Ceny mieszkań będą hamować

Kamil ZatońskiKamil Zatoński
opublikowano: 2020-01-13 22:00

Słabsza dynamika PKB i wynagrodzeń oraz niższa rentowność najmu mieszkań będą tonować popyt na nie, uważa Bartosz Turek z HRE Investments.

Choć większość mieszkań w Polsce kupowanych jest za gotówkę, to dane z Biura Informacji Kredytowej (BIK) stanowią dobrą podpowiedź co do perspektyw rynku nieruchomości. Te najnowsze sugerują, że coraz bardziej prawdopodobne jest obniżenie tempa wzrostu cen mieszkań poniżej tempa zanotowanego w 2019 r. (wedługGUS w III kw. było drożej o 9 proc. niż rok wcześniej).

— Firma ta publikuje informację o średniej kwocie kredytu mieszkaniowego wnioskowanej przez kredytobiorcę. Jest to liczba w pełni zależna od warunków transakcji ustalonych przy okazji podpisania umowy przedwstępnej kupna — sprzedaży nieruchomości. Naturalna jest tutaj bardzo wyraźna korelacja, że Polacy ograniczają apetyty na hipoteki, gdy mieszkania tanieją, i odwrotnie — kupujący muszą pożyczać więcej, gdy mieszkania drożeją — podkreśla Bartosz Turek.

W grudniu 2019 r. przeciętny wniosek opiewał na 288,1 tys. zł. To o 8,6 proc. mniej niż rok wcześniej.

— Wzrost jest wciąż duży, ale już nie dwucyfrowy, co jeszcze kilka miesięcy temu nie było niczym zaskakującym. To może sugerować, że w ostatnim czasie ceny mieszkań rosną trochę wolniej. I choć na twarde dane potwierdzające to przypuszczenie przyjdzie poczekać jeszcze kilka miesięcy, to bez wątpienia wyhamowanie wzrostów cen mieszkań byłoby przyjęte z ulgą przez wiele osób — uważa analityk HRE Investments.

Jak zaznacza, wolniejszy wzrost przeciętnej wnioskowanej kwoty kredytu nie znaczy jednak, że popyt na kredyty maleje.

— Dobitnie świadczy o tym najnowsza publikacja BIK. Wynika z niej, że wciąż przybywa chętnych na mieszkaniowe długi. Liczba składanych wniosków kredytowych była bowiem w grudniu 2019 r. o prawie 20 proc. wyższa niż rok wcześniej. To daje bankom nie tylko możliwość bicia historycznych rekordów wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych, ale też jest idealną okazją do podnoszenia kosztu kredytu czy stawiania przed potencjalnymi kredytobiorcami wyższych wymagań — dodaje analityk.