Kwietniowe 14,7 proc. to powrót do wyniku sprzed roku, właśnie tyle GUS podawał na styku maj/czerwiec 2022 r. Znacznie gorzej jednak wygląda rozbicie ogólnego wskaźnika wzrostu cen i usług konsumpcyjnych na sektory. Liderem fatalnego peletonu pozostawała w kwietniu żywność z wynikiem 19,7 proc. Trend się nie zmienia, zatem przednówek – czyli po staropolsku okres biedowania i drożyzny od wiosennego wyczerpania się zgromadzonych na zimę zapasów do nowych plonów – na pewno przeciągnie się do lata.
W analizowaniu zjawiska inflacji niepojęte jest zachłystywanie się odczytami rok do roku, przy pomijaniu miesiąca do miesiąca. Robią tak wszyscy komentujący – ekonomiści, politycy, media. Zestawianie cen w obecnym miesiącu oraz takim samym sprzed roku obarczone jest pewną istotną wadą, albowiem jeśli trafia się – wtedy lub teraz – zjawisko tzw. czarnego łabędzia, czyli wydarzenie absolutnie zaskakujące i czasami punktowe, to wyniki porównawcze są nim oczywiście skażone. Akademicki przykład takiego czarnego ptaszyska to oczywiście napad Rosji 24 lutego 2022 r. na Ukrainę, po którym dobre czasy w gospodarce się skończyły, co w najróżniejszych danych makro stało się zauważalne od marca, a luty 2022 r. wyszedł jeszcze normalnie. Dla realnej sytuacji inflacyjnej, w szczególności odczuwanej przez gospodarstwa domowe oraz podmioty gospodarcze, w praktyce znacznie ważniejszy jest odczyt miesiąc do miesiąca. Grudzień kończący rok 2022 wypadł zaskakująco przyzwoicie, dzięki licznym świątecznym promocjom GUS ogłosił zaledwie 0,1 proc. inflacji. Musiało się to odbić w nowym roku 2023 – inflacja m/m w styczniu gwałtownie wybiła do aż 2,5 proc., w lutym zjechała do 1,2 proc, w marcu wyniosła 1,1 proc., wreszcie nadszedł bardziej optymistyczny kwiecień ze wskaźnikiem 0,7 proc.
Przypominam arytmetyczny elementarz, ponieważ szokujące są wyniki badań na temat wiedzy społeczeństwa o inflacji. Znaczna część Polaków źle interpretuje dane, całkowicie myląc spadek tempa galopady cen z ich… obniżaniem się! Bardzo charakterystyczny jest rozkład tego zdumiewającego błędu w elektoratach partii rywalizujących o głosy w wyborach, które odbędą się już za pięć miesięcy (termin najbardziej prawdopodobny to niedziela, 15 października). W badaniu portalu ciekaweliczby.pl spadek inflacji myli ze spadkiem cen aż 21 proc. respondentów popierających Prawo i Sprawiedliwość. W grupie zwolenników Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy taki fatalny błąd popełniło jedynie kilka procent odpowiadających.
Na podstawie przytoczonych wyników znacznie łatwiej zrozumieć akceptację elektoratu PiS dla rządowych decyzji proinflacyjnych. Choćby takich, jak ogłoszone zaskakująco przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego w minioną niedzielę na zakończenie konwencji PiS. Przecież wpuszczony na rynek od początku 2024 r. nowy, ogromny strumień pustego pieniądza pokrywającego nowe programy społeczne PiS oczywiście będzie stymulował konsumpcję. W związku z tym producenci i usługodawcy oczywiście podniosą ceny, bo podwyższone koszty zakupów wyrówna rodzicom państwo. Nieuchronnie będzie to prowadziło do wyższej inflacji. Rząd zapowiada, że projekt budżetu na 2024 r. zostanie zbilansowany i znajdą się pieniądze m.in. na skokowe zrewaloryzowanie 500+ aż do 800+. Źródłem mają być m.in. zwiększone wpływy z VAT, a także CIT i PIT. Będą większe, ale wyłącznie księgowo – dzięki inflacji…

