Cena gazu bije tak, że dopłaty nie pomagają

Kamil Kosiński
opublikowano: 2006-11-06 00:00

Łączenie małych, rodzinnych gospodarstw w wielkoobszarowe przedsiębiorstwa rolne cieszy producentów nawozów. Gorzej, że drożeje gaz.

Niespełna dwa tygodnie temu zarząd Zakładów Chemicznych Police odwołał prognozę zysku netto na rok 2006. Różnica między wartością zapowiadaną na początku sierpnia 2006 r. a szacowaną zaledwie dwa i pół miesiąca później przekroczyła bowiem 10 proc. Firma nie zdecydowała się przy tym na przedstawienie kolejnej prognozy wyniku netto. Stało się tak mimo zgodnych z wcześniejszymi prognozami przychodów ze sprzedaży, które na koniec 2006 r. mają osiągnąć prawie 1,7 mld zł.

„Zasada rzetelności informacyjnej nie pozwala zarządowi na podanie prognozy zysku. Analizując sytuację w spółce, zarząd uznał, że obecnie zbyt wiele czynników niemożliwych do precyzyjnego przewidzenia wpływałoby na prognozowany zysk netto. Opublikowanie w tym momencie nowej prognozy wyniku finansowego netto mogłoby wprowadzać w błąd” — podała firma w komunikacie.

Nowy zarząd — kieruje firmą od września — ocenia, że negatywny wpływ na kondycję firmy ma m.in. skokowy wzrost cen podstawowych surowców, w tym gazu ziemnego, w pierwszym półroczu 2006, oraz niska siła nabywcza polskich rolników.

Wygląda jednak na to, że inni wytwórcy nawozów azotowych, a więc takich, których produkcja opiera się na przetwórstwie gazu, nie pójdą śladem Polic.

— Nie chcę komentować sytuacji Polic, ale my nie planujemy korekty wyniku — zapewnia Bartłomiej Cząstkiewicz, prezes Zakładów Azotowych Kędzierzyn.

Dla Polic sprzedaż nawozów to prawie trzy czwarte przychodów. Jednak nawet Zakłady Azotowe Puławy — po Policach najbardziej uzależnione od sprzedaży nawozów — nie zdecydowały się na korekty wyników. Zaledwie w ostatni czwartek podtrzymały wcześniejsze prognozy.

— Osiągnęliśmy zadowalający poziom zysku, pomimo wyższych o ponad 28 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym cen gazu, naszego podstawowego surowca produkcyjnego — stwierdziła przy tej okazji Małgorzata Iwanejko, prezes Zakładów Azotowych Puławy.

Cen windować nie można...

W celu zrekompensowania wzrostu cen gazu i poszukiwania dodatkowych źródeł zysku Puławy zajmują się m.in. przeróbką ciekłego amoniaku. Szefowa firmy przyznaje bowiem, że z taką sytuacją na rynku gazu wcześniej Puławy się nie spotkały. W trakcie sezonu 2005/2006 firma musiała pogodzić się aż z czterema podwyżkami cen głównego surowca: w lipcu 2005 o 8,5 proc., w październiku 2005 o 7,4 proc., w styczniu 2006 o 10,5 proc. i w kwietniu 2006 o 7,6 proc.

— O cenach produktów nawozowych decydują prawa rynkowe. Oczekiwania naszych akcjonariuszy są takie, aby w maksymalnym stopniu przenosić wzrost cen surowców do produkcji na ceny produktów finalnych, aby w efekcie osiągnąć wzrost zysku. Jednak ceny gazu, które rosły od 2005 r., dotychczas nie przełożyły się na rolnictwo, tj. na wzrost cen nawozów — podkreśla Marek Sieprawski z Zakładów Azotowych Puławy.

— U nas ceny są wyższe niż w Niemczech. Nie ma więc możliwości podnoszenia cen nawozów. Unijne dopłaty dla rolników wpłynęły na płynność sprzedaży i skłonność do zakupów, ale nie są w stanie zrekompensować ewentualnego wzrostu cen — dodaje Wojciech Lubiewa-Wieleżyński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Zresztą sprzedaż nawozów choć rośnie, to bez specjalnych fajerwerków. Dotychczasowy wpływ dopłat dla rolników na zużycie nawozów też jest przez branżę chemiczną oceniany dość wstrzemięźliwie. Uważa się, że to tylko jeden z elementów wpływających na popyt i do tego trudno go uznać za najbardziej znaczący. Przedstawiciele producentów zwracają za to uwagę na coraz bardziej profesjonalne podejście rolników do ich zawodu, a co za tym idzie — bardziej świadome podejście do nawożenia jako takiego.

— W ostatnich latach rolnictwo bardzo się zmieniło. Wpłynęło na to wiele czynników, nie tylko dopłaty, ale też ogólne zmiany w kraju, prowadzące m.in. do zwiększania powierzchni gospodarstw i przekształcania ich w profesjonalne przedsiębiorstwa rolne — uważa Bartłomiej Cząstkiewicz.

To jedna z przyczyn, które sprawiły, że sprzedaż nawozów jest coraz bardziej przewidywalna, a ich dostawy coraz częściej kontraktowane są znacznie przed terminem użycia. Pozwala to zakładom chemicznym racjonalnie planować produkcję i unikać problemów ze składowaniem wyrobów gotowych, które w przypadku niektórych nawozów jest obarczone istotnymi obostrzeniami prawnymi.

...a i eksport nie jest łatwy

Według prognoz Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Nawozów (EFMA) zużycie nawozów w Polsce będzie w najbliższych latach rosło, co powinno wynikać z dalszego unowocześniania polskiego rolnictwa, wyrównywania wskaźnika nawożenia w Polsce do poziomu zachodnich krajów UE, czy też zwiększania produkcji „azotolubnego” rzepaku przeznaczonego do wytwarzania biopaliw. Czy skorzystają na tym rodzimi producenci, zależy jednak w dużej mierze od postawy Komisji Europejskiej, która dotychczas starała się chronić rynek Wspólnoty przed niekontrolowanym napływem produktów z krajów byłego ZSRR, gdzie gaz — a co za tym idzie i oparte na nim nawozy — jest znacznie tańszy niż w Polsce.

— Nie ulega wątpliwości, że z uwagi na znaczący udział w kosztach produkcji nawozów, przewagę mają ci, którzy mogą sobie zapewnić dostawy tańszego surowca. Zagrożenie polskich producentów jest takie samo jak pozostałych producentów w UE. Wspólnota Europejska jest chroniona środkami, które zabezpieczają przed nadmiernym napływem nawozów z obszarów, gdzie trudno mówić o rynkowym kształtowaniu cen — komentuje Marek Sieprawski.

Jednak eksportować nawozy do Polski chcą nie tylko kraje byłego ZSRR. W 2005 r. Polska wchłonęła wyprodukowane za granicą nawozy o wartości 305 mln EUR, z czego ponad 170 mln EUR przypadało na produkcję innych krajów Unii. Eksport był co prawda o 61 mln EUR większy od importu, ale sytuacja ta może się zmienić. Puławy już przyznały, że w związku z umocnieniem złotego w stosunku do euro, w którym realizują większość obrotów walutowych, zmniejszeniu uległa sprzedaż eksportowa spółki, w tym dotychczasowego hitu eksportowego — płynnego nawozu RSM.