W środę różnica między ceną minimalną a maksymalną akcji Mostostalu Warszawa (MW) sięgała 15 proc., a inwestującym w jego papiery nie przysługiwało już prawo poboru nowych papierów. Kurs MW pozostanie niespokojny przynajmniej do czasu podania przez spółkę ceny najbliższej emisji akcji. Niestety, zwlekanie z jej publikacją zaczyna być powoli tradycją. Przerabialiśmy już to w Getinie, Asseco czy PBG. Tradycją groźną dla niedoświadczonych, krótkoterminowych inwestorów.
Im niższa cena nowej emisji, tym większa teoretyczna wartość prawa poboru, i tym mocniej powinien spaść kurs spółki, gdy jej akcje notowane są już bez tego prawa. MW dawno nie sygnalizował, jakie środki chce zebrać z rynku. Jeśli nadal, jak kilka miesięcy temu, liczy na 70 mln zł (cena emisyjna wyniosłaby 7 zł), kurs akcji powinien w środę zniżkować z 15,3 zł do 11,15 zł. Jeśli jednak emitent ustali cenę na poziomie zbliżonym do rynkowego, kurs mógłby w ogóle nie zauważyć odcięcia prawa poboru.
Zakładamy, że każda poważna spółka na chwilę przed ofertą wie, do jakiego poziomu chce podwyższyć kapitał. Nie powinna więc zwlekać z publikacją ceny emisyjnej. Ktoś podejrzliwy mógłby przecież zasugerować, że insiderzy wykorzystają rozchwianie kursu do taniego zakupu i drogiej sprzedaży papierów.