— Ciśnienie rośnie — tak o sygnałach płynących z zachodniej centrali firmy mówi Jarosław Pole z portugalskiego EDP Renewables Polska, największego gracza na rynku lądowych farm wiatrowych w Polsce, a jednocześnie ekspert Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Centrala ciśnie, bo chce widzieć postępy polskiego biznesu. Tymczasem na agresywny rozwój polski zarząd się nie decyduje, bo czeka na ramy prawne, czyli nową ustawę o odnawialnych źródłach energii. A ustawy jak nie było, tak nie ma.
— W obliczu niepewności prawnej większość inwestorów zagranicznych albo zamrozi działania, albo się wręcz wycofa. Atrakcyjniej wygląda choćby rynek bułgarski — alarmuje Jarosław Pole. Z rządu płyną sygnały, że nowa ustawa wejdzie w życie z początkiem 2014 r. Czy EDP wytrzyma do tego czasu? — Miejmy nadzieję — odpowiada Jarosław Pole.
Innym wielkim graczom tej cierpliwości nie starczyło. Duński Dong i hiszpańska Iberdrola wystawili aktywa na Innym wielkim graczom tej cierpliwości nie starczyło. Duński Dong i hiszpańska Iberdrola wystawili aktywa na sprzedaż (transakcje, o łącznej wartości 2 mld zł, są na ostatniej prostej).
sprzedaż (transakcje, o łącznej wartości 2 mld zł, są na ostatniej prostej). Na wstrzymanie wziął Polish Energy Partners (PEP), przejęty niedawno przez grupę Kulczyk Investments.
— Rozwijamy aktywa, które mamy już w portfelu. Nie planujemy żadnych przejęć — mówił „PB” niedawno Zbigniew Prokopowicz, prezes PEP. Aktywne na wiatrowej arenie są jedynie państwowe firmy, zachęcane do działań przez właściciela. Dlatego o aktywa Donga i Iberdroli ubiega się m.in. PGE i Energa. Firmy prywatne przy niestabilnym prawie nie chcą wydawać pieniędzy.
— W nowej ustawie kluczowa jest dla nas stabilność wsparcia, najlepiej przez okres 20 lat, a także zagwarantowanie okresu przejściowego. Wartość samego współczynnika wsparcia ma drugorzędne znaczenie — zauważa Jarosław Pole.