Celnicy, cygara i korupcja

Rujnowali firmy, a sami brali łapówki. Takie może być drugie dno sprawy z cyklu „Państwo w państwie”.

Helena Wróbel z Wilkowa pod Złotoryją została niedawno wezwana na policję w charakterze świadka w postępowaniu dotyczącym brania łapówek przez dwóch celników z Legnicy. Tych samych, którzy są zamieszani w sprawę czeskich cygar prezentowaną w ramach cyklu „Państwo w państwie” przez Telewizję Polsat i „Puls Biznesu”. Cygara importowała do Polski firma Kent-Pak z Bielska-Białej. Świadoma preferencji akcyzowych uzyskała wcześniej z Dyrekcji Generalnej Ceł w Pradze oraz od biegłego akredytowanego przy praskim sądzie zaświadczenia potwierdzające, że importowane wyroby spełniają unijną definicję cygar. Wiążącą informację taryfową w tym zakresie wydała też Izba Celna w Warszawie. Mimo to na początku 2010 r. jeden z transportów zatrzymali celnicy z Bielska-Białej, twierdząc, że cygara to nie cygara, tylko „tytoń do palenia”. Ta subtelna różnica w nazewnictwie oznaczała konieczność odprowadzenia dużo wyższej akcyzy. W przypadku Kent-Paku wyliczono ją na 13 mln zł. Spór o tę sumę wciąż toczy się w sądzie. Represje dotknęły nie tylko importera, ale również dystrybutorów jego cygar, w tym hurtownię Heleny Wróbel. W tym wątku pojawili się właśnie celnicy z Legnicy.

— To rodzinna firma. Pracowaliśmy razem z mężem i synem. Któregoś dnia syn pojechał do klienta do Lubina. Tam podszedł do niego mężczyzna, który chciał dokonać zakupu bez rachunku i faktury. Syn się nie zgodził. Wtedy podszedł drugi i ujawnili się jako pracownicy urzędu celnego — opowiada Helena Wróbel. Zajęli cygara za około 40 tys. zł. Uszczuplenie wpływów podatkowych budżetu państwa oszacowali na około 270 tys. zł. Sama Helena Wróbel została oskarżona o tzw. paserstwo akcyzowe. W sądach wygrała.

— Uwolniłam się od zarzutów, ale celnicy doprowadzili firmę do ruiny. Straciliśmy klientów, bo rozpowszechniali wśród nich informacje, że jeśli będą z nami handlowali, to będą mieli kłopoty. Obecnie próbujemy rozwijać inną działalność — mówi Helena Wróbel.

W trakcie niedawnego przesłuchania na policji dowiedziała się, że celnicy są oskarżani o przyjmowanie łapówek od właścicieli sklepów z Dolnego Śląska, w których przeprowadzali kontrole w zakresie oznaczania alkoholu i tytoniu znakami akcyzy. Chodziło o kwoty rzędu 200-800 zł, nie gardzili też butelką whisky. Prokuratura Okręgowa w Legnicy planuje prowadzić śledztwo w tej sprawie do 9 marca 2013 r., ale zarzuty celnikom przedstawiła bezpośrednio po zatrzymaniu, które nastąpiło w maju 2012 r.

— Zmierzamy do skierowania aktu oskarżenia do sądu. Nie wykluczamy, że nastąpi to wcześniej niż 9 marca 2013 r. — informuje prokurator Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Celnicy, cygara i korupcja