Wstrzymanie dostaw ropy nie powinno wpłynąć na ceny paliw w Polsce oraz dostawy na rynku krajowym, ponieważ mamy zapasy i rezerwy - uważa ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak.
"Nie sądzę, aby w tej sytuacji producenci mieli odwagę podnieść ceny" - dodał.
W nocy z niedzieli na poniedziałek wstrzymane zostały dostawy płynącej z Rosji ropy naftowej do Polski i Niemiec. Przyczyny wstrzymania dostaw surowca nie są znane. Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych "Przyjaźń" oczekuje wyjaśnień w tej sprawie od białoruskiej spółki rurociągowej Gomel Transniet i rosyjskiej spółki transportującej ropę naftową Transnieft.
Komentując te doniesienia, Szczęśniak powiedział w poniedziałek PAP, że jeśli konflikt będzie się przedłużał, to Polska będzie musiała przejść na dostawy drogą morską, a one są znacznie droższe.
Wówczas - jak podkreślił - dla konsumentów mogłaby to być to kilkugroszowa podwyżka cen. Zdaniem Szczęśniaka ogólnie dla całej gospodarki szacunkowe straty mogłyby sięgnąć około 1 mld zł. "Ropa dostarczana drogą morską jest znacznie droższa. Poza tym polskie firmy straciłaby dochody z tytułu przesyłu" - dodał.
Według eksperta - firmy, które są uzależnione od dostaw ropy z Rosji mogą stracić na wartości. "Przykładem jest PKN Orlen, który w ubiegłym roku stracił około 25 proc. na wartości, a ja odczytywałem to, jako konsekwencję odcięcia dostaw do Rafinerii Możejki" - ocenił. (DI, PAP)