak tam zaistnieć, to w tym regionie niewiele się zmieni. Dlatego kierujemy się tam, gdzie mamy największe szanse odnieść sukces. To jest dla nas priorytet. To nie prawda, że rynek zachodni ma jakieś niedościgłe oczekiwania wobec dostawców. Sposób prowadzenia biznesu, podejście do niego, źródło zaopatrzenia jest takie samo, bo modele tego biznesu są zbliżone we wszystkich regionach świata. Nie czujemy się gorsi od firm operujących na Zachodzie. Choć nasze obroty są 50-60 razy mniejsze od największych firm z branży, jak np. Inditeksu, a nasze tempo przyrostu powierzchni handlowej jest o kilkadziesiąt procent niższe, to podejmujemy poważny wysiłek organizacyjny. Nigdy nie mieliśmy sklepu w Europie Zachodniej, więc trudno żebyśmy dawali rady, jak działać. CCC i LPP dobrze wykorzystały szanse w Polsce, ale nie znaczy to, że taka szansa będzie też w innych krajach. Jeśli firma nie jest światowym graczem, a żadna polska nie jest, to trzeba rozważnie wybierać rynki. Analizować konkurencję i specyfikę danego kraju. Tylko najwięksi gracze nie muszą na to zwracać większej uwagi.
Z bazaru na parkiet
Dariusz Miłek jest jednym z najbogatszych Polaków (z majątkiem 1,55 mld zł jest 10. na liście „Forbesa”). Na początku zasłynął jako kolarz, zdobył nawet wicemistrzostwo Polski. Przygodę z biznesem zaczynał od handlu butami na targowisku w Lubinie. Jest założycielem firmy obuwniczej CCC, oferującej asortyment z najniższejpółki cenowej, która jest jedną z największych detalistów na warszawskiej giełdzie. W 2012 r. przychody CCC wyniosły 1,26 mld zł, i były o 27,3 proc. wyższe niż rok wcześniej. Obecnie Dariusz Miłek jest właścicielem 34,8 proc. akcji CCC. Oprócz obuwniczego imperium jest też właścicielem kilku galerii handlowych.